Zwiększenie przydatności dla wojska i mniej biurokracji dla pracodawców – to główne założenia projektu ustawy, która ma naprawić Narodowe Siły Rezerwowe.
Zapowiedzi były ambitne: 20 tys. wyszkolonych żołnierzy do końca 2011 r. Półtora roku później jest ich o połowę mniej. Wiceminister obrony Czesław Mroczek twierdzi, że to nie problem. – Przez ostatnie dwa lata zgłosiło się 35 tys. kandydatów. Mamy do czynienia z procesem przechodzenia żołnierzy z NSR do zawodowej służby. Przeszło ich ponad 10 tys. Żołnierze NSR chcą się związać z wojskiem – mówi wiceminister.
NSR miały być wartościowym uzupełnieniem armii zawodowej w „sytuacji wzrostu zagrożeń militarnych i związanych z potrzebami zarządzania kryzysowego, np. w czasie klęsk żywiołowych”. Osoby, które dostaną się do sił, muszą mieć co najmniej średnie wykształcenie i dobry stan zdrowia. Podpisują kontrakty na czas od dwóch do sześciu lat i dostają przydziały kryzysowe na stanowiska służbowe w jednostkach wojskowych. W czasie gdy się szkolą, ich pracodawcy dostają rekompensatę.