28,4 proc. absolwentów spośród osób aktywnych zawodowo jest w Polsce bezrobotnych. Oznacza to, że ponad 400 tys. osób do 25 roku życia nie może znaleźć pracy. Z tych statystyk wyłączeni są jednak uczniowie i studenci, którzy pracy wcale nie szukają. A ich liczba systematycznie rośnie, gdyż młodzi Polacy coraz częściej wybierają długą edukację, studiują często po kilka kierunków jednocześnie, a nawet, by pozbyć się problemu szukania pracy, której ich zdaniem i tak nie ma, zostają na uczelniach decydując się, przynajmniej „na razie” na karierę naukową. W efekcie, młodzi Polacy coraz później wkraczają na rynek pracy i coraz trudniej jest im się do niego przystosować. A w grupie wiekowej 25 – 29 bezrobocie wynosi 12 proc., co daje kolejne 250 tys. osób bez pracy. Oznacza to, że w Polsce jest ponad 650 tys. bezrobotnych przed 30 rokiem życia. Z drugiej strony, jak wynika z ostatniego badania Bilans Kapitału Ludzkiego, mamy 600 tys. wakatów wynikających nie z braku kandydatów do ich objęcia, lecz z braku kompetencji, których u przyszłych pracowników poszukują pracodawcy. Ponadto, prawie 80 proc. z nich wskazuje na trudności z rekrutacją osób o odpowiednich kwalifikacjach. Czy więc tworzenie kolejnych programów mających pomóc odnaleźć się młodym na rynku pracy nie jest zamiataniem problemu pod dywan i próbą zniwelowania skutków, a nie zwalczania przyczyny? Eksperci wskazują bowiem, że młodych do rynku pracy należy przystosować już na etapie edukacji, a nie po jej zakończeniu, kiedy to prawie 30 proc. z nich swoją karierę zawodową zaczyna od rejestracji w urzędzie pracy jako bezrobotny.

– Młodzi ludzie są na studiach przygotowywani do roli naukowca-teoretyka bądź pedagoga. W momencie kiedy rozpoczynają życie zawodowe trafiając do biznesu lub administracji państwowej, muszą nauczyć się praktycznego przełożenia zdobytej na studiach wiedzy na konkretne działania, które podejmują w celu realizacji określonych, stawianych przed nimi zadań – komentuje Błażej Miernik, HR Manager z Lidl Polska. – Niezwykle ważne i cenne jest dla nich zdobywanie doświadczeń już w trakcie nauki. Pozwala to na lepszą adaptację do warunków, które czekają na nich po studiach. Doświadczenia takie zdobywają poprzez uczestnictwo w praktykach i stażach organizowanych przez firmy w porozumieniu z uczelniami wyższymi. Młody człowiek, biorąc udział w takiej praktyce bądź stażu, ma możliwość poznania sposobów funkcjonowania organizacji i zdobycia pierwszych doświadczeń zawodowych – dodaje Miernik.

Nauczyć jak uczyć 

W wielu europejskich krajach bardzo istotną rolę w systemie edukacji odgrywa dualne kształcenie zawodowe, w którym nacisk kładzie się zarówno na szkolenie teoretyczne, jak i praktyczne. Modelowymi przykładami są Szwajcaria, Austria, czy Niemcy, gdzie ponad 60 proc. szkół funkcjonuje w takim systemie kształcenia. W Polsce wskaźnik ten nie przekracza natomiast 15 proc. Abstrahując od braku rozwiązań systemowych regulujących te kwestie, należy podkreślić, iż w Polsce ani szkoły, ani pracodawcy nie kwapią się do nawiązywania współpracy, edukowania młodych ludzi pod względem praktycznym, czy krzewienia u uczniów i studentów podejścia nastawionego na przyszłą pracę i potrzeby oraz oczekiwania pracodawców. A przecież leży to w interesie tak jednej, jak i drugiej strony. – Efektywna współpraca biznesu z edukacją pozwoli zmniejszyć wiele problemów rynku pracy, począwszy od stopy bezrobocia wśród absolwentów, a skończywszy na niedopasowaniu podaży do popytu na polskim rynku pracy – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami. – Bezrobocie wśród młodych jest strukturalne, czyli w dużej mierze uwarunkowane niedostosowaniem kierunków edukacji do potrzeb pracodawców. Jeśli to oni włączą się w proces kształcenia, będą informować o swoich oczekiwaniach kompetencyjnych, organizować programy stażowe umożliwiające zdobycie uczniom i studentom doświadczenia, to w perspektywie długofalowej sytuacja młodych będzie się stopniowo poprawiać – dodaje Palikowski. W krajach z dualnym systemem kształcenia takie rozwiązania już funkcjonują. Stopa bezrobocia wśród absolwentów nie przekracza tam 10 proc. PSZK prognozuje, że w Polsce w roku 2013 przekroczy ono 30 proc.

W aktualnym projekcie nowego budżetu UE przewidziano specjalne środki walkę z bezrobociem młodych. Unia chce przeznaczyć 6 miliardów euro na utworzenie dodatkowej inicjatywy wspierania zatrudnienia osób poniżej 25 roku życia. Z tej puli do Polski ma trafić 200 milionów euro, czyli prawie miliard złotych. Ta kwota na pewno nie wystarczy, by rozwiązać problem bezrobocia wśród młodych w Polsce, może jednak znacząco przyczynić się do jego zmniejszenia. Kluczowe jest to, czy tylko wydamy, czy odpowiednio zainwestujemy te środki w kapitał ludzki. Stąd też, ważne jest stanowisko pracodawców i przedsiębiorców, którzy powinni aktywnie zaangażować się w edukację uczniów i studentów czyli długofalową inwestycję w młodych.

Absolwent + bezrobotny = 7,5 mld euro 

Tyle rocznie tracimy na niewykorzystanym potencjale ludzi młodych. Kwota ta uwzględnia koszty związane z dofinansowaniem tych, którzy pracy nie znaleźli i korzystają z różnych form wsparcia zapewnianego przez Urzędy Pracy, a także szacunek strat wynikających z braku płacenia podatków przez osoby bezrobotne, czy niższej konsumpcji osłabiającej wzrost PKB. Z tego punktu widzenia praktyczne kształcenie młodych ludzi i dopasowanie ich kompetencji do potrzeb pracodawców wydaje się być długofalową inwestycją kluczową dla rozwoju państwa. Czy jest? – Na pewno dobrym posunięciem byłaby refundacja składek na ubezpieczenia społeczne tym pracodawcom, którzy zatrudniają osoby bez żadnego doświadczenia zawodowego. Należy pamiętać, że pracodawca ponosi zazwyczaj wysokie koszty związane z wdrożeniem do organizacji nowo zatrudnionej osoby, szczególnie jeśli nie posiada ona żadnego doświadczenia. Dlatego w kryzysie firmy wolą zatrudniać specjalistów, a nie absolwentów – komentuje Palikowski. – W Polsce brakuje jednak rozwiązań umożliwiających młodym ludziom płynne przejście z systemu edukacji na rynek pracy. Takiej roli nie spełniają programy angażujące bezrobotnych absolwentów, są one kierowane do młodych ludzi stanowczo za późno. Najlepszą formą wsparcia byłyby wysokiej jakości programy stażowe umożliwiające zdobywanie młodym ludziom doświadczenia jeszcze w trakcie edukacji, a stanem idealnym model nauczania, w którym edukacja odbywa się zarówno na poziomie teoretycznym, jak i praktycznym – dodaje Palikowski. Takie rozwiązanie wydaje się również interesujące z punku widzenia pracodawców. Przedsiębiorcy umożliwiający zdobycie doświadczenia młodym, a tym samym przygotowujący ich do rozpoczęcia kariery, wykazują się dużą społeczną odpowiedzialnością biznesu i wysokim stopniem zaangażowania w kształcenie zawodowe kolejnych pokoleń. Dodatkowo, firma kreuje swój wizerunek jako dobrego pracodawcy i przedsiębiorstwa świadomego roli, jaką biznes odgrywa w rozwoju zarówno gospodarki, jak i społeczeństwa. Nie wspominając już o tym, że wyłania talenty, czym przyczynia się do rozwoju potencjału własnej organizacji.

Należy się zatem zastanowić, czy system edukacji nie funkcjonuje trochę „obok” rynku pracy bądź też czy nie są to dwa zupełnie odrębne twory zmierzające po różnych torach w tylko sobie wiadomych kierunkach. Analogia do polskich kolei nieprzypadkowa – pytanie brzmi jak długo będziemy jeszcze na rynku pracy i edukacji jechać trochę po omacku, z opóźnieniem i niezadowolonymi pasażerami? Pewnie nie za długo, bo zmęczeni podróżni zmienią w końcu przewoźnika, a koleje zbankrutują. 

Paulina Zaręba