Jak wykazał NSP, wśród Polaków, którzy przebywają za granicą ponad rok, 551 tys. to mężczyźni, a 614 tys. – kobiety. – Przewaga kobiet wynika między innymi z tego, że często wychodzą za mąż za mężczyzn innych narodowości, co skłania je do osiedlenia się za granicą na stałe. Natomiast partnerkami Polaków prawie wyłącznie są Polki – wyjaśnia demograf prof. Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego.

Jeśli chodzi o ukończone szkoły, to okazuje się, że emigranci są na ogół lepiej wykształceni niż ich rodacy przebywający nad Wisłą. – Z naszych badań wynika, że wśród tych osób, które wyjechały za granicę za pracą po wstąpieniu do Unii Europejskiej, 22 proc. ma wyższe wykształcenie. Natomiast w Polsce dyplomem wyższej uczelni może się szczycić 17 proc. osób w wieku 13 i więcej lat – dodaje. Z jej badań wynika też, że w tej grupie emigrantów dominują specjaliści od marketingu i zarządzania, socjologowie i osoby po innych kierunkach humanistycznych. A więc ci, którzy nie mogli znaleźć pracy w kraju, bo rynek pracowników z takimi kwalifikacjami jest u nas nasycony na wiele lat. – Za to znikoma jest wśród nich liczba inżynierów, co pokazało ubiegłoroczne otwarcie niemieckiego rynku pracy dla Polaków. Choć zachodni sąsiedzi liczyli na tego typu specjalistów, to się ich nie doczekali – podkreśla prof. Iglicka.

Jednak oferta pracy dla emigrantów zarówno po studiach, jak i po zawodówce, szkole średniej ogólnokształcącej czy technikum, jest często taka sama. Polacy zwłaszcza z pierwszej fali emigracyjnej byli najczęściej zatrudniani przy pracach fizycznych – w budownictwie, transporcie, rolnictwie, magazynach, handlu i przemyśle, hotelach i restauracjach oraz zajmowali się opieką nad osobami starszymi. Główną przeszkodą na drodze do lepszego zajęcia była bariera językowa. To się jednak zmienia. Polacy są obrotni, zdeterminowani i szybko się uczą, coraz więcej z nich robi więc karierę zawodową za granicą i otwiera tam biznes.

– Z kraju wyjeżdżają osoby z różnych grup społecznych, ze wsi i z miast – twierdzi prof. Wojciech Łukowski z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego. W niektórych regionach kraju skutki są szczególnie widoczne.

Z danych NSP wynika, że z niektórych województw wyjechało od kilku do nawet kilkunastu procent osób w mobilnym wieku produkcyjnym (18 – 44 lata). Na przykład z woj. opolskiego ponad 15 proc., woj. podlaskiego – ponad 13 proc., woj. podkarpackiego – prawie 12 proc., woj. warmińsko-mazurskiego – 11 proc. oraz z woj. lubelskiego – ponad 8 proc. – Jest to bardzo niekorzystne, bo rynek pracy jest tam ogałacany ze specjalistów. To zniechęca biznes do inwestycji. A gdy ich nie ma, to nie ma pracy i w efekcie kolejne osoby mogą z tych terenów wyjeżdżać za granicę – ocenia prof. Łukowski. W rezultacie słabe regiony mogą się pogrążyć w marazmie, który nie pozwoli im na rozwój.