Zgadnie pan, co może oznaczać zapis: TW. 02.02.12.?

Chodzi o tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa i jego sygnaturę w aktach IPN?

Też tak myślałam. Okazało się jednak, że jest to termin wizyty wyznaczony bezrobotnemu w Powiatowym Urzędzie Pracy na 2 lutego 2012 r. Powinno tak być?

Średnio się kojarzy, ale dlaczego nie?

Bo to nieludzkie i nieeleganckie.

Ale jest krótko, szybko i na temat.

Pan to mówi poważnie?

Niestety tak. W Polsce mamy ponad 2 miliony zarejestrowanych bezrobotnych. Każdego z nich urząd pracy musi obsłużyć. Żeby to było możliwe, musi to zrobić sprawnie i szybko.

Obsługa najczęściej polega na tym, że bezrobotny przyszedł, a wy odhaczacie w rejestrze, że przyszedł w terminie. Propozycji pracy nie otrzymał ani jednej, ale kolejne „TW” na pewno dostanie, na przykład na 12.04.12. Mrożek by tego nie wymyślił.

Urząd pracy ma się trzymać przepisów, a przepisy są, jakie są. Nie my je wymyślamy.

Niepojawienie się w terminie grozi natychmiastowym wyrejestrowaniem. Dotyczy to także matek, które czuwają w szpitalu przy ciężko chorych dzieciach.

Czasami urząd, który termin wyznaczył, może go zmienić. Wystarczy poprosić.

Czasami, czyli jak często się to zdarza?

Raczej rzadko, a to dlatego, że znaczna część bezrobotnych, którzy chcą zmienić termin wizyty, łże na temat powodów. Z moich obserwacji wynika, że kręci mniej więcej 80 procent. W urzędzie w Kwidzynie mamy klienta, któremu co miesiąc umiera ktoś w rodzinie. Ostatnio próbował mnie przekonać, że umarła mu ciotka. Ale nie przekonał. Kiedy oznajmiłem mu, że ma wyjątkowo liczną rodzinę i wyjątkowo słabego zdrowia, facet szybciutko się zmył.

Ten akurat oszukał, ale urzędy pracy identycznie traktują uczciwych.

Po oczach trudno poznać, kto ma trudną sytuację, a kto jest nałogowym, zawodowym kombinatorem.

Lepiej więc z góry założyć, że kombinują wszyscy?

Powtarzam: kombinuje zdecydowana większość. Na przykład są w naszym rejestrze bezrobotnych, otrzymują zasiłek i jednocześnie podejmują legalną pracę, za którą dostają wynagrodzenie. Co roku zgłaszam do prokuratury, bo taki mam obowiązek, 30 – 40 przypadków poświadczenia nieprawdy.

Sporo, zgoda, ale to jeszcze nie powód, żeby wszystkich traktować jak gorszy gatunek człowieka.

Gorszy gatunek? Z tym to pani przesadziła.

Urzędnik ma być jak fortepian – grać niezależnie od tego, czy usiądzie przy nim wirtuoz, czy pijak. Niestety, nie każdy potrafi zagrać – o pułapkach polskiej biurokracji opowiada szef PUP

Proszę więc skomentować taką scenkę: do urzędu pracy przychodzi starsza pani. Na pewno zaniedbana, na pewno nie pachnie perfumami od Ives Saint Laurenta. Rejestruje się, zmierza ku wyjściu, a urzędniczka – zanim kobieta opuści pomieszczenie – chwyta za dezodorant, gania z nim po pokoju, rozpyla i komentuje: „Ależ babsko cuchnie!”... Starsza pani to słyszała.

Paskudna sytuacja. Proszę jednak spojrzeć na to od innej strony. Dla tej kobiety była to jedna wizyta. Dla pracownika urzędu pracy natomiast mógł być to już któryś z rzędu interesant. Jeśli dziennie ma ich kilkudziesięciu, w którymś momencie może być tym zmęczony i puszczą mu nerwy.