Na dzisiejszym posiedzeniu plenarnym Rady Dialogu Społecznego – o ile w ogóle do niego dojdzie – przedstawione będą efekty negocjacji m.in. w sprawie wzrostu minimalnego wynagrodzenia oraz płac w sferze budżetowej. Te są mizerne. Rząd twardo trzyma się swoich pierwotnych propozycji – najniższego wynagrodzenia na poziomie 2,8 tys. zł i braku automatycznej podwyżki o konkretny wskaźnik dla wszystkich pracowników budżetówki. Pracodawcy i związkowcy też się nie porozumieli w żadnej z tych spraw. Największym efektem rozmów wydaje się to, że większość stron dostrzega już konieczność zmian w kwestii minimalnego wynagrodzenia. Pracodawcy już wcześniej apelowali o obniżenie klina podatkowego, a ostatnio propozycję w tym względzie przedstawił OPZZ. Chodzi m.in. o zwiększenie kwoty wolnej od podatku i kosztów uzyskania przychodu, dzięki czemu zarabiający płacę minimalną dostaliby do ręki miesięcznie o ok. 140 zł więcej. Rząd nie mówi „nie” i chce rozmawiać na ten temat, ale raczej nie w tym roku.

Założenia projektu budżetu

Założenia projektu budżetu

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Będzie posiedzenie?

Klincz w RDS wynika m.in. ze sporu co do wyłaniania rotacyjnego przewodniczącego rady i obowiązku lustracyjnego jej członków. Dwie reprezentowane w niej organizacje (NSZZ „Solidarność” oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców) zawiesiły swoje uczestnictwo w posiedzeniach plenarnych i prezydium rady. To forma sprzeciwu wobec objęcia przewodnictwa w RDS przez Andrzeja Malinowskiego, prezydenta Pracodawców RP, w związku z informacjami o współpracy tego ostatniego ze służbami PRL. Do quorum po stronie związkowej potrzebna jest obecność wszystkich pozostałych członków (z ramienia OPZZ i Forum Związków Zawodowych). A z tym będzie najprawdopodobniej problem. Dodatkowo toczy się spór o formę prowadzenia obrad. Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, skierował już do przewodniczącego Malinowskiego pismo, w którym wskazuje, że nie ma podstaw prawnych do organizowania posiedzenia w formie łączonej (niektórzy członkowie w trybie stacjonarnym, a inni w formie zdalnego łączenia; według informacji DGP w tej drugiej formie mają uczestniczyć m.in. członkowie rządu). Związek nie zgadza się też na przeprowadzanie głosowań w takiej sytuacji i obradowanie nad dwoma projektami uchwał (jedna dotyczy firm transportowych, a druga sektora motoryzacyjnego).

‒ Jeśli w czasie posiedzenia dojdzie do głosowań, NSZZ „Solidarność” nie uzna ich wyników. Ponadto poinformuję o tym fakcie Andrzeja Dudę, Prezydenta RP – poinformował szef Solidarności.

W rezultacie nie wiadomo, czy posiedzenie w ogóle się odbędzie, a jeśli tak, to czy w jego trakcie będą odbywać się głosowania.

Brak sukcesu

Nawet jeśli obrady ostatecznie będą się toczyć, to nie przyniosą przełomowych rozstrzygnięć. W trakcie prac zespołu ds. bud żetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych partnerom społecznym nie udało się porozumieć ani w sprawie przyszłorocznego wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej, ani płacy minimalnej. W tym pierwszym przypadku rząd podtrzymał swoje pierwotne stanowisko (brak jednolitego wzrostu pensji w bud żetówce). Początkowo wydawało się, że możliwe jest porozumienie organizacji pracodawców i związków zawodowych w tej sprawie, ale do niego nie dojdzie m.in. ze względu na brak zgody na podwyżki w wysokości 10 proc. (ze strony części pracodawców, przede wszystkim BCC).

‒ Pozostaje niedosyt, bo podwyżki umożliwiłyby zachowanie wyższej jakości usług publicznych. Biorąc pod uwagę szybki wzrost płacy minimalnej, okaże się, że niektórzy pracownicy merytoryczni sektora publicznego będą zarabiać najniższe pensje lub nieznacznie wyższe. To nie zachęci fachowców do pracy w instytucjach publicznych – wskazuje prof. Jacek Męcina, przewodniczący zespołu.

Jest za to szansa, że wspólne stanowisko w tej sprawie przedstawią związki zawodowe (o ile Solidarność poprze formalnie podwyżkę o 10 proc., a nie 9 proc. jak pierwotnie postulowała).

Nowy sposób

Rząd i partnerzy społeczni nie porozumieli się też w sprawie wzrostu płacy minimalnej. Ten pierwszy podtrzymał pierwotną propozycję podwyżki o 200 zł (do 2,8 tys. zł). Taką kwotę z ramienia związków akceptuje NSZZ „Solidarność”, a pracodawców ‒ ZPP. Pozostałe organizacje zatrudniających postulują zamrożenie płacy minimalnej na obecnym poziomie (co wymagałoby zmian legislacyjnych) lub wzrost o ustawowe minimum (do 2716 zł). FZZ i OPZZ domagają się podwyżki o 500 zł. Ostatnia z wymienionych organizacji na finiszu prac w zespole przedstawiła też inne kompromisowe rozwiązanie polegające na obniżeniu klina podatkowego. W dużym uproszczeniu chodzi o to, aby osoby zarabiające najniższą pensję były objęte wyższą kwotą wolną od podatku (8000 zł zamiast 3091 zł) oraz wyższymi kosztami uzyskania przychodu (500 zł, a nie 250 zł).

‒ W rezultacie pracownik otrzymywałby do ręki wynagrodzenie takie, jakby brutto zarabiał 3 tys. zł, a nie proponowane przez rząd 2,8 tys. zł. Chodzi o ok. 140 zł, które co miesiąc dodatkowo trafiałoby do jego kieszeni. W ten sposób w praktyce rządzący mogliby spełnić swoją kampanijną zapowiedź wzrostu minimalnej płacy do 3 tys. zł bez konieczności nominalnej podwyżki do tej wysokości – tłumaczy Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.

W trakcie posiedzenia zespołu Piotr Patkowski, wiceminister finansów, podkreślił, że ocena pomysłu wymaga analiz. Z kolei Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, zasugerował, że to rozwiązanie, nad którym można dyskutować, ale nie w tym roku (z uwagi na bardzo krótki termin, jaki został na ustalenie przyszłorocznej płacy minimalnej).

‒ Pracodawcy już wcześniej postulowali zmiany klina podatkowego – wskazuje prof. Męcina.

Im zależy na jego obniżeniu, ale na poziomie 2716 zł (a nie 2800 zł, jak postuluje OPZZ). Podkreślają, że zbyt wysoka podwyżka minimalnej pensji przełoży się na wzrost bezrobocia. Związkowcy nie chcą zmian na pułapie niższym niż 2,8 tys. zł.

‒ Zgłosiliśmy konstruktywną propozycję wzrostu netto bez konieczności dodatkowej, nominalnej podwyżki do 3 tys. zł. Liczymy, że dziś MF przedstawi choćby ograniczoną analizę w tym zakresie. Dysponuje przecież odpowiednim aparatem merytorycznym – podsumowuje Norbert Kusiak.