Zasady zwalniania zatrudnionych na czas określony są najprawdopodobniej niezgodne z prawem UE. Ale zmienią się dopiero, gdy wymuszą to sami pracownicy.
Nikt już nie udaje, że brak konieczności uzasadnienia wypowiedzeń umowy na czas określony jest zgodny z unijną dyrektywą w sprawie pracy terminowej. W ostatnim czasie istotne wątpliwości w tym zakresie przedstawiły Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) oraz Sąd Najwyższy. Na dodatek Bruksela wprowadziła kolejne przepisy, które przewidują prawo pracowników do poznania przyczyn zwolnienia. Wszystko wskazuje jednak, że w Polsce przepisy się nie zmienią, dopóki sprawa konkretnego zwolnionego nie trafi przed Trybunał Sprawiedliwości UE i ten oficjalnie uzna nasze regulacje za niedopuszczalne. Tak stało się już w przypadku sprawy C-38/13 Nierodzik (wyrok TSUE z 13 marca 2014 r.). Dzięki wytrwałości pracownicy z placówki służy zdrowia w Choroszczy (woj. podlaskie) trybunał zakwestionował dopuszczalność długotrwałego zatrudnienia na czas określony. Ówczesny rząd zmienił przepisy i dziś praca terminowa może trwać maksymalnie 33 miesiące. Taka sytuacja może się powtórzyć – wystarczy, że jeden cierpliwy i wytrwały pracownik (zatrudniony na czas określony) tym razem zaskarży brak konieczności uzasadnienia wypowiedzenia jego umowy.
– Prędzej czy później zapewne się to stanie. I nagle może się okazać, że k.p. nie przewiduje żadnej elastycznej formuły zatrudnienia. Pracodawcy znów zainteresują się umowami cywilnoprawnymi. Dlatego już teraz powinniśmy rozważać zmianę przepisów – tłumaczy Alina Giżejowska, radca prawny i partner w kancelarii Sobczyk i Współpracownicy.