Jeśli pracownik będzie mógł dochodzić odszkodowania za mobbing bez konieczności zwalniania się z pracy, to wątpliwości budzi odgórne ustalanie minimalnej wysokości takiej rekompensaty. Zastrzeżenia wywołuje też termin na żądanie sprostowania świadectw pracy. Takie uwagi zostały przedstawione w trakcie ostatniego posiedzenia podkomisji ds. nowelizacji kodeksu pracy, w trakcie którego rozpatrywano prezydencki projekt zmian w k.p.
Reklama
Najistotniejsze wątpliwości dotyczyły możliwości wydawania orzeczeń zastępujących świadectwa pracy (DGP sygnalizował je wcześniej – „Kilka milionów emerytów może chcieć pójść do sądu”, DGP nr 37/2019). Inne koncentrowały się m.in. na zasadach dochodzenia roszczeń w razie mobbingu. Prezydencki projekt przewiduje, że odszkodowania będzie mógł się domagać nie tylko pracownik, który z powodu nękania rozwiązał umowę o pracę, ale także ten wciąż zatrudniony, jeśli z powodu nieprawidłowych zachowań lub działań w firmie poniósł szkodę.
– Jeśli takie rozwiązanie miałoby wejść w życie, to zbędne wydaje się ustalenie w takim przypadku minimalnego odszkodowania. Z projektu wynika, że miałoby być ono nie niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę – wskazywał sędzia Paweł Mroczkowski, dyrektor departamentu legislacyjnego prawa cywilnego w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Podkreślał, że w przypadku mobbingu szkoda ma najczęściej charakter niemajątkowy (na osobie). Ustala się ją odpowiednio do stopnia naruszenia prawa.
Kancelaria Prezydenta zwracała uwagę, że intencją projektodawcy było umożliwienie pracownikom dochodzenia roszczenia z tytułu mobbingu bez konieczności zwalniania się z pracy (bo nie wszyscy pracownicy z przyczyn socjalnych i majątkowych mogą swobodnie rezygnować z etatu). Dzięki temu także wciąż zatrudnione osoby mogłyby się domagać odszkodowania w trybie przewidzianym w k.p. Ostatecznie obie strony ustaliły, że postarają się wspólnie wypracować rozwiązanie, które godziłoby oba stanowiska.
Dodatkowe uzgodnienia będą dotyczyć też terminu na dochodzenie sprostowania świadectwa pracy. Z projektu wynika, że w przypadku niezawiadomienia przez pracodawcę o odmowie sprostowania tego dokumentu, żądanie o jego dokonanie wnosi się do sądu pracy w ciągu 21 dni od wystąpienia do pracodawcy z wnioskiem o sprostowanie. Biuro Legislacyjne Sejmu zwróciło uwagę, że takie rozwiązanie może być w praktyce niekorzystne dla pracowników. Z orzecznictwa sądowego wynika bowiem, że w razie milczenia pracodawcy zatrudniony nie jest obecnie ograniczony żadnym terminem. Czyli może złożyć żądanie do sądu nawet po upływie np. 21 dni.
Swoją propozycję zmiany modyfikacji projektu przedstawiło też Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Chodzi o to, aby nowe przepisy uwzględniły (i wdrożyły) wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 grudnia 2018 r. (sygn. P 133/15). TK orzekł, że brak możliwości przywrócenia do pracy osoby zatrudnionej na czas określony, którą zwolniono w okresie ochrony przedemerytalnej (cztery lata przed datą nabycia prawa do emerytury), narusza konstytucyjną zasadę równości wobec prawa. Wdrożenie tego wyroku wymagałoby zmodyfikowania art. 50 par. 5 k.p. (prezydencki projekt zakłada jego nowelizację).
– Zmiana jest potrzebna i ważna. Jeśli Kancelaria Prezydenta potwierdzi wstępną zgodę na taką modyfikację projektu, MRPiPS przygotuje stosowną poprawkę w tej sprawie i przedstawi ją na następnym posiedzeniu podkomisji. Wystąpimy do posłów z prośbą o jej przejęcie – zapowiedział Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.
Kolejne posiedzenie podkomisji ma się odbyć w połowie marca.