Na polskim rynku pracy od lat prawo jest łamane na masową skalę i kolejne rządy nie podejmują akcji przeciwdziałających bezprawiu. Zgodnie z artykułem 22 § 1 kodeksu pracy: „Przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca – do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem”, ale w kolejnych paragrafach tego samego artykułu czytamy, że „zatrudnienie w warunkach określonych w § 1 jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy, bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy” i że „nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1”.
W prawie pracy nie ma więc swobody narzucania umów przez pracodawcę, a umowy o pracę i umowy cywilnoprawne nie są zastępowalne. Nie ma też dowolności w wyborze rodzaju pracy przez pracownika. Nawet gdy pracodawca twierdzi, że pracownik sam chciał być zatrudniony w ramach umowy nieetatowej, nie jest to żadne usprawiedliwienie. Gdy praca jest wykonywana w miejscu i czasie wskazanym przez pracodawcę oraz pracownik jest podporządkowany kierownictwu pracodawcy, to mamy do czynienia ze stosunkiem pracy. Zatrudnianie na inne rodzaje umów w sytuacji, gdy są spełnione kodeksowe warunki pracy etatowej, stanowi złamanie polskiego prawa i powinno być karalne.
Niestety w praktyce zapisy ustawowe są całkowicie martwe, a prawo jest łamane przez dziesiątki tysięcy firm przy niemal całkowitej bierności państwa. Skala umów niestandardowych rośnie, co w znacznej mierze dotyczy zatrudnienia, które zgodnie z prawem powinno być etatowe. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w 2016 r. 1,15 mln osób fizycznych prowadziło pozarolniczą działalność gospodarczą, nie zatrudniając pracowników na podstawie stosunku pracy (samozatrudnieni). W latach 2012–2015 liczba ta utrzymywała się na niezmienionym poziomie 1,1 mln osób, a w 2016 r. wzrosła o ok. 4,5 proc. Okazuje się zatem, że skala samozatrudnienia jest nie tylko bardzo duża, ale wręcz rośnie. Ponadto w 2016 r. było 1,25 mln osób, z którymi została zawarta umowa-zlecenie lub umowa o dzieło, a które nie są nigdzie zatrudnione na podstawie stosunku pracy. Łącznie jest więc co najmniej 2,4 mln osób na umowach niestandardowych, a przecież do tego trzeba doliczyć szarą strefę oraz osoby pracujące w ramach darmowych lub półdarmowych staży.