Na oddział ratunkowy Szpitala Uniwersyteckiego w W. podczas dyżuru Zbigniewa K. przywieziono pacjentkę, u której lekarka pogotowia miała zaobserwować niepokojące objawy neurologiczne. Kobieta była też pod wpływem alkoholu, zażyła też leki antydepresyjne. Kontakt z nią był utrudniony, więc dr K. zdecydował, że powinna zostać przewieziona do pobliskiego szpitala miejskiego, na oddział toksykologii, w celu odtrucia, bo Szpital Uniwersytecki takiego oddziału nie miał. Dr K. nie przebadał dokładnie pacjentki, choć lekarka pogotowia na to nalegała.
Chora po niespełna dwóch godzinach wróciła do Szpitala Uniwersyteckiego, znów na dyżur dr. K. Objawy, jakie zaobserwowali lekarze ze szpitala miejskiego, wskazywały na niebezpieczeństwo ciężkiego udaru mózgu. Lekarz skierował ją więc na badania, które wykazały stłuczenia czaszki i krwiak w mózgu. Objawy się nasiliły i ostatecznie chora trafiła na oddział intensywnej terapii. Mimo leczenia stan jej się stopniowo pogarszał i po około trzech miesiącach zmarła.
Reklama
Dr K. został obwiniony o niedopełnienie należytej staranności lekarskiej, głównie ze względu na nieprzeprowadzenie badań już na oddziale ratunkowym, tylko odesłanie pacjentki do innego szpitala, nieprzygotowanego do leczenia tak ciężkich przypadków.
Sądy lekarskie były w stosunku do dr. K. bardzo surowe: już sąd okręgowy wymierzył mu karę pieniężną w maksymalnej wysokości – czterokrotności przeciętnego wynagrodzenia (prawie 17 tys. zł). Naczelny Sąd Lekarski (NSL) utrzymał to orzeczenie, a i Sąd Najwyższy kasację obrońcy lekarza uznał za bezzasadną.
Zdaniem SN przewinienie lekarza było ewidentne, a kasacja próbowała polemizować z orzeczeniem NSL tylko w zakresie wysokości kary. Ustalenia faktyczne były bowiem bezsporne i prawidłowe: karetka przywiozła pacjentkę z rozpoznanym schorzeniem neurologicznym, lekarka pogotowia wyraźnie to potwierdziła, uzupełniająco wskazując tylko, że kobieta spożyła niewielką ilość alkoholu i przyjmowała leki antydepresyjne.
– Diagnoza obwinionego nie była poparta szerszym zakresem badań, co wskazuje, iż nie dochował należytej staranności. Przewinienie było więc ewidentne i zostało udowodnione. Nie można więc uznać kary orzeczonej wobec niego za zbyt surową, tym bardziej że rzecznik dyscyplinarny wnosił nawet o czasowe zawieszenie prawa wykonywania zawodu, a więc karę jeszcze surowszą – powiedział sędzia Andrzej Tomczyk.

Orzecznictwo

Postanowienie Sądu Najwyższego z 25 kwietnia 2018 r., sygn. akt SDI 3/18.