Będziemy domagać się wyłączenia prowadzących pojazdy spod dyrektywy o pracownikach delegowanych – zapowiada wiceminister rodziny i pracy Stanisław Szwed.



Osiągnięte w zeszłym tygodniu wstępne porozumienie w sprawie pracowników delegowanych zawiera kolejne niekorzystne dla Polski rozwiązania dotyczące okresu przejściowego i stosowania układów zbiorowych. Nowe rozwiązania zostały wypracowane w ramach trilogu – negocjacji prowadzonych przez trzy unijne instytucje: reprezentującą kraje członkowskie Radę UE, Parlament Europejski i Komisję Europejską.
– Porozumienie idzie zupełnie w poprzek tego, co zostało ustalone na Radzie – mówi DGP wiceminister rodziny i pracy Stanisław Szwed. Ustalenia Rady UE przyjęli w październiku ministrowie odpowiedzialni za zatrudnienie. Przeciwko głosowały Polska, Węgry, Litwa i Łotwa, wstrzymały się od głosu Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.
Reklama
Jak podkreśla wiceminister Szwed, już tamte rozwiązania nie satysfakcjonowały Polski, natomiast te, które zostały przyjęte w zeszłym tygodniu, idą o wiele dalej. – Pytanie, jaki mandat miała prezydencja Bułgarii, żeby iść w kierunku zmian, które nie były uzgadniane ani akceptowane przez Radę. Spotkałem się z minister bułgarską i były z jej strony zapewnienia, że mandat Rady jest dla niej wiążący. Okazało się jednak inaczej – dodaje.

Reklama
Ministerstwo pracuje w tej chwili nad stanowiskiem na posiedzenie Rady, zaplanowane na 15 marca. Stanisław Szwed nie wyklucza kolejnych zmian. – Były już takie koleje losu tych ustaleń, że wszystko się może zdarzyć. Jeżeli do 15 marca nic się nie zmieni, będziemy podnosić jako nasz główny argument to, że porozumienie wychodzi poza mandat Rady – zapowiada.
Jak deklaruje, Polska będzie się ubiegać o to, by nowymi przepisami nie obejmować kierowców. Porozumienie, zgodnie z ustaleniami Rady, przewiduje wyłączenie sektora transportu. Wiceminister Szwed podkreśla jednak, że chodzi o jednoznaczny zapis, który uniemożliwi stosowanie odrębnych przepisów przez poszczególne kraje.
Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu dla zagranicznych kierowców ciężarówek obowiązują dzisiaj we Francji i Niemczech. Sojusznikami Polski w walce o derogację dla transportu są Hiszpania i Portugalia, których firmy transportowe także narzekają na niemieckie i francuskie przepisy.
Działalność firm przewozowych ma zostać kompleksowo uregulowana w pakiecie drogowym, którego projekt Komisja Europejska zaprezentowała w maju zeszłego roku. Tam również znalazła się niekorzystna dla Polski propozycja. Zgodnie z nią kierowca, spędzając powyżej trzech dni w danym kraju, będzie musiał otrzymać płacę minimalną według stawek lokalnych. Może być to źródłem kolejnej batalii o unijne prawodawstwo.
Najbardziej palącą kwestią jest teraz kształt dyrektywy o pracownikach delegowanych. Wejście w życie zmian przyjętych w zeszłym tygodniu w ramach porozumienia oznaczałoby, że firmy delegujące swoich pracowników do innych krajów członkowskich musiałyby stosować się do wszystkich układów zbiorowych obowiązujących w miejscu pracy. Chodzi zarówno o układy regionalne, jak i dotyczące poszczególnych branż. Zamiast czteroletniego wynegocjowano dwuletni okres przejściowy.
Polskie firmy delegują do innych krajów członkowskich UE największą liczbę pracowników, rocznie ponad pół miliona (514 tys. w 2016 r.). Z tej możliwości korzystają także często niemieckie przedsiębiorstwa, które również nie są zadowolone z projektowanych rozwiązań. Niemcy są drugim krajem pod względem liczby pracowników delegowanych do pracy w innym państwie (260 tys. w 2016 r.) i pierwszym pod względem ich przyjmowania (440 tys. w 2016 r.).
Wyższe zarobki dla tej grupy zatrudnionych to flagowy postulat prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który w zeszłym roku odwiedził kraje Europy Środkowej (z pominięciem Polski), przekonując do poparcia projektowanych rozwiązań.
Pracownicy delegowani stanowią 1 proc. wszystkich zatrudnionych w Unii Europejskiej.
Nasze firmy delegują do krajów członkowskich UE ponad pół miliona osób rocznie