Firmom brakuje rąk do pracy, ale nie powoduje to wysokiego wzrostu płac. Najszybciej idą w górę gaże pracowników z najniższymi zarobkami.
W pierwszych trzech kwartałach tego roku przeciętna pensja brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 4460 zł i była o 5,3 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – wynika z danych GUS. To największy wzrost w ostatnich dziewięciu latach. Jednak w rekordowym pod tym względem roku 2008 r. podwyżki pensji były ponad dwukrotnie wyższe niż obecnie.
– Wtedy był to efekt boomu gospodarczego z lat 2006–2007, gdy gospodarka rozwijała się w tempie 6–7 proc., czyli o 2–3 pkt proc. szybciej niż dziś. Podwyżki płac eksplodowały, bo poziom wynagrodzeń dostosowuje się do tempa wzrostu gospodarczego z pewnym opóźnieniem – wyjaśnia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Dodatkowo wzrost płac przyspieszały wówczas szybko rosnące inwestycje i wzrastający popyt konsumpcyjny. – Przy zwiększających się zamówieniach pracodawcy mieli tak jak dziś kłopoty ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy. Byli jednak w trudniejszej sytuacji, ponieważ nie było wtedy Ukraińców, którzy dziś zapełniają luki w zatrudnieniu. Podwyżki mogły być wysokie również dlatego, że poziom płac był stosunkowo niski w porównaniu z dochodami firm – uważa Maliszewski.
Reklama
Według Piotra Bujaka, głównego ekonomisty PKO BP, w tym roku wzrost wynagrodzeń jest umiarkowany, bo hamuje go fala cudzoziemców ze Wschodu na rynku pracy. Jego zdaniem wzrost zatrudnienia dotyczy w dużym stopniu pracowników o niższych kwalifikacjach i w efekcie o niższych wynagrodzeniach, co dodatkowo obniża przeciętną dynamikę płac.
Z danych GUS wynika, że najbardziej, bo od 6,2 proc. do 8,2 proc., wzrosły (poza wyjątkami) wynagrodzenia w branżach, w których od lat zarobki należą do najniższych – przemyśle tekstylnym, odzieżowym i spożywczym, handlu detalicznym, hotelarstwie i gastronomii oraz przedsiębiorstwach zajmujących się administrowaniem i działalnością wspierającą (m.in. w firmach ochroniarskich i sprzątających).
Zachęt w postaci podwyżek nie było w branżach, w których pracownicy zarabiają najwięcej – ponad 6 tys. zł brutto miesięcznie. Wzrosty wynagrodzeń wyniosły tylko od 1,1 proc. do 2,9 proc. Tak było w przemyśle farmaceutycznym, branży tytoniowej, energetyce oraz w górnictwie węgla kamiennego i brunatnego.
Analitycy są przekonani, że można się spodziewać wzrostu płac w ostatnim kwartale 2017 r. – W rezultacie w całym roku mogą się zwiększyć o 7–8 proc. – prognozuje Maliszewski. – Natomiast w 2018 r. nie można wykluczyć nawet dwucyfrowego wzrostu wynagrodzeń. Tak jak to ma miejsce w Czechach, Rumunii i na Węgrzech – uważa Bujak.