Nawet do 10 lat po zakupie producent będzie zobowiązany do naprawienia niektórych urządzeń – planuje Komisja Europejska. Ma to zapobiegać masowemu wyrzucaniu sprzętu.

Unia Europejska ma ambitny plan, by do 2050 r. gospodarki państw członkowskich osiągnęły neutralność klimatyczną. Jednym z priorytetów KE, które mają pomóc w osiągnięciu tego celu, jest projekt dyrektywy w sprawie wspólnych zasad promujących naprawę towarów. W kwietniu rozpoczęły się w Radzie UE prace nad wnioskiem KE dotyczącym tego projektu. Ze strony Polski bierze w nich udział Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– UOKiK przychyla się do spostrzeżeń KE, że przedwczesne pozbywanie się towarów konsumenckich nadających się do naprawy skutkuje wzrostem ilości odpadów i emisji gazów cieplarnianych oraz przyczynia się do zwiększenia popytu na cenne zasoby do produkcji nowych towarów. Widzimy również, że niedostateczna dostępność naprawy może negatywnie wpłynąć na dokonywane przez konsumentów decyzje konsumenckie. Prace nad dyrektywą są na wstępnym etapie, dlatego obecnie analizujemy przewidywane rozwiązania – informuje UOKiK.

Obowiązek naprawy

Co może się zmienić? W ramach gwarancji prawnej wadliwe urządzenie, w przypadku gdy naprawa jest tańsza lub ma taki sam koszt jak wymiana, ma być naprawione. Naprawa będzie bezpłatna. Natomiast gdy gwarancja prawna się skończy, producenci wybranych towarów podlegających naprawie będą zobowiązani do naprawy produktu przez 5–10 lat po zakupie. Chyba że naprawa jest niemożliwa. Czas tego zobowiązania ma zależeć od produktu. Na ten moment na liście urządzeń, które mają podlegać prawu do naprawy, znalazły się pralki i pralko-suszarki, urządzenia chłodnicze, zmywarki do naczyń, wyświetlacze elektroniczne, sprzęt spawalniczy, odkurzacze, serwery i produkty do przechowywania danych oraz telefony komórkowe, telefony bezprzewodowe i tablety. Z czasem lista ma się wydłużyć.

Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami producent może, po okresie gwarancji prawnej, pobierać opłatę za naprawę. Projekt przewiduje stworzenie europejskiego formularza informacji o naprawie. Pomoże on klientowi wybrać, komu powierzy naprawę urządzenia. Naprawiający, wypełniając formularz, będzie musiał wyjaśnić, na czym polega problem i ile czasu zajmie jego rozwiązanie oraz na czym będzie polegała naprawa. Konieczne będzie też podanie jej maksymalnej ceny. Podanych warunków naprawiający nie będzie mógł zmienić przez 30 dni.

Dodatkowo projekt dyrektywy przewiduje, że każde państwo członkowskie musi stworzyć internetową platformę napraw. Klient znajdzie tam warsztaty, ale też sprzedawców odnowionych urządzeń. Rejestracja na platformie będzie dla naprawiających i sprzedających dobrowolna.

Komisja Europejska chce też opracować dobrowolną europejską normę jakości usług naprawczych. Ma to być minimalny standard jakości, który warsztaty będą mogły przestrzegać.

Przedsiębiorcy za, ale z obawami

– Patrząc na założenia projektu dyrektywy, uważamy, że jest to świetna inicjatywa. Idea naprawiania bardzo nam się podoba. Z pewnością skorzystają na tym także drobni przedsiębiorcy, zajmujący się naprawami. Tak więc intencje oceniamy dobrze, ale gdy przyjrzymy się niektórym zapisom projektu, to budzą one nasz niepokój – mówi Eliza Turkiewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Obawy przedsiębiorców wzbudzają zbyt ogólne zapisy. Niejasne jest, czy w ogóle i ewentualnie w jaki sposób sprzedawca ma informować konsumenta o przysługujących mu dodatkowych uprawnieniach od producenta towaru w ramach środków ochrony prawnej przyznanych na mocy przepisów projektowanej dyrektywy.

– Spodziewamy się też, że dużym kłopotem będzie wywiązanie się z obowiązku podania ceny naprawy. Najlepszym źródłem wiedzy o tym, ile kosztują części zamienne, są producenci. I to od nich sprzedawcy czy świadczący naprawy będą takiej wiedzy oczekiwać. Jeśli jeden producent ma tysiące produktów, ustalenie aktualnych kosztów naprawy dla każdego z nich będzie dużym wyzwaniem, a przecież znajomość kosztu jest kluczowa – dodaje Eliza Turkiewicz.

Poza zapewnieniem spójności legislacyjnej i doprecyzowaniem zapisów, Konfederacja Lewiatan zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny element, bez którego prawo do naprawy nie będzie dobrze działało. Państwo powinno wziąć na siebie promowanie tych przepisów oraz budowanie świadomości zarówno wśród konsumentów, przedsiębiorców, jak i rzemieślników. Ci ostatni pewnie nie wczytują się w dyrektywy i ustawy, więc ktoś musi im powiedzieć, że powstaje platforma, na której mogą się zarejestrować, i podpowiedzieć, jak wypełnić wymogi dyrektywy, która ma też określić standard naprawy.

Mniej odpadów

Ideę prawa do naprawy popiera też Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji.

– To krok w dobrą stronę. Nowe przepisy zmniejszą liczbę odpadów, ale chciałbym zwrócić uwagę, że wymiana starego urządzenia na nowe też może być korzystna dla środowiska z powodu mniejszego zużycia energii. Według analiz Applia Polska wymiana urządzeń na najwydajniejsze energetycznie pozwoliłaby zaoszczędzić nawet między 10 a 20 proc. konsumpcji energii elektrycznej w domach – mówi Stefan Kamiński, prezes KIGEiT.

Zwraca też uwagę, że jeśli się wprowadzi prawo do naprawy, to nie wystarczy, że producent zapewni nowe części, musi się jeszcze znaleźć człowiek, który będzie umiał wykonać naprawę. Skoro to urządzenia ma wrócić do konsumenta, a nawet przewiduje się możliwość sprzedawania takich naprawionych urządzeń, to one muszą być bezpieczne.

To będzie kosztowało

– Postulujemy nawet, we wspólnym stanowisku z Applia, które przesłaliśmy jako uwagi do projektu, by wprowadzić taką procedurę postepowania z zepsutym urządzeniem, aby w momencie gdy naprawa nie jest możliwa lub nie przynosi efektu, wymienić zepsute urządzenia w pierwszej kolejności na odnowione, a dopiero w kolejnym kroku na nowe. Opowiadamy się za tym, mimo że projektowana dyrektywa z pewnością przyniesie producentom straty w postaci zmniejszonej sprzedaży, a to może skutkować zmniejszeniem zatrudnienia – dodaje prezes Kamiński.

Producenci chcieliby też poznać szacowaną wielkość strat, jakie przyniesie im prawo do naprawy. W ocenach skutków regulacji brak jest takiej analizy.

Na pewno na zmianie przepisów zyskają konsumenci. Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów Aquila, uważa, że jest ona korzystna dla kupujących.

– W tej chwili, kupując produkt, korzystamy z ochrony przez dwa lata. Gdy w tym czasie coś się popsuje, możemy reklamować u sprzedawcy. W przypadku uznania reklamacji produkt jest naprawiany lub wymieniany. Po tym okresie, gdy coś się popsuje, konsument zostaje z tym problemem sam. Sprzedawca mu już nie pomoże, producent – o ile nie została udzielona gwarancja – też nie. Projektowane przepisy mają to zmienić. Zdaję sobie sprawę, że jest to ogromna zamiana w modelach biznesowych producentów. Jest to też wielka zmiana dla nas konsumentów. Kiepska jakość urządzeń oduczyła nas naprawiania i używania odnowionego sprzętu – mówi.©℗

Wyrzucamy, zamiast naprawiać / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe