Właściciel sklepu nie może odpowiadać za reakcje patologiczne, spowodowane użyciem kosmetyku niezgodnie z przeznaczeniem. To klient powinien zapoznać się z informacjami przedstawionymi na produkcie.

Sprawa dotyczyła powództwa o zapłatę, skierowanego przez klientkę jednej z drogerii w spółkę, będącą właścicielem sklepu. Kobieta twierdziła, że strona pozwana jest odpowiedzialna za oparzenie chemiczne , jakiego doznała po użyciu preparatu udostępnionego dla klientów.

Powódka, będąc w sklepie testowała podkłady, następnie przetarła rękę wacikiem nasączonym jednym z płynów pozostawionym do dyspozycji klientów przy stanowisku z kosmetykami do makijażu. Po niedługim czasie kobieta poczuła swędzenie i pieczenie, w miejscu aplikacji specyfiku. Na skórze pojawiła się reakcja, którą lekarz zdiagnozował jako „oparzenie chemiczne nieokreślonego stopnia wiążące się z zaczerwienieniem skóry grzbietowej strony dłoni lewej, ubytkami naskórka, obrzękiem tkanek oraz wyprzeniem”. Zalecane leczenie polegało na stosowaniu maści. Niestety leczenie okazało się niewystarczające, gdyż dolegliwości nie ustępowały. Kolejny doktor uznał, że kobieta cierpi na ostre kontaktowe zapalenie skóry, które może mogące ustępować kilku miesięcy a nawet lat.

Reklama

Poinformowana o całym darzeniu spółka, zaproponowała kobiecie bon w wysokości 100 zł tytułem zadośćuczynienia. Gdy kobieta odmówiła podwyższono kwotę do 300 zł i zaproponowano pokrycie kosztów leczenia.

Powódka podkreślała, że „zdarzenie było dla niej bolesne nadto nadal boryka się ze swędzeniem skóry i pieczeniem”. Ponadto skutki zdarzenia przeszkadzają jej w wykonywaniu obowiązków zawodowych. Jako pomoc kuchenna i osoba zatrudniona w salonie kosmetycznym musi zakładać rękawiczki, co w przypadku wyprysków na dłoniach jest bardzo bolesne. U kobiety stwierdzono trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 1-1,5%. Z uwagi na powyższe kobieta żądała odszkodowania w kwocie 406,11 zł (koszty leczenia) oraz kwoty 40.000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Reklama

Spółka nie zgodziła się z roszczeniem. Zdaniem przedstawiciela firmy, kobieta w celu zmycia próbek podkładu użyła płynu do dezynfekcji, który kupowany jest przez nich od lat i „oznaczony jest symbolem oznaczającym produkt drażniący”. Ponadto wskazano, że preparat „stał na stanowisku gdzie wykonywany jest makijaż próbny przez pracownika sklepu. Tylko w obecności pracownika klient mógł skorzystać z umieszczonych tam produktów”. Skoro kobieta zatrudniona jest na stanowisku kosmetyczki, powinna wiedzieć, że do zmywania kosmetyków używa się mleczka, a także „zapoznać się z instrukcją użytkowani płynów, które zamierza stosować”.

Sąd analizując sprawę wykorzystał opinię biegłego, który uznał, że problematyczne schorzenie mogło powstać po kontakcie z wymienionym przez nią preparatem. Jednakże, jego zdaniem do reakcji mógł się przyczynić „wcześniejszy kontakt skóry powódki z innymi chemikaliami zarówno w środowisku pracy, jak i w domu”. Ponadto nie wykluczył, że jest to skutek „reakcji na lateks w rękawiczkach codziennie używanych przez powódkę”. Wskazano, że kobieta jako profesjonalistka powinna wiedzieć, że należy umyć ręce w sytuacji jakiejkolwiek reakcji skórnej.

Sąd przychylił się do stanowiska pozwanego. „Powódka, chociażby z racji wykonywanego zawodu, winna wiedzieć jaki produkt użyć do usunięcia podkładu z dłoni, winna wiedzieć, że środki do dezynfekcji rąk można użyć jedynie na czystą skórę. Osoba pracująca w grabicie kosmetycznym powinna wiedzieć kiedy wolno użyć, a kiedy nie wolno użyć produktów do dezynfekcji rąk” – czytamy w uzasadnieniu. Nawet fakt, że problematyczny płyn stał obok mleczka do demakijażu nie świadczy na korzyść kobiety. Powinna ona zapoznać się z informacjami, umieszczonymi na etykiecie.

„Pozwany nie może ponosić odpowiedzialności za to, że powódka użyła produktu, który stał na stanowisku pracy (a nie na stanowisku do samodzielnej obsługi przez klienta), bez zapoznania się z produktem. Pozwany nie może ponosić odpowiedzialności za to, że powódka nie wybrała do starcia podkładu produktu do tego przeznaczonego, chociaż wiedziała, że właśnie mleczko do demakijażu służy do starcia podkładu ze skóry” - argumentowano.

Ponadto, problematyczny produkt jest w pełni bezpieczny, o ile używa się go zgodnie z przeznaczeniem i na czysta skórę. „Nikt nie przeprowadzał testów użycia produktu na skórę pokrytą kosmetykiem. Nie było takiej potrzeby, albowiem ten środek nie służy do mycia rąk tylko do ich dezynfekcji” – wskazano.

„Dla przyjęcia odpowiedzialności na zasadzie winy w prawie cywilnym nie jest konieczne wystąpienie winy umyślnej czy też rażącego niedbalstwa, ale wystarcza niedołożenie ogólnej staranności”. W ocenie sądu pozwany nie ponosi żadnej winy za krzywdę jakiej doznała powódka w związku ze zdarzeniem. Dlatego też powództwo zostało oddalone.

Wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu, sygn. akt: I C 1617/15.