Julia Przyłębska pytana w wywiadzie dla Interii jak ocenia sondaż dla "Rzeczpospolitej", gdzie tylko 22,1 proc. respondentów uznało, że Trybunał Konstytucyjny jest niezależny od rządów PiS, odparła: "Zdecydowana większość Polaków nie ma rzetelnej wiedzy na temat tego jak funkcjonuje Trybunał Konstytucyjny. Nadeszły czasy triumfu narracji nad prawdą i ten sondaż to konsekwencja właśnie takiej narracji, prowadzonej od lat przez opozycję i wspierające ją media".

"Gdyby w tym sondażu zapytano o sposób podejmowania decyzji w Trybunale Konstytucyjnym, to zapewne okazałoby się, że wiedza na ten temat jest niewielka bądź żadna. Zatem wszystko zależy od tego jak zadaje się pytania. Dodatkowo, kiedy tworzy się pewną narrację, wynik badania oderwany jest od stanu faktycznego" - zaznaczyła.

Dopytywana odparła, że narrację tę tworzą "media i politycy".

Reklama

Prezes TK odniosła się też do słów szefa PO Donalda Tuska o "odkuwaniu" jej od Trybunału Konstytucyjnego. "W Stanach Zjednoczonych albo w Niemczech taka sytuacja byłaby niedopuszczalna. Lider największej partii opozycyjnej nawołuje do zerwania z demokracją w Polsce. Mówi: nie ma znaczenia demokracja, konstytucja, prawo, bo siłą przejmiemy władzę" - zaznaczyła Julia Przyłębska.

Reklama

"Trzeba to czytać szerzej, jako kwestionowanie demokracji. Chodzi o sposób, w jaki ma nastąpić przejęcie władzy. Jeśli ktoś rzuca takie słowa to - abstrahując od nazwisk - powinien zastanowić się, czy może być w polityce i ubiegać się o najważniejsze stanowiska w państwie" - dodała prezes TK.

Prezes TK była też pytana o doniesienia medialne, jakoby to sędzia Bogdan Święczkowski miał zająć stanowisko prezesa Trybunału po zakończeniu jej kadencji na tym stanowisku, która upływa 20 grudnia br. "Nie media i nie politycy wybierają prezesa Trybunału Konstytucyjnego" - oświadczyła.

"W związku z tym proponuję temat zakończyć i pozostawić Trybunałowi Konstytucyjnemu załatwianie spraw, które należą do jego właściwości" - dodała. Jak dodała, nie będzie uczestniczyć w medialnej dyskusji na temat tego, kiedy upływa jej kadencja. "Osobiście uważam, że nie jest to sprawa, w której powinnam dalej się wypowiadać.(...) To dyskusje prowadzone poza Trybunałem Konstytucyjnym i nie będę się w nie włączać" - zaznaczyła.

"To samo dotyczy opowieści dotyczących konfliktu w Trybunale" - podkreśliła Przyłębska. "To są wyłącznie tzw. fakty medialne. Nie wyobrażam sobie, żeby sędzia Trybunału Konstytucyjnego szedł do mediów i opowiadał w groteskowy sposób o jakichś konfliktach. Ba, opowiadał o treści przebiegu narad, czyli tematu objętego całkowitą tajemnicą. Mam się do tego odnosić? Nie dostrzegam żadnego konfliktu" - podkreśliła prezes TK.

Była też dopytywana czy nie jest tak, że to prezes PiS Jarosław Kaczyński odarł ją z prywatności, gdy nazwał odkryciem towarzyskim, więc siłą rzeczy wciągnął w tę "celebrycką zabawę".

"Absolutnie tak nie uważam. Nie zgadzam się z taką tezą. Zbyt łatwo w Polsce dajemy sobie narzucić narrację, według której osoby pełniące jakieś funkcje publiczne nie mogą mieć relacji towarzyskich lub nawet przyjacielskich. Przecież to nie musi oznaczać, że te dwie sfery - prywatna i publiczna, nachodzą na siebie i rzutują na podejmowane decyzje. Oprócz wiary w ludzi, ufam też w profesjonalizm i nim się kieruję" - podkreśliła Przyłębska.

Dodała, że zastanawia się co zrobić, kiedy poseł na Sejm RP oskarża ją o przyjęcie korzyści majątkowej nie mając ku temu żadnych podstaw. "W normalnej sytuacji mogłabym zgłosić to do prokuratury, a sąd orzekłby w tej sprawie na moją korzyść. Dla mnie to właśnie jest problem.(...) Zastanawiam się, co z tym zrobić. Było kilka spraw, które były umorzone, również w prokuraturze. Może lepiej to przemilczeć. Niektórzy doradzają, by mieć twardą skórę, a w tym całym szaleństwie, bezczelności nie tracić czasu na spory sądowe" - powiedziała prezes TK.(PAP)