Sprawa dotyczyła syna byłego posła i wicemarszałka Sejmu, który pracował jako redaktor naczelny jednego z lokalnych tygodników, na łamach którego regularnie publikował swoje felietony. Domagał się on opublikowania od pozwanych dziennikarzy na ich koszt przeprosin za ujawnienie przez nich w artykułach prasowych danych osobowych oraz informacji z prywatnej sfery życia powoda bez jego zgody, jak również za naruszenie dóbr osobistych w postaci prawa do prywatności, dobrego imienia oraz czci. Ponadto domagał się zasądzenia kwoty 52 tys. zł na wskazany cel społeczny.

Kością niezgody były 3 artykuły prasowe, w których pozwani opisali interesy powoda dotyczące handlu samochodami. Ujawnili oni, że jego firma kupowała pojazdy od dealera, by po chwili tego samego dnia odsprzedać je powiązanej z nim osobie po wyższej cenie. Ponadto po kupnie, a przed ich sprzedażą auta te były rejestrowane w starostwie powiatowym w i odsprzedawano je już jako używane. Pozwani wskazali również, że prokuratura ma się przyjrzeć działaniom powoda. Napisali także, że sprawą jest ona związana z inną dużą podobnego rodzaju, którą również prowadzi prokuratura, w której badała m.in. kwestię wyłudzenia pieniędzy przez szereg przedsiębiorstw na terenie Polski i UE poprzez nieuiszczanie podatku VAT na wielką skalę.

Reklama

Sąd I instancji nie przyznał racji powodowi i oddalił powództwo w całości. Sąd Okręgowy co prawda przyjął, że poprzez teksty prasowe doszło do naruszenia dóbr osobistych, jednak pozwani są zwolnieni z odpowiedzialności. W toku postępowania wykazali bowiem, że dochowali należytej staranności dziennikarskiej, a także że działali uzasadnionym interesie społecznym w granicach wolności prasy.

W uzasadnieniu sąd wskazał, że nie ma racji powód, twierdząc, że sporne artykuły prasowe przedstawiły jego działalność gospodarczą jako wyłudzającą podatek VAT w ramach zorganizowanej grupy przestępczej. To niewątpliwie zakup znacznej ilości nowych pojazdów od autoryzowanego dealera i ich natychmiastowa sprzedaż innemu podmiotowi, lecz powiązanemu poprzez z tym dealerem, pomimo złożonych przez powoda wniosków o rejestrację tych pojazdów i ich sprzedaż przed odebraniem do nich dowodów rejestracyjnych mogła wzbudzać kontrowersje, a co najmniej zainteresowanie tym bardziej, że takie postępowanie wzbudziło również podejrzenia organów ścigania.

Reklama

Sąd zwrócił uwagę również na to, że powód, jako redaktor naczelny lokalnego tygodnika, jest osobą publiczną i powinien być świadomy, że jego życie, czyny oraz poglądy będą poddawane ocenie i weryfikacji, ponieważ społeczeństwo ma prawo do pełnej informacji o wszystkich przejawach życia publicznego. W uzasadnieniu podkreślono, że zakres chronionej sfery prywatności osób publicznych jest niewątpliwie węższy aniżeli zakres ochrony przyznany pozostałym podmiotom. Takie osoby muszą się bowiem liczyć się z większym zainteresowaniem opinii publicznej ich życiem i zainteresowanie to muszą w pewnych granicach znosić.

Ponadto wykonywanie uprawnień wynikających z wolności wypowiedzi nie jest działaniem bezprawnym, jeżeli nie przekracza ram zakreślonych ochroną innych praw i wolności. Wolność wypowiedzi jest szczególnie szeroka gdy chodzi o działalność polityczną, społeczną czy zawodową, która służy właśnie temu, aby przedstawiać w niej, nawet w ostrej, ekspresyjnej formie, opinii publicznej stanowiska i oceny spraw budzących zainteresowanie społeczeństwa, w tym opinie o osobach pełniących funkcje publiczne.

Zdaniem sądu w realiach sprawy właśnie z taką sytuacją postanowili zmierzyć się pozwani dziennikarze, którzy na tle "głośnych" w tym okresie spraw mafii VAT-owskich, wysokiej pozycji społecznej ojca powoda i jego funkcyjnego powiązania z działalnością jednostek samorządu terytorialnego na terenie powiatu, a także samego powoda, który poprzez swoje felietony wielokrotnie wyrażał niewątpliwie wolność słowa i wyznania, nie stroniąc przy tym od osobistych osądów i krytyki życia publicznego, postanowili ujawnić transakcje handlu przez powoda pojazdami. Ponadto postawa samego powoda, niejako sprowokowała do napisania artykułu, ponieważ unikał on odpowiedzi na pytania dziennikarzy, zasłaniając się ochroną swojego życia prywatnego podczas, gdy jego wypowiedzieć dla prasy mogła przecież rozwiać już na samym początku wszelkie mogące pojawić się niejasności na tle prawdziwości artykułu prasowego.

Z takim rozstrzygnięciem sądu nie zgodził się powód, który wniósł środek zaskarżenia, który jednak również nie został uwzględniony.

Sąd Apelacyjny zgodził się bowiem z sądem I instancji i oddalił apelację. W uzasadnieniu podkreślił charakter powiązań rodzinnych powoda. W okresie, gdy doszło do ukazania się spornych artykułów prasowych jego ojciec pełnił ważną funkcję w ówczesnym układzie władzy, zajmując stanowisko wicemarszałka sejmu.

Jak wyjaśnił sąd w przeszłości wielokrotnie były ujawniane przypadki, gdy działalność najbliższych członków rodziny prominentnych na danym terenie polityków objęta była „parasolem ochronnym” ze strony władzy, co prowadziło do patologicznych sytuacji, bulwersujących opinię publiczną.

W takich przypadkach szczególna rola kontrolna i prewencyjna przypada właśnie prasie lokalnej, która najłatwiej może dotrzeć do ewentualnych nieprawidłowości.

Niewątpliwie, zdaniem sądu, jednoznaczne wyjaśnienie wątpliwości wynikających ze sprzedaży samochodów przez powoda leżało w dobrze rozumianym interesie publicznym i sprawdzenie czy przy prowadzeniu działalności gospodarczej nie omija prawa, korzystając ze swojej pozycji jako najbliższego członka rodziny wpływowego polityka.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 25 marca 2022 r., I ACa 622/21

KOMENTARZ

dr Jan Sobiech, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie

W niniejszej sprawie należy przychylić się do stanowiska zarówno Sądu Okręgowego w Koninie, jak i Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, zgodnie z którym redaktor naczelny regionalnego tygodnika powinien zostać uznany za osobę publiczną, zwłaszcza jeśli działa on w istotnych dziedzinach życia publicznego. W tej sytuacji istotna była nie tylko kwestia zajmowanego przez niego stanowiska, lecz także działania w uzasadnionym interesie społecznym, jakim było rozpowszechnianie prawdziwych informacji, co automatycznie uchylało jakąkolwiek bezprawność działania, o której mowa w art. 24 par 1 zd. 1 in fine k.c.

Z niniejszych orzeczeń wyłania się jednak druga istotna kwestia, a mianowicie, czy członkowie rodzin osób publicznych, w tym przypadku polityków, mogą być uznani za osoby publiczne. Z jednej strony dziennikarze mają prawo, w ramach ochrony interesu społecznego, badać rodzinne powiązania, które mogłyby skutkować złamaniem prawa albo nadużywaniem wpływów związanych z pozycją polityczną na rzecz członka rodziny. Z drugiej strony należy postawić pewną granicę pomiędzy prawem do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcji publiczne (art. 61 Konstytucji RP) a prawem do ochrony prywatności (art. 47 Konstytucji RP). Jeżeli członek rodziny nawet wpływowego polityka nie ma faktycznych związków z jego działalnością, nie czerpie z niego żadnego rodzaju profitów, wówczas wydaje się, że należałoby przyznać prymat jego prawa do prywatności, pozostawiając go poza nawiasem zarówno osób pełniących funkcję publiczną, jak i osób publicznych z tym zastrzeżeniem, że możliwość ingerencji w ich życie prywatne powinna być także miarkowana do istnienia rzeczywistego i uzasadnionego interesu społecznego związanego z prawem do informacji.