Powodami byli rodzice, którzy domagali się po 100 tys. zł zadośćuczynienia. Podstawą żądań był wypadek, w którym ucierpiał ich 24-letni syn. W 2014 r. prawidłowo jechał on na rowerze, a kierowca samochodu osobowego uderzył w niego w wyniku niezachowania ostrożności. Stało się to na prostym, pozornie bezpiecznym odcinku drogi. Sprawca wypadku został później prawomocnie skazany w procesie karnym. Niestety syn powodów doznał licznych i poważnych obrażeń. W szpitalu nie odzyskał przytomności, a lekarze stwierdzili u niego m.in.: paraliż, krwawienia wewnętrzne, obrzęk mózgu, stłuczenie płuc i padaczkę pourazową. Po opanowaniu zagrożenia życia młody mężczyzna był poddawany intensywnej rehabilitacji. Udało się jednak uzyskać tylko nieznaczną poprawę jego stanu zdrowia – zaczął nawiązywać krótkotrwały kontakt wzrokowy i utrzymywać pionową pozycję głowy. Nie zmienia to jednak faktu, że od wypadku pozostaje w stanie wegetatywnym, nie porozumiewa się w żaden sposób z otoczeniem, nie rozpoznaje członków rodziny, nie chodzi, ma trudności z oddychaniem. Przed zdarzeniem był całkowicie sprawny, pracował i finansowo wspierał rodziców.
Powódka zrezygnowała z pracy, by móc opiekować się synem przez cały czas. Biegły psycholog orzekł, że wypadek ich dziecka znacząco i negatywnie wpłynął na psychikę rodziców. Problemem jest zwłaszcza to, że nie mają oni praktycznie żadnej perspektywy na to, że stan syna w jakikolwiek sposób poprawi się w przyszłości.