Śledczemu postawiono trzy powiązane ze sobą zarzuty. Po pierwsze miał wystawić pewnej kobiecie wezwanie na przesłuchanie (w dodatku z datą wsteczną) w charakterze świadka, choć w tej sprawie nie była ona ani świadkiem, ani stroną. Jedynym celem tego wezwania – jak ustaliły organy dyscyplinarne prokuratury – było usprawiedliwienie nieobecności kobiety w pracy i w tym czasie spotkanie się z rzeczonym prokuratorem w celach bynajmniej nie służbowych. Drugi zarzut odnosił się do tego, że podczas tego spotkania prokurator miał przyjąć od kobiety „korzyść osobistą w postaci obcowania płciowego” w zamian za umorzenie postępowania przeciw niej. Wcześniej śledczy miał zataić przed przełożonymi (z oczywistych względów) istnienie okoliczności uniemożliwiających mu prowadzenie postępowania przeciw tej kobiecie (gdyż powstała uzasadniona wątpliwość co do jego bezstronności). Wreszcie trzeci zarzut dotyczył ujawnienia kochance materiałów sprawy oraz prowadzenia w jej obecności czynności z udziałem świadka.
Wszystkie te czyny zdaniem rzecznika dyscyplinarnego uchybiały godności urzędu, co stanowi delikt dyscyplinarny. Równolegle toczyło się też postępowanie karne, w którym mężczyzna został prawomocnie skazany i stracił możliwość dalszego pełnienia funkcji prokuratora.