Zaprezentowany w zeszłym tygodniu przez ministra sprawiedliwości projekt nowego prawa o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.) ma przynieść głębokie zmiany ustrojowe - począwszy od spłaszczenia struktury sądownictwa, a skończywszy na wprowadzeniu jednolitego stanowiska sędziego sądu powszechnego. Zmiany czekają też referendarzy sądowych. Najważniejsze to pozbawienie ich prawa do dodatkowego urlopu oraz zmiana sposobu ustalania wynagrodzenia, która sprawi, że mimo podwyższenia stawek awansowych dla sędziów - z którymi pensje referendarzy są powiązane - płace tych ostatnich będą liczone tak, jakby wzrostu stawek nie było.
- Jeśli weźmiemy pod uwagę, że pracy jest coraz więcej - referendarze rozpoznają już niemal 70 proc. wszystkich spraw wpływających do sądów - takie szukanie oszczędności w naszych kieszeniach i odbieranie nam i tak skromnych przywilejów działa demotywująco - nie ukrywa Iwona Chełminiak-Szymkiewicz, starszy referendarz sądowy, prezes zarządu Stowarzyszenia Referendarzy Sądowych Lex Iusta.
Bez podwyżek
Podstawą pensji sędziów jest ogłaszane przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie w II kw. roku poprzedniego. Tak ustalona podstawa jest przeliczana na podstawie mnożników, których wysokość zależy od tego, do jakiej stawki wynagrodzenia zasadniczego zaliczony jest dany sędzia. I właśnie te mnożniki, zgodnie z projektem u.s.p., mają zostać podwyższone, co przełoży się na wzrost płac sędziów. A że pensje referendarzy są powiązane z pensjami sędziów, one również powinny automatycznie wzrosnąć.
Problem jednak w tym, że projekt został napisany tak, aby do tego nie doszło. Mówiąc w dużym uproszczeniu: wynagrodzenia referendarzy będą liczone tak, jakby wzrost stawek dla sędziów nigdy nie nastąpił. Jak wylicza Iwona Chełminiak-Szymkiewicz, gdyby planowane przez resort zmiany objęły również referendarzy, to przy obecnej podstawie ustalania wynagrodzeń sędziów (tj. wynagrodzenia przeciętnego za II kw. 2019 r.) referendarz i starszy referendarz z siedmioletnim stażem pracy otrzymaliby podwyżkę w wysokości odpowiednio 377 zł netto i 470 zł netto.
- Nie otrzymujemy nagród ani premii. Stawki awansowe i awans na stanowisko starszego referendarza sądowego są dla nas jedyną możliwością wynagrodzenia za zaangażowanie w rozpoznawanie systematycznie i znacząco zwiększającej się liczby przekazywanych nam spraw - zauważa prezes Lex Iusta.
I rzeczywiście ze statystyk resortu sprawiedliwości wynika, że w 2016 r. referendarze rozpoznawali ok. 50 proc. spraw, które wpłynęły do sądów powszechnych, a w 2020 r. już 67 proc. A to dlatego, że w ostatnich latach znacznie poszerzono zakres spraw, jakimi zajmuje się ta grupa zawodowa. Rozpoznaje ona m.in. większość spraw o zapłatę, prowadzą nadzór nad postępowaniem egzekucyjnym, rozpoznają skargi na czynności komornika, wykonują wszystkie czynności w postępowaniu wieczystoksięgowym oraz rejestrowym. Mówiąc w skrócie - jedynym, czym się obecnie referendarze nie zajmują, jest sprawowanie wymiaru sprawiedliwości. Temu rozrostowi kompetencji nie towarzyszy jednak odpowiedni wzrost liczby etatów.
Mniej praw
Nic więc dziwnego, że w środowisku referendarzy planowane w projekcie u.s.p. zmiany wywołały poruszenie. Zwłaszcza że oprócz braku podwyżek planuje się również odebranie tej grupie zawodowej niektórych przywilejów. W projekcie nie przewidziano dodatkowego urlopu dla referendarzy, który dziś wynosi sześć dni po przepracowaniu 10 lat i kolejne sześć po 15 latach pracy. W sposób niekorzystny zmieniono też zasady liczenia stażu pracy potrzebnego do uzyskania nagrody jubileuszowej. Jak wskazuje zarząd Lex Iusta, obecnie brane są pod uwagę wszystkie okresy zatrudnienia. Projekt zakłada, że do stażu pracy wymaganego do nagrody będzie się zaliczać tylko okres zatrudnienia na stanowisku referendarza.
- Ludzie są naprawdę zmęczeni, a tego typu pomysły odbierają - i tak już słabą - motywację do pracy - słyszymy w środowisku.
Planowane przez resort sprawiedliwości zmiany to niejedyny problem. Już od dłuższego czasu Lex Iusta alarmuje (m.in. w pismach kierowanych do resortu sprawiedliwości), że pozycja referendarzy jest bardzo słaba, a rola w załatwianiu spraw sądowych marginalizowana. Aby to zmienić, zarząd stowarzyszenia postuluje m.in. wprowadzenie dla referendarzy czwartej stawki awansowej, w którą wchodziłoby się po 21 latach pracy na stanowisku, przywrócenie możliwości ubiegania się o urząd sędziego i zwiększenie liczby etatów referendarskich. Te i inne postulaty zostały przekazane Ministerstwu Sprawiedliwości. Zarząd stowarzyszenia jak dotąd nie otrzymał z resortu odpowiedzi.
Na problemy związane ze statusem prawnym referendarzy uwagę zwracał Michał Szwast, adiunkt w Zakładzie Praw Człowieka na Uniwersytecie Warszawskim, który swego czasu przygotował na ten temat analizę dla Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Postulował w niej m.in. wzrost liczby etatów referendarskich i ustanowienie bardziej rozbudowanej ścieżki ich awansu zawodowego. Zwiększyłoby to prestiż tego zawodu i pozwoliło utrzymać doświadczony i wykwalifikowany korpus referendarzy, którzy nie zastanawialiby się nad odejściem do bardziej lukratywnych zawodów prawniczych.
- Choć od wydania tego opracowania minęło już pięć lat, opisane w nim problemy nadal pozostają aktualne - zaznacza dr Michał Szwast.
DGP zapytał MS, czym jest uzasadniona potrzeba wprowadzenia opisanych zmian i czy nie ma obaw, że będą one działały demotywująco na referendarzy sądowych. Na odpowiedź czekamy.
Praca referendarzy w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe