"Rozważam obecnie, jakie kroki w tej sprawie będą najbardziej adekwatne. Nie wykluczam nawet odsunięcia tych sędziów od orzekania, przy czym chcę podkreślić, że byłaby to dla mnie bardzo trudna decyzja" - powiedziała prezes Manowska, odnosząc się do kwestii tego postanowienia.

Wskazała, że będąc sędzią z blisko 30-letnim stażem szanuje orzeczenia sądowe "nawet jeżeli z merytoryką mają niewiele wspólnego". "Dlatego trudno przełamać mi mój wewnętrzny opór sędziowski przed wszczynaniem postępowań dyscyplinarnych za działalność orzeczniczą, nawet taką, która burzy i podważa ustrój wymiaru sprawiedliwości w Polsce" - zaznaczyła I prezes SN.

"Poza tym nie mam ochoty wykreować niektórych moich kolegów na +politycznych męczenników+, choć widzę wyraźnie, że bardzo o to zabiegają. Przyczynianie się do kreowania tego typu martyrologii jedynie pogłębi chaos i anarchię prowokując do kolejnych wybryków orzeczniczych" - zaznaczyła prezes Manowska.

Reklama

W czwartek Sąd Najwyższy w składzie trojga sędziów Izby Karnej (Tomasz Artymiuk, Jarosław Matras i Barbara Skoczkowska) uwzględnił zażalenie na postanowienie innego sędziego Izby Karnej SN (Igora Zgolińskiego) i uchylił jego decyzję. Jak uzasadniono, powodem była "nienależyta obsada sądu", czyli wydanie tej decyzji przez sędziego rekomendowanego przez Krajową Radę Sądownictwa w obecnym składzie. W uzasadnieniu czwartkowego orzeczenia powołano się na uchwałę trzech Izb SN ze stycznia zeszłego roku.

Reklama

"Czwartkowe orzeczenie zapadłe w Izbie Karnej jest przykładem tego, jak bardzo można się zapętlić w prawniczej argumentacji i w obronie praworządności mordować praworządność. Od władzy sądowniczej społeczeństwo wymaga, aby stała na straży praworządności, ale przy równoczesnym dbaniu o dobro Rzeczypospolitej. To jest istota przysięgi sędziowskiej" - podkreśliła prezes Manowska.

Zdaniem I prezes SN "tezy uzasadnienia orzeczenia Izby Karnej godzą w podstawy konstytucyjne Rzeczypospolitej, naruszają zasadę trójpodziału władzy i podważają skuteczność prerogatywy prezydenta".

Małgorzata Manowska oceniła, że "te podstawowe zasady w sposób oczywisty zostały naruszone tym orzeczeniem zapadłym w Izbie Karnej SN". "Zresztą nie tylko tym, ale również w sławetnej uchwale trzech Izb ze stycznia 2020 r. Zresztą de facto była to uchwała dwóch i pół Izby, gdyż część sędziów Izby Cywilnej została przemocą i z pogwałceniem pryncypiów procedury sądowej po prostu wyłączona ze składu podejmującego uchwałę, a przecież mogliśmy być przeciw lub za, zgłosić zdania odrębne" - dodała.

Prezes Manowska przypomniała, że tamta uchwała "miała wiązać składy orzekające SN, a więc tak naprawdę miała mieć charakter normatywny, a poza tym ingerowała w ustrój sądownictwa, czyli sferę zastrzeżoną dla ustawy i dlatego Trybunał Konstytucyjny uznał ją za niekonstytucyjną". "Zatem na tej uchwale nie można opierać rozstrzygnięcia SN ani żadnego innego sądu" - wskazała.

"Co istotne, tamta uchwała - odsuwając nowo powołanych sędziów od orzekania - w rzeczywistości stanowiła akt uzurpowania sobie prawa przez tzw. starych sędziów do decydowania o tym, kto może orzekać w SN. A o tym, kto może w sądzie orzekać, nie sąd decyduje, tylko Prezydent RP, powołując na stanowisko sędziego" - zaznaczyła I prezes.

Dodała, że w związku z tym "obserwujemy godną potępienia próbę anarchizacji władzy sądowniczej". "Wierzę w rozsądek sędziów oraz ich troskę o dobro Polski i mam nadzieję, że czwartkowe orzeczenie Izby Karnej będzie wyjątkowym ekscesem orzeczniczym" - podkreśliła.

Prezes Manowska oceniła także, że przed 2018 r. "nie było realnego konkursu na stanowiska sędziowskie w SN, a wszystko zależało od tzw. namaszczenia przez sędziów SN". "Mieliśmy do czynienia z systemem wasalnym" - oceniła. "Tych sędziów powoływał prezydent i byli oni przedstawiani przez poprzedni KRS, ale z kolei KRS miał prawo przedstawiać prezydentowi tylko osoby, które były wskazane przez zgromadzenie ogólne SN" - wskazała.

"Krótko mówiąc i tamta uchwała trzech Izb i czwartkowe postanowienie Izby Karnej zmierzają do tego, żeby wszystko było tak, jak było i by przywrócić ten oligarchiczny system" - oceniła I prezes SN.

Ponadto - jej zdaniem - "czwartkowe postanowienie jest dosadną groźbą wobec wszystkich sędziów, którzy przyjmują nominacje sędziowskie lub zamierzają aplikować do służby sędziowskiej. Mówi im się w ten sposób: nie róbcie tego, bo spotka was ostracyzm i będziemy kwestionować wasze orzeczenia".

Zgodnie z uchwałą trzech Izb SN - Cywilnej, Karnej i Pracy - z 23 stycznia 2020 r. nienależyta obsada sądu powszechnego i wojskowego, a także SN występuje wtedy, gdy w składzie sędziowskim znajduje się osoba wyłoniona przez KRS w obecnym składzie. W kwietniu 2020 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że uchwała trzech Izb SN jest niezgodna z konstytucją. "Zaskarżonej uchwały nie można pogodzić z istotą prerogatywy prezydenta do powoływania sędziów na terenie RP" - wskazywał TK.

W uzasadnieniu czwartkowego postanowienia SN wskazał jednak, że "jedynym możliwym działaniem, w którym SN może dochować swoim orzecznictwem stanu zgodności z Konstytucją RP", jest konieczność uznania, że tamten wyrok TK "nie wywiera skutków".