W pewnych sytuacjach do trybunału mogą wnosić sprawy również osoby fizyczne, przedsiębiorstwa lub organizacje, które uważają, że ich prawa zostały naruszone przez instytucje unijne. Takich skarg bezpośrednich w ubiegłym roku wpłynęło do trybunału 37 wobec 735 wszystkich spraw. Możliwe są też skargi jednego kraju członkowskiego na drugi, z czym mamy do czynienia w przypadku wniosku Czech w sprawie polskiej kopalni Turów. TSUE jest instytucją traktatową Unii, co oznacza, że państwa, które podpisały wspólnotowy traktat – słowem: zapisały się do Unii – zobowiązały się też do wykonywania jego orzeczeń.
Jeśli chodzi o naruszenia unijnego prawa, trybunał to ostatnia instancja. Wcześniej postępowanie prowadzi Komisja Europejska, która wzywa państwa do korekty krajowego prawa, by było zgodne z unijnym i daje im na to czas. Przed trybunałem kraj także ma prawo do argumentowania swojego stanowiska, ale jeśli TSUE dostrzeże ryzyko nieodwracalnych szkód wskutek kontynuowania zaskarżonej działalności, to może wydać postanowienie o zastosowaniu środka tymczasowego do czasu wydania wyroku. Tak postąpił, gdy nakazał wstrzymanie wycinki w Puszczy Białowieskiej w 2017 r.
Stosowanie tego rodzaju środków jest rzadkością. W zeszłym roku zarejestrowano tylko trzy wnioski o ich wydanie. Polska dorobiła się w ostatnich latach trzech nakazów, z czego dwóch na razie nie przestrzega: w sprawie wstrzymania pracy kopalni węgla brunatnego Turów oraz zawieszenia stosowania przepisów dotyczących Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.
Oczywiście prawo unijne działa w obie strony. Do trybunału mogą też trafić sprawy zainicjowane przez państwa członkowskie przeciwko instytucjom Unii Europejskiej. Polska również tak robi i zdarza się, że wygrywa. Tak stało się w czwartek, gdy TSUE przychylił się do skargi Polski na decyzję Komisji Europejskiej w sprawie lądowej odnogi gazociągu Nord Stream 1, odrzucając odwołanie Niemiec. Chodziło o traktatową zasadę solidarności energetycznej, na którą Polska powoływała się w swojej skardze, uważając, że decyzja KE nie była z nią zgodna.
Na pytanie, czy trybunał UE jest z nami, czy przeciwko nam, odpowiedź brzmi zatem: ani jedno, ani drugie. I żeby tak zostało, potrzebne jest m.in. niezależne sądownictwo na wszystkich szczeblach. Wielu komentatorów podaje nakaz zatrzymania kopalni Turów jako stronniczą decyzję unijnego trybunału. To prawda, że sprawa jest skomplikowana, a racja Czechów nieoczywista, jednak sąd podejmuje decyzję na podstawie informacji, jakie otrzymuje od stron. Tymczasem Polska nie wysłała wyczerpującej argumentacji za utrzymaniem kopalni, od której zależy ważna systemowo elektrownia Turów, zaś Czesi najwyraźniej dobrze udokumentowali swoje obawy środowiskowe o wpływ odkrywki. Jeśli zatem polski rząd chce sprawiedliwych wyroków TSUE i ich przestrzegania przez inne kraje członkowskie, jak w przypadku Nord Streamu, dobrze by było, gdyby sam się od nich nie uchylał.