Parlament nie próżnuje i trzeba go za to pochwalić. Weźmy skargi nadzwyczajne na prawomocne wyroki zapadłe po 1997 r., a przed wejściem w życie ustawy o SN z roku 2018. Przepisy pozwalały prokuratorowi generalnemu oraz rzecznikowi praw obywatelskich (oraz kilku podmiotom w węższym zakresie) na ich wnoszenie przez trzy lata od wejścia w życie, a więc dokładnie do 3 kwietnia.
Kiedy jednak w 2018 r. uchwalano zmiany, nikt nie przewidywał – co tu dużo mówić – nadzwyczajnych okoliczności (nie mylić ze stanem nadzwyczajnym). A te przez ostatni rok całkowicie przebudowały nasze życie, w tym życie sądów w ogóle i Sądu Najwyższego, PG i RPO również, o zainteresowanych obywatelach nie wspominając. Warto więc było w imię poczucia sprawiedliwości ten termin wydłużyć (i to szybko), a to przez nowelizację ustawy o SN. Stosowny projekt uchwalił i przesłał do Sejmu Senat. Że jednak i pana prezydenta nie należy podejrzewać o lenistwo, to i on się zaktywizował. Prezydencki projekt w tej samej sprawie był jednak także przykładem daleko posuniętej dalekowzroczności (no, może nie aż tak daleko, bo sięgnęła ona sierpnia 2021 r.). Przy okazji sprawy do załatwienia na cito uregulował bowiem inną kwestię, a mianowicie wyborów prezesów SN.