Reklama
Uwagę skupia przede wszystkim wzięcie przez ustawodawcę na warsztat doręczeń elektronicznych. Zgodnie z projektem pierwsze pismo w sprawie wniesione przez pełnomocnika profesjonalnego ma zawierać adres służbowej poczty elektronicznej i numer telefonu. W przypadku braku możliwości wykorzystania systemu teleinformatycznego cyfrowe odwzorowania pism procesowych, zawiadomień, wezwań i orzeczeń sąd doręcza adwokatowi, radcy prawnemu czy rzecznikowi patentowemu na wskazany adres służbowej poczty elektronicznej.
Cyfrowe odwzorowanie pism procesowych, zawiadomień, wezwań i orzeczeń uznaje się za doręczone w następnym dniu roboczym od chwili przesłania ich przez sąd za pośrednictwem środka komunikacji elektronicznej w taki sposób, żeby adresat mógł zapoznać się z treścią. Doręczenia tak dokonane wywołują skutki procesowe określone w kodeksie postępowania cywilnego właściwe dla doręczenia odpisu pisma procesowego, zawiadomienia, wezwania lub odpisu orzeczenia.
Brzmienie przepisów stoi niestety w sprzeczności z treścią uzasadnienia projektu, w którym czytamy: „Czas również na umożliwienie komunikacji elektronicznej między sądem i fachowymi pełnomocnikami. W przypadku podania przez nich adresu poczty elektronicznej i złożenia wniosku w piśmie procesowym sąd będzie mógł komunikować się z pełnomocnikiem za pomocą ww. poczty”.
Z przepisów wynika jednak wyraźnie obowiązek (a nie możliwość, jak sugeruje uzasadnienie) wskazania adresu e-mailowego w pierwszym piśmie w sprawie. Aby było trudniej, według przepisów przejściowych opisane wyżej zasady stosuje się również do postępowań cywilnych wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie ustawy nowelizującej.
Projekt wprowadza dyskutowane od dawna elektroniczne doręczenia korespondencji sądowej, wydaje się jednak, że proponowane rozwiązania są co najmniej niedopracowane. Wskazuje na to m.in. owa sprzeczna z nimi treść uzasadnienia projektu ustawy nowelizującej, a nawet wewnętrzne sprzeczności w samym uzasadnieniu. Może to sugerować przygotowywanie regulacji w dużym pośpiechu (nieuzasadnionym chyba aż w takim stopniu aktualną sytuacją w sądach?), jak też zmiany koncepcji w trakcie prac nad projektem. Jest to niepokojące przy wprowadzaniu przepisów o tak poważnych skutkach.
Projekt w obecnym kształcie rodzi wiele pytań praktycznych. Czy obowiązek podania służbowego adresu e-mailowego dotyczy również spraw w toku (literalna wykładnia wskazywałaby, że nie), a jeśli nie, to czy chętny pełnomocnik ma w takich sprawach możliwość wnieść o dokonywanie doręczeń w takiej formie? Jak problemy takich doręczeń mają zostać rozwiązane technicznie (tutaj kwestia choćby potwierdzenia doręczenia)? Jaka będzie rola sądowych portali informacyjnych, w których zaczynają się pojawiać nowe funkcjonalności sugerujące, że mogą być one przygotowywane do obsługi również takich doręczeń? Podkreślić trzeba, że w portalach niektórych apelacji jest już techniczna możliwość ustalenia, kiedy pełnomocnik zapoznał się z zamieszczonym w portalu wytworem sądu – czy tak zatem będzie teraz wyglądało brzemienne w skutkach doręczanie dokumentów sądowych?
Wreszcie – jak ma się ta „prowizoryczna” regulacja do nowej ustawy o doręczeniach elektronicznych, która, wprowadzając zmiany o charakterze systemowym, stwarza zarówno podmiotom publicznym, jak i prywatnym odpowiednie ramy czasowe na przygotowanie się do ich nowych obowiązków związanych z informatyzacją administracji i sądownictwa?
Na takie pytania nie znajdziemy odpowiedzi ani w projektowanej ustawie, ani w jej uzasadnieniu. Pozostaje w tej sytuacji mieć nadzieję, że projekt spotka się z refleksją w obydwu izbach parlamentu i jeśli wejdzie w życie – to należycie dopracowany.