Kartel na rynku

Sprawa zaczęła się w 2009 r. Wówczas Urząd Komunikacji Elektronicznej rozstrzygnął konkurs na rezerwację częstotliwości umożliwiających m.in. odbiór telewizji w telefonie komórkowym w technologii cyfrowej (DVB-H). Wystartowały w nim dwa podmioty: spółka Info-TV-FM oraz konsorcjum Mobile TV, zawiązane specjalnie w tym celu przez czterech czołowych operatorów komórkowych. Zwyciężyła ta pierwsza spółka. Aby zacząć świadczyć usługi odbiorcom indywidualnym, musiała jednak podpisać umowy z operatorami. Ci zaś stracili zainteresowanie nową technologią.

– Na podstawie zebranych informacji uznaliśmy, że najwięksi operatorzy komórkowi, po przegranym przetargu dzielącym częstotliwości, zawarli nielegalne porozumienie. Uczestnicy kartelu ustalali sposób zachowania wobec wygranej spółki, wymieniali między sobą poufne informacje oraz uzgadniali sposób publicznego kwestionowania oferty wygranego – stwierdziła w listopadzie 2011 r. ówczesna prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel. Urząd poinformował wtedy, że wskutek przeprowadzonej kontroli i przeszukania zebrano obszerny materiał dowodowy.

Na jego bazie urząd uznał, że uczestnicy przegranego konsorcjum uzgadniali działania wobec zwycięzcy.

„Operatorzy wspólnie oceniali proponowane przez zwycięzcę warunki finansowe i biznesowe współpracy oraz uzgadniali działania PR polegające na publicznym kwestionowaniu ważności i wiarygodności oferty Info-TV-FM. Zachowania konkurentów doprowadziły do zaburzenia mechanizmu skutecznej konkurencji. Ograniczyły wzajemną niepewność operatorów co do oceny oferty Info-TV-FM przez każdego z nich i możliwości podjęcia indywidualnej współpracy” – wskazywał UOKiK. Tym samym, zdaniem organu antymonopolowego, trwające ponad 2,5 roku nielegalne porozumienie wstrzymało rozwój rynku hurtowego telewizji DVB-H, a konsumenci zostali pozbawieni możliwości korzystania z usług telewizji mobilnej przez telefon.

Niepasujące puzzle

Szkopuł w tym, że zgromadzony materiał dowodowy okazał się – zdaniem sądów – lichy. Udało się urzędowi wykazać, że przedstawiciele operatorów uczestniczyli w spotkaniach, lecz mając na uwadze, że utworzono wspólne konsorcjum – w samym spotkaniu nie ma nic złego. Wykazano, że jeden z menedżerów średniego szczebla informował o rozmowach przedstawicieli organów spółki, ale samo to przecież nie jest zakazane.

Faktem jest, że operatorzy podjęli tożsame decyzje. Ale jak wykazywali przed sądami, wynikało to nie z uzgodnienia wspólnego działania, lecz z obiektywnych okoliczności, jak choćby kiepskiej kondycji gospodarki światowej, która zniechęcała do dużych inwestycji.

– Przedsiębiorcy często zachowują się podobnie, bo funkcjonują w tej samej rzeczywistości gospodarczej. Nijak nie świadczy to o niedozwolonym porozumieniu – przekonywała przed SN adwokat Małgorzata Modzelewska de Raad.

Inaczej twierdziła pełnomocniczka prezesa urzędu. Jej zdaniem rozmowy między przedstawicielami operatorów miały antykonkurencyjny skutek. Zbijała też argument o nieistotności spotkań pracowników spółek operatorów. Wskazywała, że wcale nie trzeba, aby spotykali się najwyżsi szczeblem menedżerowie, by przekazywać i uzgadniać stanowisko poszczególnych podmiotów. A o intencjonalnym działaniu operatorów świadczy to, że szefostwo było o przebiegu rozmów informowane.

– Wszyscy doskonale wiedzą, że urzędnicy poszli na skróty. Szukano wówczas na gwałt sukcesu, więc go stworzono. Nie patrzono na to, że aby ułożyć puzzle składające się ze 100 elementów, należy mieć wszystkie sto, a nie kilka. I to kilka, które – jak się okazało – wcale nie pasują do wymyślonego przez urzędników obrazka – mówił pełnomocnik jednej ze spółek przed rozstrzygnięciem sprawy przez SN.

Sąd Najwyższy w wydanym w ostatni czwartek wyroku wskazał, że jego rolą nie jest ponowne czynienie ustaleń faktycznych – te bowiem poczyniły już na podstawie obszernego materiału dowodowego sądy powszechne. Tymczasem skarga kasacyjna prezesa urzędu jest polemiką właśnie z ustaleniami faktycznymi. Dodatkowo skarżący w uzasadnieniu sporządzonym przez sąd apelacyjny widzi raczej to, co chciałby z procesowego punktu widzenia dostrzec, niż to, co znajduje się w nim naprawdę. 

orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 31 października 2019 r., sygn. akt I NSK 58/18 www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia