Nikt nie ma wątpliwości, że nadchodzi era bezrobocia technologicznego – ubytku miejsc pracy spowodowanego automatyzacją czynności wykonywanych dzisiaj przez ludzi. Otwarte pozostaje pytanie, jak głęboki będzie to proces – i jak mu zaradzić.
W kwestii wpływu automatyzacji na rynek pracy różnią się nawet sami autorzy książek o tym zjawisku. Martin Ford, przedsiębiorca i futurysta, autor wydanej w ub.r. książki „Świt robotów. Czy sztuczna inteligencja pozbawi nas pracy?”, uważa, że technologiczne bezrobocie jest nieuniknione. Ale już badacze z Massachusetts Institute of Technology – Erik Brynjolfsson i Andrew McAfee – autorzy wydanej w 2014 r. książki „Druga era maszyn” są większymi optymistami i przewidują, że obecna rewolucja technologiczna nie różni się od poprzednich. To znaczy, że po przejściowym okresie bezrobocia gospodarka będzie w stanie wygenerować nowe miejsca pracy, chociażby w nieistniejących wcześniej branżach i zawodach.
Reklama

Reklama
Nie do zatrzymania
W ocenie zjawiska różnią się także naukowcy. W najczęściej cytowanym w tym zakresie studium autorstwa dwóch badaczy z Oksfordu – Carla Freya i Michaela Osborne’a – z końca 2013 r. znalazła się prognoza, że nawet 47 proc. amerykańskich miejsc pracy jest narażone na jakąś formę automatyzacji w ciągu następnych dwóch dekad. Jednak jak pokazują w innym studium Melanie Arntz, Terry Gregory oraz Ulrich Zierahn z Centrum Badań nad Europejską Gospodarką (CEER), sprawa wcale nie jest taka prosta. Większość zawodów składa się bowiem z wielu różnych czynności, które tylko część maszyn byłaby w stanie wykonywać efektywniej. O ile eksperci z Oksfordu ocenili prawdopodobieństwo automatyzacji zawodów: sprzedawcy w sklepie z książkami, księgowego i audytora na 98 proc., o tyle badacze z CEER doszli do wniosku, że trzy czwarte czynności związanych z wykonywaniem tych profesji wiąże się z interakcjami z innymi ludźmi, czyli zadaniem, z którym maszyny wciąż kiepsko sobie radzą. Z tego względu ocenili liczbę miejsc pracy w gospodarce podatnych na automatyzację nie na 47 proc., ale na 9 proc.
– Nie ma możliwości zatrzymania tego procesu. W środowisku konkurencyjnym, gdzie najważniejszym wskaźnikiem jest wydajność, trwa nieustanna walka. Zresztą już teraz w wielu krajach jest spora grupa osób, które są niezatrudniane, i nie wiemy tak naprawdę, co z nimi zrobić – powiedział Martin Ford.
Jednym z możliwych rozwiązań problemu bezrobocia technologicznego jest wprowadzenie dochodu podstawowego – formy zasiłku wypłacanego wszystkim obywatelom bez względu na sytuację materialną i zatrudnienie. Ford jest jednym ze zwolenników tego pomysłu (pisze o nim zresztą w swojej najnowszej książce), podobnie jak brytyjski ekonomista Guy Standing (autor pojęcia „prekariat” oraz książki na ten temat). Obydwaj byli gośćmi zorganizowanej przez DGP debaty „Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki”, która odbyła się podczas Europejskiego Forum Nowych Idei. Przy czym dochód podstawowy nie musi być w dokładnie takiej samej wysokości dla wszystkich. Ford jest zwolennikiem zróżnicowania w zależności od tego, czy ktoś np. chce podjąć naukę, aby się przekwalifikować. – Kluczowe jest, aby wypracować taki system, który nie usunie zachęt do tego, żeby ludzie jednak pracowali – powiedział amerykański przedsiębiorca.
– Przekonuję do tego rozwiązania od 30 lat i cieszy mnie, że coraz więcej rządów zaczyna rozważać ten pomysł. Pilotażowe programy wprowadzili już Holendrzy i przygotowują się do tego Finowie. W wyniku wprowadzenia dochodu podstawowego na próbę w jednym z hinduskich stanów poprawie uległa sytuacja materialna ludności, ludzie zaczęli rozglądać się za pracą, wzrosła wydajność, poprawił się nawet sposób odżywiania – powiedział Standing.
Ekonomista zwrócił również uwagę, że rządy w walce o rozruszanie gospodarek zapomniały o problemie nierówności społecznych. – Europejski Bank Centralny od dłuższego czasu prowadzi akcję luzowania ilościowego, które w skrócie możemy nazwać dochodem podstawowym dla bankierów. Wyobraźmy sobie, o ile zmniejszylibyśmy nierówności, gdyby chociaż ułamek kwot wydanych na realizację tego programu przeznaczyć na wprowadzenie dochodu podstawowego w najbiedniejszych regionach Europy – powiedział Brytyjczyk.
Co to znaczy „praca”?
Innym z możliwych rozwiązań problemu jest przemodelowanie edukacji. – Obecny system został zaprojektowany za czasów rewolucji przemysłowej, zresztą działa nawet jak linia montażowa. Człowiek poddaje się jego regułom i zachowuje się jak trybik w maszynie, a do tego nabiera instynktu stadnego. Kształcenie takich postaw nie sprzyja postępowi; ludzkość do przodu pchali zawsze odkrywcy. W związku z tym musimy zacząć kształcić innych pracowników, ale do tego trzeba będzie przygotować również biznes, nienawykły do przyjmowania ludzi wykazujących się oryginalnym myśleniem – powiedział Ade McCormack, doradca ds. strategii cyfrowych z Wielkiej Brytanii. – Jedną z największych tragedii, których byłem świadkiem, była komodyfikacja edukacji, czyli zamiana jej w towar. Edukacja z procesu, który zaznajamia z kulturą, myślą i sztuką, została przekształcona w proces tworzenia kapitału ludzkiego. Nic dziwnego, że jej produkty nie potrafią być obywatelami – powiedział Standing.
Zarówno jedna, jak i druga strategia jest kosztowna, w związku z czym Michel Khalaf z MetLife postawił uzasadnione pytanie, która przyniesie najlepsze efekty. – Działamy w warunkach ograniczonych środków, musimy w związku z tym się zastanowić – czy dochód podstawowy będzie stanowił najlepszą inwestycję, czy też rządy mogą podjąć inne, bardziej skuteczne ze społecznego punktu widzenia działania? – zapytał menedżer.
Zdaniem Guya Standinga przemodelowanie pojęcia „praca” jest jednak nieuchronne również z innych względów, przede wszystkim dlatego że obecna definicja tego pojęcia jest zbyt wąska. – Dzisiejsze rozumienie tego terminu jest po prostu głupie. Jeśli zatrudnię pomoc domową, ekonomiści się cieszą, bo bezrobocie spada, a PKB rośnie. Ale jeśli poślubię ją i będzie ona wykonywać dokładnie te same czynności, tyle że za darmo, ekonomiści będą narzekać, bezrobocie bowiem wzrośnie, a produkt krajowy brutto spadnie – powiedział ekonomista, przypominając, że ludzie szukający zatrudnienia również wykonują pracę.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej