Nasi producenci drukarek 3D zdobyli 10 proc. udziału w światowym rynku. I snują plany giełdowych debiutów. Ten firmy Zortrax zaplanowano już na I półrocze 2016 r.
Reklama
Zortrax to jeden z większych producentów drukarek 3D w Polsce. Właśnie przeniósł z Krakowa do Warszawy swój pokazowy salon. To sklep połączony z centrum warsztatów i szkoleń. Bo jak przekonuje firma – rynkowi potrzebna jest edukacja. Klient musi najpierw drukarkę 3D zobaczyć w akcji. Bez tego raczej jej nie kupi.
Nie chodzi tu o edukację indywidualnego użytkownika, bo ten nie będzie miał wielkiego pożytku z takiego urządzenia. – To przede wszystkim narzędzie dla profesjonalistów, np. pracowni projektowych lub architektonicznych i przemysłu – tłumaczy Rafał Tomasiak, prezes Zortraxu. To sektor przemysłowy, potrzebujący wyspecjalizowanych urządzeń, odpowiada za ponad 85 proc. wartości globalnej branży druku 3D. Mimo że te bardzo specjalistyczne drukarki stanowią niecałe 10 proc. liczby sprzedanych egzemplarzy.

Reklama
Z danych firmy badawczej Wohlers Associates wynika, że w zeszłym roku globalna branża wygenerowała niespełna 4 mld dol. przychodów. To prawie dwukrotnie więcej niż dwa lata temu. Według prognoz do 2019 r. przychody te mają wzrosnąć do 6,5 mld dol.
Jeszcze w 2013 r. na światowe rynki dostarczono ok. 56 tys. drukarek 3D. Mowa tu o liczbie urządzeń, które trafiły do różnych kanałów dystrybucji, nie zaś faktycznej sprzedaży. Jednak trzeba przyznać, że wartość ta rośnie dwu-, a nawet trzycyfrowo w skali roku. Dość powiedzieć, że w 2014 r. dostarczono ponad 100 tys. egzemplarzy. Zgodnie z szacunkami w tym roku ma to być prawie 250 tys. Wohlers Associates prognozuje, że do 2019 r. na rynek dostarczonych zostanie ponad 5,5 mln drukarek 3D.
– Druk 3D liczy sobie 30 lat, ale to wciąż niszowa technologia – wskazuje Paweł Ślusarczyk, twórca branżowego serwisu CD3D.pl. Jednak z owej niszy wychodzi. Dlatego w prognozach przy rosnącym wzroście liczby urządzeń dynamika wzrostu wartości w branży będzie malała. Drukarek będzie więcej i będą tańsze.
– Rozwój tej technologii będzie szedł raczej w stronę zwiększenia prędkości i precyzji wydruków oraz wprowadzania nowych materiałów – ocenia Rafał Tomasiak.
Do czego wykorzystywane są drukarki 3D? Z badania PwC wynika, że niemal 30 proc. respondentów eksperymentuje – zastanawia się, jak wpleść tę technologię w działalność własnej firmy. Co czwarty posiadacz używa jej tylko do produkcji prototypów. Co dziesiąty do produkcji.
Polskie firmy zajmujące się drukiem 3D już liczą się na świecie. – Około 10 proc. urządzeń pochodzi właśnie z naszego kraju – wylicza Przemysław Kazanowski, prezes firmy 3DKreator, powołując się na dane Deloitte. A jest to branża młoda. Ponad 50 proc. firm działa rok czy 2 lata. W zdecydowanej większości (86 proc.) to mikrofirmy, zatrudniające poniżej 10 pracowników, z obrotem rocznym do 2 mln euro – wynika z danych firmy Printelize, która przebadała niemal sto polskich podmiotów działających w tej branży.
– Polski rynek jest chłonny, ale wciąż znajduje się na dosyć wczesnym etapie rozwoju. Pod tym kątem nie dorównuje jeszcze np. Wielkiej Brytanii czy Niemcom, ale z roku na rok technologia ta jest wdrażana w coraz większej liczbie przedsiębiorstw i instytucji publicznych, co sprawia, że Polska staje się krajem perspektywicznym – uważa Rafał Tomasiak.
Zortrax, 3D Omni czy ZMorph sprzedają drukarki w kilkudziesięciu krajach na świecie. Mają też na kontach głośne kontrakty. Zortrax np. ma wyprodukować 5 tys. drukarek dla Della. Omni3D dogadała się z Amazonem, i to za pośrednictwem m.in. tej platformy prowadzi sprzedaż w USA.
Zortrax po dziewięciu miesiącach 2015 r. osiągnął ponad 25 mln zł przychodu, dwukrotnie więcej niż w całym 2014 r. Zysk na czysto przekroczył 5 mln zł. Dlatego firma zapowiedziała debiut na GPW w pierwszej połowie przyszłego roku. Omni3D nie chwali się finansami, ale również wybiera się na giełdę. Według wstępnych zapowiedzi – nie wcześniej niż w 2016 lub 2017 r. ZMorph zapowiadała, że spróbuje znaleźć dla siebie miejsce na NewConnect lub AIM – jego odpowiedniku w Londynie. ©?