statystyki

Czeka nas atak cywilnych dronów. Rządy będą starały się je uziemić

autor: Mariusz Janik15.03.2015, 08:30
dron-technologie

Być może zatem, po rewolucji, jaką w naszym codziennym życiu dokonały urządzenia mobilne, czas na atak dronów.źródło: ShutterStock

Bezzałogowe maszyny latające przestają być zabawką wojskowych. Eksperci przewidują, że to cywile i przedsiębiorstwa pociągną ten globalny rynek. Tyle że w chwili, gdy w powietrzu zaroi się od cywilnych dronów, rządy zaczną je uziemiać.

Ten wyrok jest nieproporcjonalnie surowy, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę obecny kontekst. Moi klienci to dziennikarze, którzy wykonywali pracę – zżymał się adwokat Francis Szpiner po wyjściu z sądu. Kilkanaście minut wcześniej francuski sędzia skazał reportera stacji Al-Dżazira Tristana Redmana na 1 tys. euro grzywny. Kilka dni wcześniej Redman i jego dwóch kolegów zostali przyłapani w paryskim parku, w chwili gdy sterowali latającym nad okolicą dronem.

Tysiąc euro jak na możliwości katarskiej telewizji? Niby nic, choć trudno się oprzeć wrażeniu, że taka kara za pilotowanie niewielkiej zabawki rzeczywiście może uchodzić za pokazówkę. Ale też trudno się dziwić: pod koniec lutego nad Paryżem służby bezpieczeństwa i przechodnie pięciokrotnie zauważyli drony latające nad newralgicznymi obiektami w mieście. Maszyny przeleciały obok wieży Eiffla, nad muzeum wojskowości oraz amerykańską ambasadą. A nie dość, że latanie maszynami UAV (unmanned aerial vehicle – bezzałogowy statek latający) nad francuską stolicą jest nielegalne, to jeszcze po styczniowym ataku na redakcję „Charlie Hebdo” paryżanie reagują na takie incydenty ze szczególnym przewrażliwieniem.

Mają jednak swoje powody. Nie dość, że wspomniane lutowe przeloty maszyn nad Paryżem wciąż pozostają zagadką (dziennikarze Al-Dżaziry przygotowywali o nich materiał), to nie był to pierwszy taki incydent w ostatnich miesiącach. W październiku ubiegłego roku na drony poskarżyła się firma energetyczna EdF, której pracownicy zauważyli UAV kręcące się nad siedmioma elektrowniami atomowymi. Ba, tuż po szturmie dżihadystów na „Charlie Hebdo” tajemniczy dron przeleciał nad Pałacem Elizejskim, a pod koniec stycznia inna maszyna zapuściła się nad cichą zatoczkę w Bretanii, gdzie stacjonują cztery francuskie nuklearne łodzie podwodne.

Etyczne ustawienia fabryczne

I to wszystko dzieje się w kraju, w którym panują stosunkowo rygorystyczne przepisy odnośnie do użycia UAV. Francuscy legislatorzy już w 2012 r. uznali, że należy tę sferę uregulować – i zrobili to, według miłośników awiacji, dosyć topornie: maszyny podzielono według kryteriów maksymalnej masy startowej, źródła zasilania, tego, czy są modelami lotniczymi, oraz sposobu kontrolowania lotu. Zdefiniowano trzy sposoby użycia: loty modelarskie (dla pasjonatów lotniczych miniatur), loty prototypów maszyn latających oraz „działania specyficzne” – np. użycie bezzałogowców w rolnictwie, przenoszeniu ładunków, loty z banerami, fotografia, badania czy nadzór (np. nad strzeżonymi obiektami czy uprawami). Znaczenie mają też takie czynniki, jak odległość od osoby sterującej dronem oraz charakter obszaru, nad którym wykonywany jest lot (zaludnienie). Operatorom dronów narzucono wiele wymogów związanych z czasem przelotu, koniecznością szkoleń, a nawet z certyfikacją sprzętu i umiejętności (w skrajnych przypadkach piloci powinni mieć klasyczną licencję pilota). Ba, drona nie można nawet wyrzucić na śmietnik – osobne przepisy regulują sposoby utylizacji maszyny. Innymi słowy, UAV są traktowane jak zwykłe samoloty. Dziennikarzowi Al-Dżaziry, który wziął na siebie odpowiedzialność za próby w parku, groziła znacznie wyższa kara: 75 tys. euro grzywny i rok odsiadki. W tym kontekście można więc uznać wtorkowy wyrok sądu za łagodny.

Inna sprawa, że Francuzi chcą częściowo poluzować rygory sprzed trzech lat. Pod koniec ubiegłego roku pojawiły się propozycje zmian w przepisach mające odzwierciedlać ubiegłoroczne zapowiedzi Komisji Europejskiej, która chciałaby – w uproszczeniu – otworzyć europejską przestrzeń powietrzną dla bezzałogowców. Po części chodzi o kosmetykę, ale zniknęłoby też kilka barier administracyjnych, np. konieczność autoryzacji lotu dronów niektórych kategorii, o ile odbywałby się on przy świetle dziennym oraz w zasięgu wzroku (i odległości do 200 m) pilota. Otwarta zostałaby też przestrzeń na wysokości od 50 do 150 m, przy założeniu, że pierwszeństwo w niej miałyby maszyny należące do służb publicznych.


Pozostało jeszcze 79% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • Db(2015-03-15 09:58) Zgłoś naruszenie 00

    Sprawy będą coraz poważniejsze najpierw musi zginąć kilka tysiecy ludzi w katastrrofach lotniczych z udziałem dronów zeby zmienić przepisy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane