Reklama
Janusz Cieszyński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa. W latach 2018–2020 pełnił funkcję wiceministra zdrowia; był odpowiedzialny za informatyzację sektora zdrowia, w tym m.in. nadzór nad Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. W tym czasie z sukcesem wdrożono takie projekty jak m.in. Internetowe Konto Pacjenta, e-recepta czy e-skierowanie
Jakie są pana oczekiwania w związku ze Szczytem Cyfrowym ONZ, którego gospodarzem w tym roku jest Polska?
Będzie to wyjątkowa okazja do tego, żeby porozmawiać o przyszłości internetu, o tym jak zmienia się cyfrowy świat. Wyjątkowość szczytu polega na tym, że na co dzień dyskusje na ten temat toczą się czy to wśród przedsiębiorców, czy ekspertów zaangażowanych w rozwój nowych technologii. W tym przypadku zbierze się kilka tysięcy osób, a wśród nich przedstawiciele najwyższych władz z całego świata. Tak jak niedawno zakończony szczyt klimatyczny w Glasgow, katowickie spotkanie ma wskazać trendy w cyfryzacji na najbliższe lata. To bardzo ważne, bo nie ma chyba bardziej zglobalizowanego tematu niż właśnie internet. Bardzo się cieszę, że Polska może być tym miejscem, w którym dzieją się tego rodzaju wydarzenia.

Reklama
W jakim momencie teraz – cyfrowo – jeśli chodzi o nasz kraj – jesteśmy?
Sytuacja jest bardzo dobra i będzie się systematycznie poprawiać. Polacy lubią korzystać z cyfrowych usług, ponieważ one są wygodne w użyciu, szybkie, pozwalają załatwić sprawę bez wychodzenia z domu. Pandemia pokazała, że oprócz wygody, stały się niezbędne, kiedy kontakty społeczne zostały przerwane przez wirusa. Usługi cyfrowe mają także wielki potencjał rozwoju. To duże wyzwanie, żeby nadążyć za stale rosnącymi oczekiwaniami.
Do czego dążymy, jeśli chodzi o cyfrowy rozwój?
Mimo że mówi się, iż dzięki rozwojowi sieci świat staje się coraz mniejszy, to jeżeli chodzi o rozwiązania cyfrowe, są one różne w zależności od potrzeb i oczekiwań w danym kraju. W Polsce od sześciu lat zdecydowanie idziemy drogą cyfrową; dla wszystkich jest jasne, że bez cyfryzacji, bez rozwoju nowych technologii nie będziemy w stanie zaoferować takich usług publicznych, jakich chcą Polacy. Podobnie jak we wszystkich innych dziedzinach administracji czy rządzenia, trzeba się wsłuchiwać w głos ludzi. Staramy się to robić. Regularnie badamy, czego w e-usługach potrzebują obywatele, z jakimi wyzwaniami się zmagają i do tego staramy się dopasować nasze działania.
Polacy wierzą w e-państwo? Ufają narzędziom cyfrowym, nowym technologiom, korzystają z cyfrowych usług?
Liczby pokazują, że wierzą coraz bardziej. Profil zaufany dzisiaj ma ok. 13 mln użytkowników, z czego ponad 8 mln założyło go w tym i poprzednim roku. To pokazuje, że zaufanie jest. Ale też nie uważam, że brak zaufania do tego rodzaju usług jest problemem. Dbamy o bezpieczeństwo, jasno komunikujemy, jak pewne usługi działają. Uczciwie chcemy podchodzić do kwestii tego, jak są wykorzystywane dane. Żeby nie było przekonania, że to, co jest w systemach państwowych, może być wykorzystane przeciwko obywatelowi. Myślę, że to się udaje.
Jeśli już wspomniał pan o wykorzystywaniu danych, to przy okazji Spisu Powszechnego, niektórzy wyrażali obawy, że samospisywanie się przez internet nie musi być do końca bezpieczne.
Za Spis Powszechny odpowiada Główny Urząd Statystyczny, natomiast to kolejny przykład pokazujący zmianę, że od rachmistrzów, którzy chodzili od domu do domu, przeszliśmy na spis cyfrowy. Ale warto przy tej okazji mówić o tym, że jest wiele osób, dla których usługi analogowe, realizowane w standardowy sposób są lepsze i bardziej przystępne. Jak najbardziej powinniśmy stawiać na cyfryzację, ale ona nie powinna nikogo wykluczać. Trzeba pamiętać, że są osoby, które nie korzystają i nie będą korzystać z rozwiązań cyfrowych i dla nich też musimy mieć ofertę, aby miały dostęp do wszystkich usług publicznych na równych prawach.
Nawet i te osoby, które nie mają internetu, doświadczyły pożytku z e-recept w czasie pandemii. Narzędzia cyfrowe zmieniają nasze życie.
Pozwalają na to, żeby dawać nam nowe możliwości. Sama e-recepta może nie była tak dużą zmianą, ale dała możliwość zrealizowania zdalnie porady lekarskiej. Oczywiście wiemy, że wokół teleporad pojawiły się kontrowersje, że były przypadki, kiedy były one nadużywane, ale trzeba też patrzeć na jasne strony – to znaczy na miliony porad w najtrudniejszych dniach epidemii, których by nie było, gdyby nie taka możliwość. Drugi przykład jest taki, że dzięki temu, iż wszystkie dane na temat świadczeń zdrowotnych są na Internetowym Koncie Pacjenta, to sami mamy do nich dostęp, bez wychodzenia z domu. Nie musimy prosić lekarza o dokumentację, żeby sprawdzić dajmy na to, jakie leki były nam ostatnio przepisane. A ponadto są one też dostępne dla samych lekarzy. Lekarze widzą, co dzieje się z pacjentem podczas innych wizyt. To pozwala na ograniczenie przepisywania zbędnych leków, na niedublowanie badań, daje lepszą wiedzę na temat tego, co się dzieje z pacjentem. To są bardzo ważne sprawy.
Internet w Polsce ma być powszechny. Taka jest pana idea. Ale nadal są miejsca, gdzie tego internetu nie ma.
To jeden z naszych celów. Na rzecz jego realizacji przeznaczone są największe środki z funduszy europejskich na cyfryzację – właśnie na budowę szerokopasmowego internetu. Dzięki temu światłowód coraz ściślej oplata Polskę. Tego chcemy – aby każde gospodarstwo domowe w Polsce miało dostęp do szybkiego internetu. Dlatego będziemy kontynuować to, co udało się w programie operacyjnym Polska Cyfrowa, gdzie sfinansowaliśmy inwestycje na podłączenie 2 mln 200 tys. gospodarstw domowych. Chcemy, aby w kolejnej perspektywie kontynuować tego typu działania i te białe plamy stopniowo z mapy Polski eliminować. Widzimy, że te inwestycje realizowane zarówno ze środków publicznych, jak i ze środków prywatnych operatorów telekomunikacyjnych stale się rozwijają. Złapały zadyszkę z powodu problemów z realizacją inwestycji w trakcie COVID-u -19, ale myślę, że wszystko wróci zaraz na właściwe tory i będziemy w stanie zwiększać liczbę punktów z dostępem do szybkiego internetu.
Jakie kierunki rozwoju usług publicznych IT wyjdą z kancelarii premiera?
Przede wszystkim pracujemy nad tym, aby e-usługi były dostępne we wszystkich kanałach: na stronie internetowej, na portalu gov.pl, w aplikacji mObywatel. Chcemy też systematycznie rozwijać kanał telefoniczny, bo wiemy, że osoby, które niekoniecznie dobrze poruszają się w rzeczywistości stuprocentowo cyfrowej, chętnie korzystają z infolinii, z możliwości załatwienia sprawy przez telefon.
A jeśli chodzi o najważniejsze projekty cyfryzacyjne w najbliższym czasie? Wiemy o e-doręczeniach, ale co z możliwością uwiarygodnienia się w sieci i to nie tylko w urzędach, w administracji, ale w innych miejscach, czy to zawodowych, biznesowych czy życiowych?
Planujemy rozwój mObywatela tak, aby on się stał środkiem identyfikacji akceptowanym we wszystkich miejscach, w administracji i nie tylko. Oprócz tego pracujemy nad kolejnymi usługami, które będą dostarczane obywatelom, przede wszystkim takimi, które będzie realizował samorząd. Chcemy, by w ramach programu „Cyfrowa gmina”, dzięki któremu około miliarda złotych trafi do samorządów na zakup sprzętu i oprogramowanie innych usług, gminy stały się bardziej cyfrowe, a co za tym idzie, też lepiej przygotowane do tego, żeby móc świadczyć usługi, które będą udostępniane przez administrację. Chcemy współpracować z samorządami, działać tak, żeby ta cyfryzacja była na równym poziomie, bez względu na wielkość i zamożność danej jednostki samorządowej.
Na Szczycie Cyfrowym ONZ będą poruszane cztery podstawowe kwestie dotyczące internetu: związane z polityką, sprawami społecznymi, technicznymi i z prawem. Która z tych kwestii dla pana jest najbardziej istotna?
Największym wyzwaniem teraz jest regulacja wielkich platform, które kiedyś powstały jako miejsca, gdzie panowała wolność wypowiedzi, a każdy mógł wyrazić swoje zdanie i wyjść ze swoim przekazem do szerokiej grupy. Dziś okazuje się, że nie do końca tak to działa; siła tych platform stała się większa, niż można się było spodziewać. Okazuje się, że jest duże prawdopodobieństwo, że platformy wpływają na to, jakie treści docierają do jakich użytkowników. A to już jest sytuacja, w której sposób działania algorytmu nie jest jawny i zachodzi podejrzenie, że korporacja może wpływać na to, jak funkcjonują państwa, demokracja, jakie są wyniki wyborów.
O tym, że takie regulacje są potrzebne, głośno już w USA czy Wielkiej Brytanii. Na tym szczycie mogą zapaść w związku z tym konkretne decyzje?
Rzadko kiedy na arenie międzynarodowej decyzje zapadają z dnia na dzień. Sukcesem tego szczytu byłoby, gdybyśmy tę dyskusję rozniecili tak mocno, jak powaga tego tematu wymaga.
Jeśli chodzi o wyzwania, jakie dotyczą cyfryzacji, to na pewno jest nim cyberbezpieczeństwo. Zwracam się więc do pana jako pełnomocnika rządu ds. cyberbezpieczeństwa: co zrobić, aby po internecie nie plątała się korespondencja najważniejszych osób w państwie, albo żeby nie wyciekały dane czy to urzędników, czy funkcjonariuszy służb?
Jesteśmy w trakcie aktualizacji strategii cyberbezpieczeństwa na lata 2019–2024. Jednym z jej kluczowych elementów będzie postawienie na szkolenia, budowanie świadomości, docieranie do osób w każdym wieku i wykonujących różne zawody po to właśnie, by podnosić poziom cyberbezpieczeństwa. Wiemy, że bezpieczeństwo całego systemu zależy od jego najsłabszego ogniwa. Ostatnio Sejm przyjął ustawę, która ekspertom pracującym dla Polski w dziedzinie cyberbezpieczeństwa zapewni rynkowe wynagrodzenia. Dzięki temu udało się powstrzymać odpływ talentów z administracji państwowej na rynek prywatny. To pierwszy krok, a kolejne, które będziemy realizować dzięki tym nowym możliwościom, będą związane właśnie z podniesieniem świadomości. Myślę, że jeśli chodzi o nowe inwestycje i rozwój systemów cyberbezpieczeństwa, to na to nigdy środków nie zabraknie.