Reklama
Sygnalistka Frances Haugen, która do maja br. pracowała w Facebooku, mówiła wczoraj w Parlamencie Europejskim o negatywnym wpływie największych platform technologicznych na użytkowników.
Wysłuchanie zorganizowała Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów (IMCO) we współpracy z komisjami: Przemysłową, Prawną, Wolności Obywatelskich oraz komisjami specjalnymi ds. dezinformacji i sztucznej inteligencji. IMCO pracuje obecnie nad poprawkami do projektu unijnego kodeksu usług cyfrowych (Digital Services Act – DSA), który ma m.in. zwiększyć przejrzystość algorytmów stosowanych przez big techy.
Dokumenty ujawnione w ostatnich miesiącach przez Frances Haugen pokazują m.in., jak algorytm Facebooka – nastawiony na przyciąganie uwagi jak największej liczby internautów – może radykalizować ich poglądy. Wskazują też, że firma Marka Zuckerberga, która w końcu października zmieniła nazwę na Meta, ukrywała badania o szkodliwym wpływie mediów społecznościowych na najmłodszych użytkowników, przymykała oczy na posty karteli narkotykowych i stosowała preferencyjne zasady wobec celebrytów, tolerując na ich profilach wpisy, za które innym blokowano konta.
– Facebook musi się posunąć. Trzeba wpiąć w jego infrastrukturę algorytmy tworzone przez innych graczy, finansowane inaczej niż z reklam, a dzięki temu nienastawione na podkręcanie emocji i antagonizowanie ludzi dla zwiększenia ruchu na platformie. To jedyne wyjście, bo Facebook sam się nie naprawi – mówi Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon.

Reklama
Nieprawidłowości ujawniane przez byłą menedżerkę firmy Frances Haugen i amerykańskie redakcje w kolejnych odcinkach Facebook Files to coś, czego krytycy największego serwisu społecznościowego wcześniej się domyślali, ale nie mogli tego wykazać czarno na białym. – Teraz mamy dowody, że tak było i że kierownictwo korporacji wiedziało o szkodliwości swojego modelu biznesowego, ale nic w tej sprawie nie robiło, bo ograniczenie szkód społecznych jednocześnie oznaczałoby ograniczenie zysku – podkreśla Szymielewicz.
Rewelacje sygnalistki nie pozostawiają też wątpliwości, że grzechy Facebooka wynikają z tego, że firma jest nastawiona na wzrost przychodów z reklamy. – Tego oczekują od spółki jej inwestorzy i to się raczej nie zmieni. Facebook nie stanie się nagle Caritasem. Zamiast oczekiwać zmiany od tej korporacji, sensowniej będzie wpuścić na platformę nowych graczy, którzy wybrali inny model biznesowy i inną logikę działania – uważa prezeska Fundacji Panoptykon.
Wskazuje tu na model subskrypcyjny, sprzyjający jakościowym treściom. – Jest tu też pole do działania dla organizacji pozarządowych, szczególnie tych chroniących dzieci, a także dla partnerstwa publiczno-prywatnego. O tym, co się wyświetla w aktualnościach, mógłby decydować opracowany przez takie organizacje algorytm, np. promujący zrównoważone newsy albo obniżający widoczność toksycznych treści. Takie rozwiązanie da się zaprojektować – stwierdza.
Dlaczego gigant miałby się na to zgodzić? – Bo jest w sytuacji kryzysowej. Musi negocjować i pójść na pewne ustępstwa, tak jak zrobiły to firmy z innych branż, które generują szkody społeczne: zbyt wysokie spożycie cukru czy emisję CO2 – odpowiada Katarzyna Szymielewicz.
Sygnalistka z Facebooka podkreśla konieczność istnienia regulatora, który będzie patrzył cyberkorporacjom na ręce. Powołanie takiego podmiotu przewiduje DSA. Mówi też o potrzebie przejrzystości w operacjach big techów. – Pod tym względem projekt unijnej regulacji naszym zdaniem powinien iść dalej, w kierunku zapewnienia ludziom realnej kontroli – zaznacza Szymielewicz. – Najpewniej nie uda się zupełnie zakazać targetowanej reklamy, ale myślę, że UE jest gotowa wymusić na platformach takie ustawienia domyślne, które będą przed nią chronić. W tym modelu każdy, kto chce profilowania, może tę opcję świadomie wybrać i określić własne parametry. Ale bierni, nieświadomi użytkownicy nie będą już tak łatwym celem dla manipulacyjnych praktyk – stwierdza.
Odkąd latem br. Haugen zaczęła odsłaniać kulisy działania Facebooka, spotkała się już z parlamentarzystami w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, gdzie prawodawcy też pracują nad regulacjami dla big techów. Jak donosi Reuters, w piątek senatorowie Amy Klobuchar (demokratka kierująca panelem antymonopolowym w Komisji Sądownictwa) i republikanin Tom Cotton przedstawili projekt ustawy, która utrudni cyfrowym gigantom przejmowanie innych firm, bo przeniesie na nich ciężar udowodnienia, że transakcje nie zakłócą konkurencji. Obecnie to regulator musi wykazać szkodliwość przejęcia dla rynku. Wcześniej za oceanem pojawił się m.in. projekt przepisów zabraniających platformom faworyzowania własnych produktów i usług. ©℗