Autopromocja

Batman: Arkham Origins - cudowne lata mściciela

Batman: Arkham Origins
Batman: Arkham OriginsMedia
8 listopada 2013

„Batman: Arkham Origins” zabiera gracza do początków historii Mrocznego Rycerza, do czasów, kiedy mieszkańcy Gotham jeszcze nie słyszeli o niejakim Jokerze.

Zamaskowany mściciel w pelerynie frycowe już najwyraźniej spłacił, bo żółtodziobem nie jest. Sztuczek zna całkiem sporo i nosi na sobie wyposażenie warte prawdopodobnie więcej, niż wynosi roczny budżet polskiej armii. Co prawda Jim Gordon nadal wygraża mu pięścią, na dachu komisariatu próżno szukać słynnego reflektora, a jednym powiernikiem Batmana jest wierny kamerdyner Alfred, lecz anioł stróż Gotham radzi sobie całkiem nieźle. O ile to odpowiednie słowo, skoro po piętach depcze mu ośmiu zabójców wynajętych przez lokalnego mafiosa, Czarną Maskę. I to na dodatek w Wigilię. Zły nie śpi, spać nie może też i Batman. Oto bowiem – by zwrócić na siebie uwagę obrońcy Gotham – zabijaki na zlecenie panoszą się na pogrążonych w mroku ulicach, gnębiąc Bogu ducha winnych mieszkańców miasta.

Poprzednie odsłony serii mają dziś status gier kultowych i stanowią zamkniętą całość. Finał wydawał się ostateczny, ale przemysł gier jest podobnie bezlitosny co hollywoodzka maszynka i ani myśli zarzynać kurę znoszącą złote jaja. Na krok naprzód jest jeszcze za wcześnie, gdyż znacznie ograniczono pole manewru. Ale gdy tylko cykl został przejęty przez kanadyjski oddział Warner Bros, twórcy zwrócili się ku wczesnym latom działalności Batmana. Opowiedziana w „Arkham Origins” historia nie ma ambicji dekonstrukcyjnych. Nie zmieni kanonu, nie przepisze mitu na nowo ani nie zatrzęsie nietoperzowym światem, choć kryje w sobie kilka – trzeba od razu powiedzieć: nie zawsze trafionych – niespodzianek. Ponadto miłośnicy komiksu odnajdą w grze sporo interesujących odniesień czytelnych dla fanów Mrocznego Rycerza, ucieszą się z nowego designu starych wrogów – oraz wykorzystania paru mało znanych, zapomnianych, acz ciekawych postaci – i niewątpliwie docenią tu i ówdzie do nich puszczone oko.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.