Prosty przewodnik po społecznych problemach internetu na rok 2019

autor: Karolina Lewestam01.02.2018, 08:20; Aktualizacja: 01.02.2019, 08:24
W ostatnim roku wiele razy słyszeliśmy, że media społecznościowe niszczą demokrację.

W ostatnim roku wiele razy słyszeliśmy, że media społecznościowe niszczą demokrację.źródło: ShutterStock

Rok 2018 to rok Wielkiego Internetowego Rozczarowania; rok, w którym po raz pierwszy głównego zagrożenia dla liberalnej demokracji nie upatrywano w samym neoliberalizmie, populizmie czy oderwaniu kosmopolitycznych elit, ale właśnie mechanizmach funkcjonowania globalnej sieci. W tym cyklu próbujemy sobie uporządkować kilka spraw, które wzbudziły nasze lęki – dziś to, czym stały się nasze dane, kto je posiada, kto kupuje, a kto sprzedaje – i co z tego wynika.

W ostatnim roku wiele razy słyszeliśmy, że media społecznościowe niszczą demokrację. Co to oznacza? Czy to prawda, czy fałszywy alarm?

Jürgen Habermas twierdził, że demokracja nie utrzyma się na samych głosowaniach, parlamentach i trójpodziale władzy. Aby wszystko w systemie działało bez zarzutu – dowodzi niemiecki filozof – musi w demokracji funkcjonować także sfera publiczna. Co to takiego? Przestrzeń, w której może się toczyć rzeczywista, racjonalna debata między obywatelami, będąca wehikułem społeczeństwa obywatelskiego i silnikiem naprawy politycznej. Aby tak się stało, owa przestrzeń musi być dla demokratycznej wspólnoty ogólnie dostępna, słyszalna i oczywiście wolna od wpływów ekonomicznych i politycznych. Nie jest więc przestrzenią publiczną Hyde Park, w którym policja pałuje nieprawomyślnych mówców. Nie jest nią konferencja sponsorowana przez Coca-Colę. Nie należy do niej gazeta, której wydanie przed drukiem czerwonym ołówkiem kreśli cenzor. No i nie jest nią kawiarnia, w której spotyka się jedna pani z drugim panem, by po cichu obgadać fryzurę sąsiada.

Dawno temu Habermas martwił się, że prasa zdradza demokratyczne ideały, komercjalizując zaangażowanie obywateli w publiczną dyskusję, zamiast informacji oferując rozrywkę, a w miejsce zróżnicowanej, wolnej opinii, lansując poglądy sprzyjające posiadającym gazety monopolom. To internet miał sprawić – jak twierdziło wielu optymistów – że sfera publiczna odrodzi się niczym feniks z popiołów. Facebook, Twitter i inne platformy miały się stać demokratycznym narzędziem, które pozwoli wypowiedzieć się każdemu, usprawni przepływ informacji między obywatelami a rządem, łącząc ludzi, wzmocni społeczeństwo obywatelskie, a może nawet, dzięki umożliwieniu rozmów uciśnionym, obali reżimy.

Magazyn DGP 1.02.19

Magazyn DGP 1.02.19

źródło: Dziennik Gazeta Prawna


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • stop lewactwu w internecie(2019-02-01 15:37) Zgłoś naruszenie 20

    Zagrożeniem dla wolności sieci jest lewactwo i ich "poprawność polityczna". Chcą wprowadzić cenzurę internetu, żeby mogły w nim być publikowane tylko treści lewackie, a cała reszta cenzurowana jako mowa nienawiści.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane