DGP
Nowelizacja prawa budowlanego, która weszła w życie w ostatnią sobotę, przewiduje m.in. wprowadzenie uproszczonej procedury legalizacji samowoli budowlanych sprzed 20 lat. Jak pan ocenia to rozwiązanie?
Uważam, że pomysł uproszczenia zasad legalizacji samowoli budowlanych – reklamowany przez jego autorów jako szybszy i tańszy – jest jednym z przejawów psucia prawa budowlanego. Ustawodawca sam bowiem przyznaje, że można zbudować nielegalnie dom i przez 20 lat nie zostać skontrolowanym, co stawia w bardzo negatywnym świetle nadzór budowlany. Jeśli przez dwie dekady eksploatacji samowola budowlana nie została zauważona, to trzeba zastanowić się, czy w ogóle w Polsce opłaca się legalnie cokolwiek budować.
Czy jest jakieś inne dobre wyjście?
Ewentualna legalizacja powinna wiązać się z dodatkową wysoką opłatą, która odstraszałaby przed samowolą. Inwestor powinien mieć alternatywę: droga legalizacja albo wykonanie rozbiórki. Tymczasem ustawodawca co jakiś czas wprowadza swoistą abolicję dla samowoli budowlanych, czym udowadnia, że warto budować bez jakiejkolwiek zgody organów administracji architektoniczno-budowlanej.
Widzi pan potencjalne zagrożenia, jakie mogą wystąpić w związku z obowiązywaniem nowych, liberalnych przepisów?
Istnieje ryzyko że, gdy z jakiegokolwiek powodu inwestor uzna, że nie chce realizować przedsięwzięcia zgodnie z procedurą określoną przepisami prawa, to może przeprowadzić je w sposób dowolny, licząc na atrakcyjną procedurę legalizacyjną w przyszłości. Czy tak powinno wyglądać podejście inwestorów do prawa budowlanego? Nie sądzę. Dlatego negatywnie oceniam uproszczenie zasad legalizacji samowoli budowlanych.