Resort kultury zasypały protesty wskazujące na absurdy wynikające z nowego modelu finansowania telewizji publicznej
– Nie chciałbym używać słowa „bubel”, ale projekt ustawy został napisany przez osoby, które nie mają pojęcia o tym, jak funkcjonuje rynek polski poboru energii elektrycznej – denerwuje się Stefan Kamiński z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Przedłożony projekt ustawy o składce audiowizualnej wprowadza prostą zależność: powiązanie opłaty audiowizualnej nie z odbiornikami radiowo-telewizyjnymi, lecz z liczbą punktów poboru energii. A to oznacza, że kwotę 12–15 zł miesięcznie (stawka nie została jeszcze ustalona) miałby zapłacić każdy odbiorca końcowy energii elektrycznej, ma telewizor czy nie ma.
O ile w przypadku osób fizycznych przewidziano zwolnienia i pewne odstępstwa (obowiązują wszystkie dotychczasowe abonamentowe ulgi dla seniorów czy niepełnosprawnych), to dla przedsiębiorców żadnej furtki nie ma. – Projekt pisano z punktu widzenia zwykłego Kowalskiego, czyli właściciela nieruchomości. A co z przedsiębiorcami, którzy – jak w przypadku telekomów – mają całe sieci stacji bazowych wyposażonych w odrębne liczniki? – pyta Kamiński. „Taka formuła wydaje się nieuzasadniona i karząca przedsiębiorców świadczących usługi tzw. celu publicznego, np. przedsiębiorców przesyłowych” – twierdzi Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT).