Amerykański koncern przedstawił w końcu taki projekt swoich zobowiązań wobec francuskich redakcji prasowych, który krajowy urząd antymonopolowy (Autorité de la Concurrence) uznał za akceptowalny. Google obiecał m.in., że porozumie się ze wszystkimi wydawcami w kwestii płatności za ich materiały, na których zarabia w sieci. Wycofał też apelację od 500 mln euro kary, jaką regulator wymierzył mu w ubiegłym roku za opór w tej sprawie.
Nakłonienie big techu do ustępstw zajęło francuskiemu urzędowi aż trzy lata, licząc od wprowadzenia do krajowych przepisów unijnej regulacji uprawniającej wydawców do wynagrodzenia od platform internetowych, które zamieszczają ich treści.
Chodzi o art. 15 dyrektywy 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (dyrektywa DSM). Mimo jego implementacji francuscy wydawcy nie byli w stanie uzyskać od Google’a oczekiwanej rekompensaty. Poskarżyli się więc urzędowi antymonopolowemu, który nakazał big techowi przeprowadzenie negocjacji „w dobrej wierze”.
Reklama
To jednak nie wystarczyło - chociaż koncern zapewniał, że działał „w dobrej wierze” - więc regulator wymierzył Google’owi 500 mln euro grzywny.

Reklama
Spółka podnosiła, że kara ignoruje jej „wysiłki zmierzające do osiągnięcia porozumienia i to, jak w rzeczywistości funkcjonują newsy” w internecie. Urząd nie ustępował i w końcu doprowadził do tego, że w grudniu ub.r. big tech wystąpił z pierwszą propozycją polubownego załatwienia sprawy. Nie była zadowalająca, więc proponował kolejne.
Google dogadał się z największymi francuskimi tytułami prasowymi. Ponad rok po implementacji dyrektywy podpisał umowę z liczącym 121 członków stowarzyszeniem wydawców prasy informacyjnej (APIG). Jak podawał Reuters, koncern zgodził się zapłacić im 76 mln dol. w ciągu trzech lat. Półtora roku trwały zaś negocjacje z agencją prasową AFP. Obecnie - zgodnie z informacją na firmowym blogu francuskiego oddziału firmy - Google ma nad Sekwaną umowy z ponad 150 wydawcami prasowymi.
Problem w tym, że - jak mu wytknął urząd antymonopolowy - gigant sam sobie ustalał zasady i nie chciał rozmawiać ze wszystkimi wydawcami.
„Google znacznie ograniczył zakres stosowania ustawy o prawach pokrewnych, wyłączając zasadę wynagrodzenia za treści prasowe wobec tytułów, które nie posiadają certyfikatu «Informacje ogólne i polityczne» (IPG)” - stwierdził m.in. regulator.
Teraz prawo do negocjowania z koncernem internetowym w dobrej wierze będą mieli wszyscy wydawcy. Google zobowiązał się też m.in. do tego, że rozmowy o rekompensacie nie mogą wpłynąć na sposób prezentowania treści prowadzących je wydawców w wyszukiwarce. Ma ponadto przedstawić wydawcom informacje będące podstawą do oszacowania zapłaty - w tym o klikalności ich treści w wyszukiwarce, Google News i Google Discovery oraz o przychodach platformy we Francji.
Big tech ma przedstawić propozycję wynagrodzenia w ciągu trzech miesięcy od rozpoczęcia negocjacji. Jeśli strony się nie dogadają, sprawa trafi do arbitrażu, za co - na wniosek wydawcy - zapłaci Google.
Jak stwierdza Benoît Cœuré, prezes francuskiego urzędu antymonopolowego, podjęte przez koncern zobowiązania „po raz pierwszy w Europie” zapewniają ramy do skutecznych negocjacji i ustalenia wynagrodzenia dla wydawców. „Obejmują kompletny system, od początku negocjacji do ich zakończenia, a wszystko to pod nadzorem powiernika, którego opinie będą wiążące dla Google’a i któremu mogą pomóc eksperci w dziedzinie własności intelektualnej, finansów, prasy lub reklamy” - podkreśla Benoît Cœuré.
Francja implementowała art. 15 dyrektywy DSM jako pierwszy kraj Unii Europejskiej. Polska będzie jednym z ostatnich. Nasz resort kultury projekt odpowiednich przepisów opublikował dopiero 20 czerwca - jest to nowelizacja ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. W jej uzasadnieniu autorzy stwierdzają, że celem art. 15 dyrektywy jest „poprawa sytuacji wydawców prasowych w dobie masowego korzystania z ich publikacji przez różnego rodzaju serwisy internetowe, bez uiszczania należnych wynagrodzeń”. Czy polska nowelizacja stanowi skuteczne narzędzie do osiągnięcia tego celu, jest jednak wątpliwe.
Wprowadza ona wprawdzie odpowiednie definicje i przepisy, z których będzie wynikało, że serwisy online powinny płacić za powstałe w redakcjach prasowych materiały, które wykorzystują - ale na tym poprzestaje. Sami autorzy projektu polskiej implementacji dyrektywy DSM przyznają, że wydawcy prasowi mogą mieć problem z wydobyciem od Google’a i innych platform takiej zapłaty. W ocenie skutków regulacji jako „ryzyka i zagrożenia” dla wydawców umieścili bowiem uwagę, że „negocjacje warunków licencji z dostawcami usług społeczeństwa informacyjnego mogą nie doprowadzić do porozumienia” i „konieczne może być prowadzenie długotrwałych sporów sądowych”. Nie oferują jednak rozwiązania.
Konsultacje projektu nowelizacji dopiero się rozpoczęły, przedstawiciele branży nie zajęli więc jeszcze stanowiska. Izba Wydawców Prasy wydała tylko komunikat, w którym ostrzega, że doświadczenia innych krajów wskazują, iż „samo literalne przetłumaczenie dyrektywy będzie - niestety - niewystarczające”. IWP sugeruje, że implementacja powinna „wprowadzać efektywny i skuteczny system, w którym wydawcy prasy będą otrzymywać należne rekompensaty za wykorzystywane w internecie treści”. Izba branżowa jako konieczne narzędzia wymienia obowiązek raportowania przez Google’a i inne platformy cyfrowe „zakresu wykorzystywanych materiałów prasowych” oraz mechanizmu arbitrażu „z możliwą interwencją organu państwowego w przypadku, gdyby obie strony rozmów nie doszły, w krótkim czasie, do porozumienia”.
Jak francuski regulator z Google`em wojował / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe