Po ośmiu latach zakończył się proces, jaki wydawca DGP wytoczył firmie Press-Service Monitoring Mediów, która bez jego zgody udostępniała całe artykuły w ramach przeglądu prasy. Czy pana zdaniem wyrok wpłynie na to, co dzieje się na rynku monitoringu mediów?
Reklama
Powinien, choć musimy pamiętać, że jest to wyrok w konkretnej sprawie. Jeśli jednak chodzi o taką formę przeglądu prasy, która nie polega na tworzeniu własnych streszczeń, własnych informacji, tylko udostępnianiu artykułów prasowych, to sprawa wydaje się przesądzona. Wbrew temu, co mówi nasz przeciwnik procesowy, nie chodzi tu jednak o jakąkolwiek blokadę dostępu do informacji, tylko o poszanowanie praw autorskich wydawców. Jeśli w ramach oferowanego przeglądu prasy firma udostępnia artykuły prasowe, które wcześniej skopiowała do swej bazy, to wymaga to licencji. Powtórzę jednak ‒ takie udostępnianie tekstów wcale nie zostało zakazane. Musi się jednak odbywać na podstawie umowy licencyjnej, co wiąże się z koniecznością zapłaty stosownego wynagrodzenia dla wydawców.
Press-Service podczas procesu wysuwał argument, że informacja nie może być chroniona prawem autorskim, że każdy powinien mieć do niej dostęp. To jak to w końcu jest z tymi artykułami prasowymi – są utworami czy nie?

Reklama
Istotą pracy dziennikarzy jest oczywiście przekazywanie informacji. Sama informacja, tak jak i wiedza czy idea, nie podlega ochronie prawnoautorskiej. Podlega jej już natomiast forma przedstawienia informacji. Chodzi więc o to, jak opakowana zostanie taka informacja. Weźmy nawet najbardziej banalną informację, że „przechodzenie na zielonym świetle jest dobre dla zdrowia”. Jeśli weźmiemy 10 czy nawet 100 dziennikarzy, to każdy z nich może przedstawić dokładnie tę samą informację w inny sposób, czyli wyrazić ją w inny sposób, innymi słowami. Im bardziej rozbudowana i skomplikowana będzie informacja, tym większe różnice będą występowały w formie jej przedstawienia przez różne osoby. Ta właśnie forma w związku ze swoim indywidualnym i twórczym charakterem jest chroniona przez prawo autorskie, a nie czysta informacja.
Tymczasem sąd pierwszej instancji początkowo uznał, że wydawca nie wykazał tego, by wskazane w pozwie artykuły miały ten indywidualny i twórczy charakter. Jego zdaniem powinna to potwierdzić opinia biegłego.
Wyrok wyższej instancji przesądził już jednak, że sąd powinien sam to ustalić. W pierwszym z orzeczeń doszło do pewnego nieporozumienia. Sąd uznał, że stwierdzenie, czy dany artykuł jest utworem, to ustalenie stanu faktycznego. Takie jak choćby ustalenie, czy doszło do wypadku drogowego czy też nie. I że jest to zadanie dla biegłego. Tymczasem w przypadku oceny tego, czy artykuł prasowy spełnia cechy utworu, nie chodzi o sprawdzenie stanu faktycznego. Stanem faktycznym jest treść tego artykułu, a ona była sądowi znana. To, czy dany tekst spełnia przesłanki pozwalające zakwalifikować go jako utwór, jest już oceną prawną i dlatego sąd powinien dokonać jej samodzielnie.
Firma Press-Service powoływała się również podczas procesu na prawo cytatu. W jednym z wyroków Sąd Apelacyjny w Poznaniu uznał nawet tę argumentację, odrzuconą później przez Sąd Najwyższy. Czym jest prawo cytatu i kiedy można z niego skorzystać?
Zacznijmy od tego, że prawo cytatu jest jedną z form dozwolonego użytku, czyli swego rodzaju wyłączenia spod, nazwijmy to potocznie, prawa własności do utworu. To o tyle ważne zastrzeżenie, że jako wyjątek powinien być interpretowany w sposób możliwie wąski. Sam cytat to posłużenie się fragmentem cudzego utworu, czy też nawet jego całością w przypadku utworów drobnych, w celu zilustrowania własnych przemyśleń we własnym utworze. Cytat nie może być więc celem samym w sobie. Tymczasem przy okazji monitoringu mediów celem było pokazanie artykułu prasowego, a nie przytoczenie jego części dla zobrazowania np. jakiejś postawionej tezy czy samodzielnie przygotowanej informacji.
Proszę zobrazować w możliwie prosty sposób, na czym polega różnica.
Załóżmy, że mamy do czynienia z prezentacją. Prelegent przedstawia stanowiska przyjmowane przez różnych autorów i na slajdach prezentuje kilkuzdaniowe cytaty z ich prac. Służą one jednak zobrazowaniu poglądów, które są omawiane przez tego prelegenta. Ich celem jest więc ułatwienie zrozumienia dokonywanej analizy, a nie jedynie wskazanie fragmentów cudzych prac samo w sobie. Gdyby prelegent nie dodał nic od siebie i po prostu wyświetliłby fragmenty cudzych utworów, to nie mógłby powołać się na prawo cytatu. Można z niego korzystać wyłącznie w ramach własnej twórczości.
Tymczasem dość powszechnie, chociażby w mediach społecznościowych, wrzuca się tzw. screenshoty artykułów prasowych, poprzestając na dopisku „zobaczcie, co dzisiaj napisali w DGP”. Rozumiem, że trudno tu mówić o prawie cytatu?
Nie można o nim mówić, bo nie chodzi tu o przedstawienie własnej twórczości, jakichś własnych przemyśleń, tylko o proste pokazanie cudzego utworu. Podobnie zresztą jak to się działo w przypadku monitoringu mediów, którego dotyczył proces.
Zaznaczył pan, podobnie zresztą jak Sąd Najwyższy, uchylając jedno z orzeczeń w tej sprawie, że prawo cytatu nie może godzić w interesy twórców. Co to oznacza?
Artykuł 35 prawa autorskiego ustanawia klauzulę generalną, która obejmuje wszystkie możliwe dozwolone użytki, w tym prawo cytatu. W uproszczeniu mówi ona tak – korzystanie z dozwolonego użytku nie może naruszać interesów autora i zastępować zapoznania się z utworem oryginalnym. Jeśli więc w ramach monitoringu mediów są po prostu dołączane całe artykuły, to klienci korzystający z takiej usługi nie mają już po co sięgać do oryginału. Oni już mają cały utwór i to nie płacąc wydawcy, jak to miało miejsce w sprawie Press-Service. Dozwolony użytek jest próbą wyważenia monopolu właścicielskiego w zakresie praw autorskich majątkowych i interesu publicznego. Nie zapominajmy jednak, że odbywa się to na zasadzie wyjątku od pewnej ogólnej reguły i nie może prowadzić do naruszania interesów twórców.