Gdy zamykaliśmy to wydanie DGP, nie było jeszcze wiadomo, czy dziś po godz. 8 radiowa Trójka wyemituje „Salon polityczny Trójki”. Poranne rozmowy Beaty Michniewicz w sierpniu zniknęły z powodu urlopu dziennikarki. Pierwotnie planowano, że wrócą 1 września. Jednak dokonana 20 sierpnia nagła zmiana dyrektora postawiła znak zapytania przy wielu punktach ramówki.

Na stronach nadawcy są zapowiedzi audycji wszystkich anten – oprócz Trójki. Tymczasem zadaniem nowego szefa – został nim Michał Narkiewicz-Jodko, dotychczas dyrektor Agencji Muzycznej Polskiego Radia – jest właśnie „koncepcja rozwoju Programu III”. Prezes Agnieszka Kamińska uznała, że Trójka ma mieć profil „muzyczno-kulturalno-rozrywkowy”. W przekazanym mediom komunikacie stwierdziła, że zmiany są „niezbędne ze względu na potrzebę poprawy wyników słuchalności, która osiągnęła w ostatnich 3 miesiącach najniższy poziom w historii”.

Ten poziom to 4,1 proc. udziału w czasie słuchania w okresie maj–lipiec br. Rzeczywiście jest najniższy od 2001 r., gdy rozpoczęto badania słuchalności Radio Track/Kantar. Z tym że słuchalność niegdyś kultowej stacji spada od dawna. W 2015 r., zanim władzę w radiu przejęły osoby związane z prawicą, udział Trójki wynosił 7,9 proc. W roku 2016 spadł nieznacznie do 7,8 proc., w kolejnym do 6,8 proc., w 2018 r. do 5,7 proc., a w ub.r. do 5,1 proc. (w każdym roku chodzi o falę maj–lipiec).

Dlaczego wcześniej nikt się nie przejmował wynikami słuchalności, a teraz nagle zarząd radia i Rada Mediów Narodowych biją na alarm?

– Wszyscy się przejmowali, były różne próby zmiany zatrzymania spadku – odpiera Joanna Lichocka, posłanka PiS i członkini RMN. – Nie okazały się jednak skuteczne. Koła buksowały m.in. dlatego, że nie było pomysłu na ożywienie tej anteny, na wprowadzenie tam młodszej energii – uzasadnia.

Podobnej troski władz nie budzi radiowa Jedynka, chociaż historyczne dno osiągnęła wcześniej. Jak wskazuje Press.pl, jej udział spadł poniżej 5 proc. po raz pierwszy już w fali listopad ub.r.–styczeń br., do 4,9 proc. Niedawno stacja powtórzyła ten wyczyn w okresie kwiecień–czerwiec br. Nikogo jednak nie zdymisjonowano. Radykalnej zmiany formatu na rozrywkowy nie wywołują też mizerne wyniki Polskiego Radia 24, niezmiennie oscylujące wokół 0,5–0,6 proc.

Dziennikarze Trójki zapewniają, że Kuba Strzyczkowski – który kierował anteną od 25 maja br. – miał plan poprawienia słuchalności. Został jednak odwołany, gdy pojechał do zarządu radia, by zatwierdzić nową ramówkę.

„Władzę w programie powierzono osobom, które takiej koncepcji nie mają. W ciągu jednego dnia budowaną przez ostatnie miesiące ramówkę zniszczono” – zwracają uwagę pracownicy stacji w liście do ministra kultury Piotra Glińskiego.

Ich zdaniem obecne wyniki są efektem tego, co działo się z programem, zanim Strzyczkowski został dyrektorem. „Jest to zarzut pod adresem Zarządu, który przez ostatnie miesiące kierował instytucją w sposób urągający zasadom zdrowego rozsądku, doprowadzając Program III na skraj upadku”–czytamy w liście, który nawiązuje też do zdjęcia z anteny w maju Listy Przebojów pod zarzutem jej sfałszowania. Ze stacji odeszło wtedy wielu dziennikarzy, na czele z Markiem Niedźwieckim.

Zespół Trójki poprosił ministra Glińskiego o „pomoc w zatrzymaniu destrukcji” i przywrócenie Strzyczkowskiego, by mógł dokończyć pracę, „która zaczynała przynosić efekty”. W odpowiedzi minister zwrócił się o wyjaśnienia do zarządu i wyraził „zaniepokojenie spadkiem słuchalności audycji i programów realizowanych ze środków publicznych oraz oczekiwanie, że Zarząd niezwłocznie podejmie kroki zmierzające do poprawy wyników spółki”.

Po odwołaniu Kuby Strzyczkowskiego z Trójki odeszli: Beata Pawlikowska, Tomasz Michniewicz, Jan Kałucki i Marcin Cichoński. Zdjęto pasmo „Zapraszamy do Trójki” i nie wiadomo, czy wróci ono we wrześniu. – Część zespołu przedłużyła urlopy, inni są na zwolnieniach, nie ma więc komu przygotowywać i prowadzić audycji – mówi nam osoba z redakcji. – Lecą teraz głównie proste rzeczy niewymagające dużych umiejętności montażu. Sprowadzeni przez nową dyrekcję zapowiadacze piosenkowi nie radzą sobie na antenie, a szef z agencji muzycznej nie ma pojęcia, co robić – ocenia.

Brakuje chętnych na nagle zwolnione stanowiska. Kierownika aktualności Ernesta Zozunia przeniesiono np. do IAR i dotąd nie znalazł się nikt na jego miejsce. Na korytarzach mówi się o „trzymiesięcznych kierownikach” – którzy z braku umiejętności utrzymają się tylko przez okres próbny