Gdy nadawcy komercyjni łączą siły, by stawić czoła Netflixowi, TVP się z nim sprzymierza.
Reklama
Od 16 września subskrybenci Netflixa będą mogli oglądać komediowy serial telewizyjnej Dwójki pt. „O mnie się nie martw”. Produkcja jest na antenie od 2014 r. Powstało już 12 sezonów; telewizyjna emisja ostatniego z nich będzie kontynuowana od 14 września. Poza anteną serial dotychczas można było oglądać tylko w serwisie wideo na żądanie (VOD) telewizji publicznej.
To pierwsza tak duża produkcja cykliczna udostępniona przez TVP na platformie międzynarodowego giganta. W lipcu pojawił się tam produkowany przez Telewizję Polską film „Zenek” o gwieździe disco polo Zenonie Martyniuku. W ten sposób TVP realizuje strategię współpracy z Netflixem, którą zapowiadaliśmy w DGP już w marcu 2019 r. To zasadnicza zmiana wobec postawy, jaką nadawca publiczny prezentował przez kilka poprzednich lat. Swoje seriale i inne treści wideo umieszczał tylko we własnym serwisie internetowym, by zwiększyć jego popularność.
Dlaczego zarząd TVP zdecydował się na współpracę z Netflixem? Czy nie obawia się, że obecność produkcji TVP w ofercie Netflixa odciągnie internautów od własnej platformy VOD? Biuro prasowe nadawcy nie odpowiedziało na nasze pytania. Nie informuje też, czy w ślad za „O mnie się nie martw” pójdą kolejne seriale. W 2019 r. Marcin Klepacki, pełnomocnik zarządu TVP ds. dystrybucji zasobów programowych, stwierdził w rozmowie z DGP, że współpraca z Netflixem nie jest zagrożeniem, lecz szansą dotarcia do osób, które inaczej nie obejrzałyby programów TVP. Tłumaczył też, że poprzednia polityka nieudostępniania niczego na zewnątrz nie uwzględniała przyzwyczajeń odbiorców.
– Im więcej odrębnych platform, tym większe prawdopodobieństwo, że odbiorcy z częścią kontentu po prostu nigdy się nie zetkną – mówił Klepacki. Największych nadawców komercyjnych takie argumenty nie przekonują. Grupy Polsat i Discovery TVN postanowiły konkurować z globalnymi platformami VOD za pomocą wspólnego serwisu. Podpisały umowę joint venture, która taki serwis miałaby prowadzić. Obaj nadawcy mają wyłożyć na start do 30 mln zł. Spółkę założył Cyfrowy Polsat, a po uzyskaniu zgody urzędu antymonopolowego Discovery przejmie w niej 50 proc. udziałów.
Na nowej platformie będą dostępne polskie filmy, seriale, produkcje dokumentalne, programy rozrywkowe i transmisje sportowe z bibliotek obu nadawców oraz kupione od zewnętrznych producentów i dystrybutorów. Planowane są także nowe produkcje specjalnie dla tego serwisu. Problem w tym, że inicjatywę ogłoszono w październiku 2019 r., a jej efektów wciąż nie widać. Na jakim etapie jest budowa wspólnej platformy VOD i kiedy można się spodziewać jej startu? Na te pytania wiceprezes Cyfrowego Polsatu Maciej Stec odpowiedział nam krótko. – Czekamy na decyzje regulacyjne – uciął.
Oczekiwanie może potrwać, bo sprawę od Komisji Europejskiej, gdzie zgłosili się nadawcy, przejął właśnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jak wyjaśniła KE, polski urząd uważa, że planowana transakcja „może w istotny sposób wpływać na konkurencję na rynkach produkcji i licencjonowania treści audiowizualnych, hurtowej dostawy kanałów telewizyjnych, detalicznej dostawy usług telewizyjnych oraz sprzedaży offline i online przestrzeni reklamowej w Polsce”. Zamierza więc rzecz dogłębnie zbadać.
Czy budowa wspólnej platformy VOD Polsatu i TVN nie idzie za wolno? – Niektórych rzeczy nie da się przyspieszyć i to może być jeden z czynników wpływających na tempo przygotowań. Szczególnie, że ostatnie miesiące nie sprzyjały odważnym ruchom ze względu na dużą niepewność – mówi Michał Kozicki, były prezes HBO Polska. – Siedząc w domu w okresie największych ograniczeń, szukaliśmy rozrywki w internecie i usługi VOD dobrze się sprzedawały. Można więc było pomyśleć, że w tej sytuacji tym bardziej nie trzeba się spieszyć – zastanawia się. – Polsat i TVN muszą w tej dziedzinie połączyć siły, bo to zwiększa ich szanse w konfrontacji z Netflixem, a w niedalekiej przyszłości także z Disneyem, który ma dobrą ofertę dla rodziny. Fakt, że podjęli inicjatywę, dowodzi pragmatyzmu po obu stronach – dodaje Kozicki.
Dodatkową trudność stanowi wciąż rosnąca przewaga globalnych graczy. Światowy lider internetowego streamingu na całym świecie zgromadził już ponad 190 mln subskrybentów. Netflix nie publikuje wprawdzie odrębnych danych dla Polski, ale z badań internetu prowadzonych przez Gemius/PBI wynika, że nieodmiennie jest najchętniej odwiedzanym serwisem tego typu nad Wisłą. W przyszłym roku konkurencja jeszcze się zaostrzy, bo prawdopodobnie wtedy na polski rynek wejdzie platforma Disney+. W USA ten serwis ruszył w listopadzie 2019 r., a w marcu pojawił się w kilku państwach Europy i już zbliża się do 60 mln subskrybentów.
Kto z polskich nadawców wybrał w tej sytuacji lepszą taktykę? – Nie da się tego wprost porównać, bo mówimy o różnych modelach działalności – odpowiada Michał Kozicki. – Z jednej strony są firmy komercyjne, które muszą generować zysk i walczyć o dobrą pozycję rynkową. Z drugiej telewizja publiczna z finansowaniem z budżetu państwa. TVP nie walczy o przetrwanie, ma natomiast do spełnienia misję. Uważam zresztą, że jej kontent, produkowany za publiczne środki, powinien być dostępny wszędzie – podkreśla.