Naciski rządu i prorządowi oligarchowie praktycznie zlikwidowali wolną prasę nad Balatonem.
Politycy, którzy nawołują do repolonizacji mediów, często powołują się przy tym na wzorzec węgierski. Jego przeniesienie nad Wisłę oznaczałoby głębokie przekształcenia na rynku, które dotknęłyby nie tylko tytułów opozycyjnych, lecz także mediów sprzyjających władzy.
W 2002 r. premier Viktor Orbán uznał, że Fidesz nie wygrał wyborów, bo nie miał po swojej stronie żadnych mediów. To wtedy Lajos Simicska zaczął tworzyć tytuły, które krytykowały ówczesną lewicowo-liberalną koalicję. Na żywo transmitowano zamieszki z jesieni 2006 r. po tym, jak wypłynęły nagrania dowodzące, że premier Ferenc Gyurcsány okłamywał Węgrów w czasie kampanii wyborczej. To on był prawdziwym autorem zwycięstwa Fideszu w 2010 r. Później jednak na skutek osobistego konfliktu z premierem Simicska przeszedł do opozycji i popadł w niełaskę. Kiedy rozgorzał spór, w jednym momencie cały profideszowy dotychczas holding przeszedł do opozycji.