Nielegalne udostępnianie w sieci materiałów wideo wykazuje tendencję spadkową. To dzięki popularyzacji legalnych źródeł.
Pirackim hitem minionego roku był serial HBO „Gra o tron” – wynika z rankingu, który serwis Torrent Freak tworzy na podstawie danych o udostępnianych i pobieranych w internecie plikach (torrenty). Ta produkcja przez kilka lat dość regularnie prowadziła w rankingu najpopularniejszych seriali z nielegalnych źródeł – wyjąwszy rok 2018, gdy nadawca nie wprowadził nowej serii. Drugim ulubionym serialem piratów była ubiegłoroczna nowość HBO „Czarnobyl”, a trzecie miejsce zajął nawiązujący do cyklu „Gwiezdnych wojen” nowy tytuł Disneya „Mandalorian”.
W pierwszej dziesiątce nie znalazła się żadna z własnych produkcji Netflixa, a najczęściej padający ofiarą piratów serial z biblioteki programowej tej platformy „Teoria wielkiego podrywu” (z telewizji CBS) wylądował tuż za podium. Tymczasem materiały Netflixa regularnie okupują czołówki zestawień popularności wideo z legalnych źródeł – np. rankingu firmy Parrot Analytics, która na podstawie m.in. oglądalności i aktywności w mediach społecznościowych tworzy listy najbardziej pożądanych seriali. Tuż po premierze w końcu grudnia ub.r. na podium tego rankingu pojawił się np. „Wiedźmin”.
Reklama
Tony Maroulis, główny analityk z firmy Ampere Analysis, uważa, że stosunkowo łagodne potraktowanie przez piratów tytułów Netflixa wynika z szerokiej dostępności tego serwisu, który ma już niemal 160 mln subskrybentów. – Odkąd w 2016 r. rozszerzył działalność na prawie cały świat, Netflix zapewnia dość powszechny dostęp do swoich produkcji – podkreśla Tony Maroulis. Jego zdaniem zapał do nielegalnego pobierania seriali i filmów tej platformy ogranicza także to, że umożliwia ona użytkownikom pobieranie materiałów, co ułatwia korzystanie tym, którzy nie mają na tyle dobrych połączeń, by korzystać ze streamingu.
Najdobitniejszym przykładem, jak ekskluzywność kontentu prowokuje piratów do większej aktywności, jest flagowa produkcja nowej platformy internetowej Disneya – od razu po debiucie 12 listopada 2019 r. „Mandalorian” stał się jednym z najczęściej udostępnianym nielegalnie seriali. Legalnie można go było oglądać tylko w trzech krajach: USA, Holandii i Australii.

Reklama
W Polsce podobny debiut miał serial Canal+ „Żmijowisko” na podstawie kryminału Wojciecha Chmielarza pod tym samym tytułem, wprowadzony na antenę 3 listopada ub.r. Oprócz telewizji został też przez nadawcę udostępniony w serwisach internetowych: Vod.pl, NC+ GO TV i NC+ GO TV, Player+ oraz w serwisie wideo Wirtualnej Polski (tylko premierowy odcinek). Jak podaje Canal+, w sumie we wszystkich legalnych kanałach dystrybucji debiut serialu obejrzało ponad 760 tys. widzów (przez pierwszy tydzień od premiery), co jest najlepszym jak dotychczas wynikiem spośród produkcji własnych tego nadawcy. „Żmijowisko” spodobało się też piratom. W ciągu dwóch tygodni sekcja do walki z tym procederem w Canal+ wykryła 62 serwisy internetowe, w których zidentyfikowano w sumie 2720 plików, linków oraz odnośników do nielegalnego pobrania lub obejrzenia odcinków serialu. Były to serwisy pirackie, serwisy hostingowe i sieci torrent, a także serwis Chomikuj.pl. Canal+ usunął prawie wszystkie z tych naruszeń (99 proc.).
„Wysoka skuteczność cieszy, jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że to niekończąca się walka, a miejsce usuniętych źródeł po chwili zastąpią nowe” – informuje biuro prasowe nadawcy. Firma oprócz działań zmierzających do usunięcia treści gromadzi przy okazji materiały, które w przyszłości mogą posłużyć jako dowody w sprawach sądowych przeciwko właścicielom pirackich serwisów. Jej przedstawiciele podkreślają, że organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości podchodzą do spraw o naruszenie prawa autorskiego coraz poważniej i zapadają wyroki skazujące.
Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) pod koniec ub.r. opublikował dwa raporty dotyczące naruszeń praw własności intelektualnej w 28 państwach UE sporządzone na podstawie danych i badań z 2017 r. i 2018 r. Opracowanie dotyczące pirackich platform internetowych emitujących seriale i inne programy telewizyjne wskazuje, że z nielegalnego streamingu korzysta 13,7 mln mieszkańców Wspólnoty, a łamiące prawa autorskie serwisy IPTV generują rocznie ponad 940 mln euro przychodów. Wpływy pochodzą m.in. z nielegalnych subskrypcji i opłat jednorazowych oraz sprzedaży dekoderów.
Oprócz złych raporty EUIPO przynoszą też bardziej optymistyczne informacje. Wynika z nich bowiem, że nieco ponad połowa – 51 proc. – młodych mieszkańców Unii Europejskiej (w wieku od 15 do 24 lat) w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie piratowała żadnych treści cyfrowych. Ponadto skala korzystania z nielegalnych materiałów w sieci spadła między rokiem 2017 a 2018 średnio o 15 proc. Najsilniejsza poprawa nastąpiła w odniesieniu do muzyki, której piractwo spadło o 32 proc. Zainteresowanie filmami z nielegalnych źródeł zmniejszyło się zaś o 19 proc., a serialami i innymi produkcjami telewizyjnymi o 8 proc.
Firma Ampere, która od kilku lat regularnie bada skłonności do piractwa wśród internautów z USA i dziewięciu krajów europejskich, w tym Niemiec, Wielkiej Brytanii i Polski, podkreśla pozytywny wpływ coraz powszechniejszego dostępu do legalnych platform wideo na zachowania nielegalne. O ile w III kwartale 2016 r. z pirackiej strony lub serwisu korzystało 10 proc. respondentów, o tyle rok później odsetek ten spadł do 6 proc., w kolejnym roku do 5 proc., a w ostatniej fali badania w ub.r. wyniósł tylko 4 proc.