Dzieci w sieci, czyli zwykłe życie na socialach

autor: Paulina Nowosielska13.10.2019, 18:00
Wielu rodziców uważa, że trudniej jest dziś chronić dzieci przed zagrożeniami czyhającymi w sieci niż przed tymi, które istnieją w świecie realnym. Czy słusznie?

Wielu rodziców uważa, że trudniej jest dziś chronić dzieci przed zagrożeniami czyhającymi w sieci niż przed tymi, które istnieją w świecie realnym. Czy słusznie?źródło: ShutterStock

Wielu rodziców uważa, że trudniej jest dziś chronić dzieci przed zagrożeniami czyhającymi w sieci niż przed tymi, które istnieją w świecie realnym. Czy słusznie?

Z yl – pod takim nickiem występuje na platformie streamingowej pewien amerykański nastolatek, który dzień w dzień po 10 godzin gra w popularnego „Fortnite’a”. Strzelankę, momentami brutalną, bez porywającej fabuły. Chłopak odchodzi od monitora tylko po to, by skorzystać z toalety lub zgarnąć z kuchni coś do jedzenia. I tak w kółko od blisko trzech miesięcy. Krótko mówiąc: kliniczny obraz uzależnienia od sieci. A przynajmniej tak przypadek nastolatka mógłby ocenić psycholog.

Być może zmieniłby zdanie, gdyby znał wszystkie fakty. Zyl ma bowiem konkretny cel. Gra, bo chce uzbierać pieniądze na leczenie swojego chorego na raka taty. Gdy zaczynał, był jednym z milionów użytkowników. Ale kiedy ujawnił, o jaką stawkę chodzi, w ciągu dwóch tygodni zebrał 13 tys. dol. i zyskał 20 tys. followersów. Podczas jednego ze streamów opisał, co dzieje się z jego tatą: „III stadium raka, z przerzutami do wątroby i płuc. Bez leczenia onkolodzy dają mu niecały rok”. Wtedy do akcji włączyli się czołowi gracze, dzięki czemu o akcji nastolatka usłyszał cały gamingowy świat. Zyl niedawno opublikował kolejną informację: „Chemia, którą podano tacie, działa. Jak tak dalej pójdzie, czeka go operacja. Szanse taty rosną. Cała moja rodzina wam dziękuje!”.

Marta Witkowska z działu edukacji cyfrowej NASK tłumaczy, że 60 proc. nastolatków wykorzystuje internet w zwykły sposób – do szukania danych, adresów, okazji. Tylko 5 proc. posługuje się nim do celów zdecydowanie innych niż reszta. W tej grupie są zarówno ci, którzy działają ryzykownie, jak i internetowi samarytanie. – Zamiast w nieskończoność demonizować sieć, zacznijmy o niej myśleć jak o zwykłym narzędziu, które nabiera mocy dopiero w rękach swojego użytkownika. Gdy to sobie uzmysłowimy, stosowanie prostych zakazów i straszenie stracą sens – podkreśla Witkowska.

Odwiedziny z Alaski

NASK przeprowadził niedawno badania obejmujące pogłębione wywiady z młodzieżą w wieku 13–18 lat, która prowadzi blogi na temat swoich pasji – fotografii, podróży, zwierząt, mody, rękodzieła (w stylu „zrób to sam”). – Dzięki nim zobaczyliśmy inny świat nastolatków. Taki, w którym internet służy rozwijaniu umiejętności – mówi Marta Witkowska. Ale obraz ten wcale nie jest różowy.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane