Tylko 1,1 proc. osób, które zaciągnęły zobowiązanie w szwajcarskiej walucie, ma problemy z jego regulowaniem. Eksperci spierają się, jak powinna zostać załatwiona kwestia kredytów walutowych
Frank blisko kursu sprzed 15 stycznia 2015 r. / Dziennik Gazeta Prawna





Reklama
Ryzyko walutowe może znów wrócić, dlatego problem kredytów walutowych powinien zostać rozwiązany systemowo – uznali uczestnicy debaty poświęconej prezydenckiemu projektowi ustawy o kredytach frankowych, która odbyła się w siedzibie Inwestorów TV na warszawskiej giełdzie. Ekonomiści różnili się jednak w ocenie, jak powinno wyglądać to rozwiązanie.

Reklama
– Najważniejsza jest stabilność systemu bankowego. Nie zagraża jej poziom zaangażowania w kredyty frankowe, ale propozycje rozwiązania tego kryzysu – uznał Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Zgłoszone projekty są groźniejsze dla sektora niż wzrost kursu franka – ocenił.
Zgłoszona na początku sierpnia propozycja Andrzeja Dudy zakłada ułatwienia w korzystaniu z pomocy przez osoby spłacające kredyty, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. Banki mają składać się na specjalny subfundusz w ramach Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, z którego pokrywane będą straty instytucji finansowych związane z przewalutowaniem kredytu po kursie niższym od rynkowego.
– Jeżeli ten projekt miałby oznaczać dodatkowe obciążenia dla banków, to jestem przeciw – zaznaczył Jankowiak. Jego zdaniem problem frankowy powinno się rozwiązywać na zasadzie dobrowolnej. I powinno to dotyczyć przede wszystkim tych osób, które rzeczywiście mają kłopoty ze spłatą kredytów.
Obecnie frank szwajcarski kosztuje ok. 3,6 zł. To niespełna 2 proc. więcej niż przed gwałtownym skokiem notowań w połowie 2015 r., który wywołał dyskusję na temat pomocy dla frankowiczów. Według najnowszych danych Biura Informacji Kredytowej opóźnienie w spłacie kredytów we frankach dotyczy 10,2 tys. osób. To 1,1 proc. wszystkich kredytobiorców frankowych.
Były wiceminister finansów Cezary Mech podkreślał jednak, że gdy koniunktura się pogorszy, problemy kredytobiorców wrócą. – Trzeba szybko wykorzystać obecną korzystną sytuację. Wystarczy jakaś wojna na Bliskim Wschodzie albo np. w Korei i możemy mieć w Polsce powtórkę z dużego osłabienia złotego jak w 2008 r. To się odbije nie tylko na portfelach Polaków i banków, ale na całej naszej gospodarce. Taka ustawa jest potrzebna – uzasadniał.
– Obecnie mamy duże ryzyko, że kurs franka znów mocno wzrośnie, ale mogą też wzrosnąć odsetki od kredytów złotowych. A nikt dziś nie broni kredytobiorców złotówkowych – mówił z kolei Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Co ważne, inni kredytobiorcy teraz będą się musieli dołożyć do frankowiczów. Dlaczego tak miałoby być? – pytał retorycznie.
Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny firmy PwC, opowiedział się za zachętami do przewalutowania. Jego zdaniem nie powinny one jednak mieć charakteru ustawowego. – Sposób przeprowadzenia tej operacji powinien mieć charakter rynkowy a nie administracyjny. To nie powinno być załatwiane przy pomocy ustaw, tylko przez nadzór finansowy – stwierdził.
Przeciwko rozwiązaniu ustawowemu wypowiadał się także Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. – Problemu kredytów frankowych nie powinno się załatwiać przy pomocy ustaw. Wszystkie zgłaszane próby regulacji w sprawie frankowiczów unikają odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czy doszło do wprowadzenia w błąd kredytobiorców – mówił. – Jeżeli klienci byli wprowadzani w błąd, to potrzebne są najzwyczajniejsze procesy cywilne i ukaranie tych banków, które w tym procederze brały udział - ocenił.
Zdaniem Tymona Kulczyckiego z kancelarii Whitestone Legal dobrowolne rozwiązania mogą okazać się niewystarczające. Dlatego powinno się mówić o rozwiązaniach prawnych. Ale jest i druga strona. – Może się okazać, że wykazywany obecnie wysoki stopień zadowolenia frankowiczów ze swoich kredytów spowoduje, że cała dyskusja o nowych regulacjach powinna pójść do lamusa – mówił Kulczycki.
Janusz Jankowiak skrytykował zawarty w projekcie mechanizm, który ma sprawić, że banki będą szybko wykorzystywały swoją część składki na subfundusz w FWK (po dokonaniu wpłaty przez pół roku bank ma dysponować pieniędzmi, które oddał FWK; jeśli nie zdąży ich wydać, to znajdą się w ogólnej puli). Jego zdaniem takie rozwiązanie okaże się nieefektywne. Sprawi, że przewalutowanie może być kierowane do wszystkich kredytobiorców walutowych, a nie do tych, którzy faktycznie potrzebowaliby pomocy.
– To nie jest tak, że wszyscy frankowicze należą do grupy pokrzywdzonych – dodał Witold Orłowski. – Nie jestem przekonany, że ci frankowicze, którzy najgłośniej krzyczą, to właśnie ci najbardziej pokrzywdzeni – dodał.
Realizacja projektu prezydenta wiązałaby się z kosztami dla sektora bankowego rzędu 3 mld zł w skali roku. Wartość kredytów frankowych, która w styczniu 2015 r. wzrosła do niemal 150 mld zł, w końcu października tego roku zmniejszyła się do 111,6 mld zł. To efekt wzmocnienia złotego oraz spłacania zobowiązań przez klientów banków.