Do odzyskiwania pieniędzy bez konieczności posiadania wyroku sądowego uprawniał banki wystawiany przez nie bankowy tytuł egzekucyjny (BTE). Było to konsekwencją tego, że przez lata zdobycie kredytu nie było zbyt trudne. Jeżeli bank sprzedał wierzytelność objętą BTE firmie windykacyjnej, ta – pomimo jego istnienia – musiała najpierw wystąpić do sądu o wyrok i dopiero po jego uzyskaniu mogła prowadzić egzekucję. BTE uprawniał bowiem do niej wyłącznie bank. 1 sierpnia 2016 r. bankowy tytuł egzekucyjny stracił swoje przywileje. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że przewaga, którą dawał bankom, naruszała zasadę równości wobec prawa. Teraz bank musi najpierw dłużnika pozwać i przeprowadzić normalne postępowanie sądowe, prowadzące do nadania tytułu egzekucyjnego. Jednak w dalszym ciągu trwają postępowania na podstawie BTE, które rozpoczęły się jeszcze przed sierpniem bieżącego roku. Osobom w takiej sytuacji może pomóc orzeczenie SN z lipca tego roku.

Daje ono możliwość podniesienia na etapie postępowania sądowego wszczętego z inicjatywy firmy windykacyjnej zarzutu przedawnienia wierzytelności objętej wcześniej BTE. Wierzytelności bankowe przedawniają się co do zasady po 3 latach. Do tej pory sądy powszechne przyjmowały, że nadanie klauzuli wykonalności, wszczęcie i prowadzenie egzekucji na podstawie tego dokumentu powodują przerwanie biegu przedawnienia. Trzyletni termin po zakończeniu postępowania egzekucyjnego prowadzonego przez bank rozpoczynał bieg na nowo. Orzeczenie SN rozwiewa wszelkie wątpliwości w tym zakresie, wskazując, że czynności podejmowane przez bank na podstawie BTE nie przerywają biegu terminu przedawnienia dla firmy windykacyjnej, która tę wierzytelność nabyła. W tym przypadku przedawnienie rozpocznie bieg od momentu wypowiedzenia umowy kredytowej i nastąpi równo po 3 latach.

Windykatorzy grają w totka

Do tej pory firmy windykacyjne skupowały wierzytelności w ciemno. Nie każdy konsument wiedział, że w ogóle może podnieść zarzut przedawnienia. Firmy liczyły się z tym, że niektóre wierzytelności są przedawnione, ale też zakładały niewiedzę klientów i obliczyły, że część z nich da się odzyskać. Teraz sprzedane długi starsze niż 3 lata, niezależnie od wcześniejszych czynności banku, są już przedawnione i pozwany w sprawie sądowej założonej przez firmę windykacyjną może skutecznie podnieść ten zarzut.

Jest jednak haczyk – uchwała SN ma znaczenie tylko w nowych sprawach, czyli takich, które obecnie rozpoznawane są w sądzie. A więc jedynie na etapie postępowania rozpoznawczego można skutecznie podnieść zarzut przedawnienia. Jeżeli firma windykacyjna ma wyrok i prowadzi na jego podstawie postępowanie egzekucyjne, uchwała nic nie pomoże. Warto jednak pamiętać o innej furtce. Istnieją sprawy, w których mimo prowadzenia egzekucji dłużnikowi nigdy nie został doręczony nakaz zapłaty lub wyrok. Zdarza się bowiem, że firmy windykacyjne świadomie podają w pozwie nieaktualny lub nieprawdziwy adres dłużnika. Sąd na ten adres wysyła nakaz zapłaty, którego z oczywistych powodów dłużnik nie może odebrać. Korespondencja z orzeczeniem wraca do sądu, który traktuje ją jako odebraną, i w razie niezaskarżenia orzeczenia staje się ono prawomocne. Jeżeli na podstawie takiego orzeczenia toczy się przeciwko dłużnikowi postępowanie egzekucyjne, ma on jeszcze szansę wnieść sprzeciw od nakazu zapłaty i podnieść zarzut przedawnienia. Dzieje się tak, gdy nakaz zapłaty nie został doręczony na adres dłużnika, termin do wniesienia sprzeciwu nigdy nie rozpoczął biegu. W tego typu sprawach, pomimo toczącej się już egzekucji, orzeczenie Sądu Najwyższego będzie miało znaczenie.

Pytanie, czy orzeczenie SN zniechęci firmy windykacyjne przed skupowaniem przedawnionych wierzytelności bankowych. Raczej nie, bo działają i bazują na niewiedzy dłużnika. Kierują do sądu przedawnione roszczenia, licząc na brak obeznania prawnego konsumenta, jego bezczynność w sprawie bądź zaniechanie odbierania korespondencji sądowej.

Nieznajomość prawa szkodzi

Firma windykacyjna może skierować sprawę do różnych trybów. Wnosząc ją np. do e-sądu w Lublinie – pomimo zakazu zgłaszania tam wierzytelności starszych niż 3 lata – niejako oszukuje sąd, wskazując, że wierzytelność stała się wymagalna w chwili jej zakupu od banku. E-sąd nie bada prawdziwości twierdzeń windykatora, który nawet nie musi przedstawiać dowodów, tylko automatycznie wydaje nakaz zapłaty w elektronicznym postępowaniu upominawczym. Mecenas Lech Obara zauważa, że taki nakaz wydawany jest bez udziału lub nawet wiedzy dłużnika. Dopiero po zaskarżeniu nakazu może on podnosić argumenty obalające twierdzenia firmy windykacyjnej bądź zarzut przedawnienia. Jednak wymaga to jego czynnego działania w postaci wniesienia sprzeciwu od nakazu zapłaty. Dłużnik ma na to 2 tygodnie od odebrania nakazu. Firmy windykacyjne liczą, że albo go nie odbierze (po dwukrotnej awizacji nakaz wraca do sądu i staje się prawomocny), albo odbierze, ale nie wniesie w terminie sprzeciwu. W takiej sytuacji nakaz się uprawomocnia i może stanowić podstawę egzekucji.

Firma windykacyjna może również skierować sprawę do zwykłego sądu do postępowania upominawczego (tutaj, podobnie jak w e-sądzie, pierwsze pismo, jakie dostaje z sądu dłużnik, to nakaz zapłaty). Jeżeli go nie zaskarży, stanie się on prawomocny i będzie stanowił podstawę egzekucji. Dopiero po skutecznym wniesieniu sprzeciwu sprawa trafia do zwykłego postępowania z rozprawami, świadkami i dowodami. Przy tym trybie firmy windykacyjne znów liczą na to, że dłużnik albo nie odbierze korespondencji z sądu, albo pomimo jej odbioru nie wniesie sprzeciwu.

Sprawa może też trafić od razu do trybu zwykłego. Tu pierwszym pismem, jakie otrzymuje dłużnik, jest pozew, na który powinien odpowiedzieć. Niezwykle ważne jest to, by podnieść zarzut przedawnienia, bo sąd nie uwzględnia go z urzędu. Dłużnik musi sam go wyraźnie wyartykułować. Firmy windykacyjne liczą albo na niezgłoszenie przez niego tego zarzutu, albo na to, że nie będzie brał udziału w postępowaniu, co uprawni sąd do wydania wyroku zaocznego.

Według mecenas Olgi Malinowskiej firmy windykacyjne, mimo niekorzystnej dla nich uchwały SN, nie odstąpią od dochodzenia przedawnionych długów, bo i tak przy braku aktywności dłużnika lub jego nieznajomości prawa mogą uzyskać korzystny dla siebie wyrok. Poza tym orzeczenie Sądu Najwyższego nie zmienia prawa, a daje tylko (i aż) dodatkowe argumenty dla dłużnika. Jednak to on sam musi o swoje interesy zadbać. Oby tylko miał szansę, czyli aby korespondencja była wysłana na właściwy adres, bo pomyłki w adresach firm windykacyjnych zdarzają się podejrzanie często.

Podstawa prawna

Orzeczenie SN z 29 czerwca 2016 r., sygn. akt III CZP 29/16. Art. 96 ustawy o Prawie Bankowym z 29 sierpnia 1997 r. (Dz.U. z 2015 r. poz. 128).