Nie minęło jeszcze pół roku od uchwalenia zupełnie nowej ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, systemie gwarantowania depozytów oraz przymusowej restrukturyzacji (Dz.U. z 2016 r. poz. 996), a już kluczowe jej przepisy stały się przedmiotem wniosku skierowanego do Trybunału Konstytucyjnego. O stwierdzenie ich niezgodności z ustawą zasadniczą wystąpili posłowie Platformy Obywatelskiej. Stają oni tym samym w obronie banków. Bo – jak twierdzą – system nie może być zbudowany w ten sposób, że za kiepskie wyniki jednych przedsiębiorców odpowiedzialność będą ponosili drudzy.

Łagodniej dla SKOK-ów

Uchwalenie nowej ustawy było niezbędne, gdyż Polska była zobowiązana do implementacji unijnych dyrektyw BRR oraz DGS. Pierwszy projekt przygotowało Ministerstwo Finansów jeszcze za rządów PO-PSL. Gdy władza się zmieniła, uznano jednak, że zaproponowano rozwiązanie daleko nieidealne i dążące do pokrzywdzenia spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych. Dlatego też przepisy dla SKOK-ów złagodzono. I właśnie to jest teraz kwestionowane.

Chodzi przede wszystkim o przyjęty w ustawie mechanizm finansowania systemów gwarancji depozytów. Ustawodawca określił m.in. docelowy poziom środków gromadzonych w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym. Przyjęto, że dla banków wyniesie on 2,6 proc. kwoty środków gwarantowanych w bankach i oddziałach banków zagranicznych. W przypadku kas uznano, że wystarczający będzie 1 proc.

Problem jak w banku 12 000 000 000 zł

Problem jak w banku 12 000 000 000 zł

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W efekcie wielokrotnie więcej na wypadek upadłości któregoś z podmiotów i konieczności zaspokojenia poszkodowanych obywateli odkładają i nadal będą odkładać banki.

To zdaniem posłów PO jest wątpliwe samo w sobie, ale dałoby się jeszcze zaakceptować. Tyle że zgodnie z ustawą o BFG środki funduszu gwarancyjnego banków mogą służyć realizacji zobowiązań z tytułu środków gwarantowanych w SKOK-ach. Stanie się tak, gdy w tym drugim zabraknie środków. Mówiąc prościej: jeśli kasy odłożą za mało na wypłatę środków gwarantowanych, a zaistnieje taka potrzeba, braki pokryją banki. Protestował przeciwko takiemu rozwiązaniu jeszcze na etapie prac nad projektem ustawy Związek Banków Polskich. Bezskutecznie.

ZBP zwracał uwagę m.in. na to, że nie dość, iż może się okazać, że banki zapłacą rachunek za SKOK-i, to dodatkowo później kasy nie będą musiały zwrócić równowartości środków, których zabrakło. A to już – w ocenie przedstawicieli banków – można uznać za formę wywłaszczenia.

Wydatki jednej strony

Zarzuty bankierów podzielają posłowie PO. Radca prawny prof. Marek Chmaj, pełnomocnik grupy posłów, uważa, że wiele przepisów ustawy o BFG narusza standardy demokratycznego państwa prawa. A to dlatego, że banki nie powinny ponosić odpowiedzialności za funkcjonowanie kas jako podmiotów konkurencyjnych.

„Zmuszanie banków do finansowania kosztów restrukturyzacji kas lub gwarantowania wypłat depozytów na rzecz deponentów kas, w świetle gwarancji konstytucyjnych, jest niedopuszczalne” – czytamy we wniosku złożonym w trybunale. Jego autorzy uważają, że fundusze, którymi zarządza BFG, powinny zostać rozdzielone – tak samo jak rozdzielone są przecież regulacje prawne dotyczące tych instytucji finansowych i zasady prowadzenia działalności.

Sytuacji – jak wskazuje Izabela Leszczyna (PO), była wiceminister finansów – wcale nie ratuje to, że teoretycznie ustawodawca stworzył pozory równoprawnego traktowania i banków, i kas. Chodzi o to, że zgodnie z ustawą możliwa jest sytuacja, gdy to SKOK-i pokryją braki w funduszu tworzonym przez banki w razie upadłości kilku dużych graczy. Tyle że zdaniem Leszczyny to sytuacja zupełnie teoretyczna. Po pierwsze w systemie bankowym jest wielokrotnie więcej środków. Po drugie doświadczenia ostatnich lat pokazują, że to kasy mają problemy z wypłacalnością i to przy udziale banków udaje się zaspokoić osoby, które niefortunnie ulokowały swój kapitał.

Dowód? Do tej pory na pokrycie kosztów upadłości kas przeznaczone zostało aż 3,94 mld zł z funduszu pomocowego banków. W rekordowym 2015 r. koszty wyniosły 2,3 mld zł. To zaś skutkowało znaczącym wzrostem stawki opłaty rocznej na rzecz BFG ponoszonej przez banki.

Autorzy wniosku nie ukrywają, że oburzające jest także to, iż ustawodawca zdecydował się przyjąć formułę, gdy o wydatkach ponoszonych przez banki będzie się decydowało zupełnie bez ich udziału.

Od 1995 r. – czyli początku funkcjonowania funduszu – Związkowi Banków Polskich przysługiwały miejsca w radzie funduszu nadzorującej prace zarządu. Przedstawiciele ZBP stanowili głos przedsiębiorców w tej instytucji. Parlamentarzyści zdecydowali się jednak to zmienić.

– W składzie rady nie ma miejsca dla lobbystów – argumentował w Senacie szef senackiej komisji budżetu i finansów publicznych Grzegorz Bierecki z PiS. I dodawał, że rada BFG to miejsce dla urzędników, a nie osób związanych bezpośrednio z bankami czy SKOK-ami. Przekonał zarówno senatorów, jak i posłów.

Interes obywateli

Parlamentarzyści PiS nie wykluczają sytuacji, w której banki będą musiały ponieść wydatki związane z gwarantowaniem depozytów członkom SKOK-ów. Tyle że ich zdaniem trudno tu dopatrywać się jakiegokolwiek naruszenia konstytucji. Ta ma bowiem służyć przede wszystkim obywatelom. A w ich interesie jest to, aby poszkodowani przez instytucję finansową otrzymali gwarantowane środki możliwie najszybciej. Drugorzędna jest zaś forma rozliczenia pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami.

Stanowisko w sprawie zajął już także prokurator generalny. Wedle jego oceny postępowanie przed trybunałem powinno zostać umorzone. „Wnioskodawcy, w obszernym uzasadnieniu wniosku, przytaczają fragmentarycznie kwestionowane przepisy oraz przywołują treści większości wzorców kontroli z ich wykładnią. Brak jest jednoznacznego określenia problemu konstytucyjnego, który trzeba ustalić dopiero na podstawie treści uzasadnienia wniosku” – spostrzega zastępca PG Robert Hernand. To zaś jego zdaniem, zgodnie z art. 40 ust. 1 pkt 1 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. z 2016 r. poz. 1157), musi skutkować umorzeniem.

Komentarz:

Izabela Leszczyna

Izabela Leszczyna

źródło: Materiały Prasowe

Izabela Leszczyna, wiceminister finansów w rządzie PO-PSL

Ustawa o BFG to implementacja dyrektywy unijnej, która wprowadziła m.in. mechanizmy obniżające koszty restrukturyzacji w bankach i skokach. Pracowaliśmy nad nią w MF już w poprzedniej kadencji. Niestety posłowie PiS-u wprowadzili w sejmie poprawki korzystne dla SKOK-ów: ustalono dla nich ponad 10 razy niższą składkę na BFG niż dla banków. Skoki uzasadniają, że są mniejsze i mniej ryzykowne niż banki. To brzmi jak ponury żart, bo w efekcie banki finansują restrukturyzację SKOk-ów i wypłaty depozytów dla ich klientów. W ostatnich dwóch latach Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił na rzecz klientów SKOK-ów i wspomógł SKOK-i kwotą ponad 4 mld złotych. Nie da się więc zafałszować rzeczywistości i stwierdzić, że spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe są bezpieczne, ponieważ 4 mld PLN to jedna czwarta aktywów tego sektora.

W tej sytuacji obniżenie składki dla SKOK-ów na rzecz BFG rodzi fundamentalne pytanie o wsparcie państwa, pomoc publiczną i nierówne traktowanie podmiotów, które działają na tym samym rynku bankowym i niejednokrotnie walczą o tego samego klienta. Tak jest na pewno w przypadku SKOK-ów i banków spółdzielczych.