Trwa walka o standard płatności za zakupy internetowe dokonywane telefonami. Stawką jest rynek wart kilkadziesiąt miliardów złotych. I bardzo perspektywiczny
30 mld zł – na tyle szacuje się wartość zakupów dokonanych w ubiegłym roku przez Polaków w internecie. W tym roku wartość ta ma wzrosnąć o 18 proc. Najbardziej w segmencie m-commerce, do którego zaliczamy zakupy dokonywane za pomocą urządzeń mobilnych.
Reklama
I tu zaczyna się problem, bo jak dotąd nie znaleziono instrumentu płatniczego, za pomocą którego można by za takie zakupy szybko i wygodnie zapłacić. Wśród wielkich graczy trwa więc wyścig o to, komu pierwszemu uda się wdrożyć narzędzie na tyle wygodne, by miało szansę się upowszechnić i zająć kluczową pozycję na tym rynku.

Reklama
Właśnie jesteśmy świadkami kolejnego etapu tego wyścigu. mBank wraz z firmą PayU udostępniły mTransfer mobilny. Narzędzie to jest rozwinięciem koncepcji pay-by-link, czyli szybkiego elektronicznego przelewu. Dzięki niemu osoba dokonująca zakupów w internecie jest przekierowywana na stronę swojego banku, a tam czeka na nią wypełniona formatka przelewu, którą trzeba tylko potwierdzić hasłem jednorazowym.
Proces ten jest jednak kompletnie niewygodny do przeprowadzenia na niewielkich wyświetlaczach smartfonów. Stąd pomysł mBanku i PayU. mTransfer mobilny umożliwia płatność bez konieczności logowania się na konto w banku. Klient sklepu internetowego po zalogowaniu się do niego oraz po wybraniu tej metody płatności od razu może zatwierdzić transakcję. Autoryzacja jest wymagana jedynie przy operacjach o wartości większej niż 200 zł. Ale nie robi się tego hasłem jednorazowym, tylko PIN-em w aplikacji mobilnej banku. – Aby jednak korzystać z mTransferu mobilnego, należy jednorazowo aktywować usługę. Dokonuje się tego przy okazji płatności zwykłym pay-by-linkiem – mówi Andrzej Chechliński, odpowiedzialny za usługę mTransfer w mBanku.
Co ciekawe, polski rynek jest jedynym w Europie, gdzie pay-by-link jest tak popularny. Rozwiązanie powstało kilkanaście lat temu, gdy rodził się polski e-commerce, a karty płatnicze nie były tak popularne jak dziś. Czy mobilny pay-by-link ma szanse powtórzyć sukces swojego starszego brata? – Tak, jeśli rozwiązanie zaprezentowane przez mBank i PayU będzie dopracowane i będzie działało bez błędów i awarii. Trzeba jednak pamiętać, że organizacje płatnicze nie oddadzą pola tak łatwo, i to ich rozwiązania będą największą konkurencją dla koncepcji mobilnego pay-by-link – uważa Wojciech Bolanowski, doradca prezesa PKO BP.
Jego zdaniem dziś polski rynek jest dla organizacji płatniczych, czyli MasterCarda i Visy, o wiele ważniejszy niż wtedy gdy startował pay-by-link. O ile więc wtedy przegapiły narodziny konkurencji, o tyle dziś tego nie zrobią. Obie instytucje mają swoje rozwiązania płatnicze w m-commerce, to cyfrowe portfele MasterPass oraz V.me.
Wkrótce o swój kawałek tortu w segmencie płatności na smartfonach upomni się Polski Standard Płatności, czyli spółka oferująca system płatniczy Blik. – Rozwiązanie zaprezentowane przez PayU i mBank to cały czas jest pomysł dla klientów jednego banku i jednego agenta rozliczeniowego. To, nad czym pracuje Polski Standard Płatności, to system dostępny dla klientów wszystkich banków, uczestników PSP, a także wszystkich innych, które zechcą z tego korzystać. W tym upatruję przewagę rozwiązania, które wkrótce zaoferujemy – stwierdził Dariusz Mazurkiewicz, dyrektor rozwoju systemu Blik w PSP. Jego zdaniem o przewadze Bliku decydować też będzie powszechna dostępność systemu w całej możliwej do uzyskania w Polsce sieci akceptacji, zarówno sferze handlu offline, jak i online.
Tymczasem dla sukcesu mobilnego pay-by-link kluczowe znaczenie może mieć to, czy udostępnią go inne banki. Z naszych informacji wynika, że wkrótce zrobią to Alior i BNP Paribas. Testy prowadzi też podobno Pekao, który sam nie potwierdza tej informacji.