Od rozpoczęcia kryzysu finansowego w 2007 r. inwestycje alternatywne stały się bardzo modne, jednak nie wszystkie są godne polecenia małym i średnim inwestorom. Jedną z nich są diamenty.

Pod inwestycję trzeba wybierać kamienie certyfikowane przez niezależne, uznane laboratorium gemmologiczne, w szlifie brylantowym, wielkości nie mniejszej niż 2 karaty – ostrzega Rafał Szybiak, doradca finansowy prowadzący portal idiamenty.pl. Certyfikaty są niezbędne, bo w ostatnich latach światowe rynki zostały zalane przez sztuczne brylanty, do rozpoznania których potrzebna jest zaawansowana aparatura.

Niecałe 6 proc. zysku

Ale samo kupno – zwyczajowo z dość wysoką prowizją pośrednika – prawdziwie szlachetnego kamienia wcale nie daje gwarancji wysokiego zysku. Według prognoz niezależnej od wielkich wydobywców firmy WWW International Diamond Consultants w najbliższych 4 latach oszlifowane diamenty powinny przynieść średnio 5,7 proc. zysku w skali roku. To niewiele więcej niż lokata. Nie należy się więc spodziewać powtórki z ostatnich lat, gdy cena szlifowanych diamentów, według danych firmy McBain&Co., szła co roku w górę średnio o 9 proc.

A może być gorzej. Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg przewidują, że w 2012 r. tempo wzrostu chińskiej gospodarki spadnie z 9,2 proc. do 8,5 proc. – To spowoduje, że bieżący rok będzie najtrudniejszy w historii dla chińskiego rynku dóbr luksusowych – uważa Jason Yuan z UOB Kay Hian w Szanghaju, cytowany przez Bloomberg. Jeśli do tego kryzys w strefie euro będzie postępował, a USA – największy konsument diamentów – nie przyspieszą, popyt na szlifowane diamenty może się zmniejszać. W ostatnich latach rósł głównie dzięki rynkom wschodzącym – kamienie kupowała tworząca się klasa średnia i wyższa z Chin, Indii i krajów Zatoki Perskiej.

Indeks nieco w górę

Sygnały ochłodzenia rynku jubilerskiego już są. – Sprzedaż biżuterii w Chinach na przełomie 2011 i 2012 r., w tym diamentów, rozczarowała – twierdzi Caroline Mak, szefowa Hong Kong Retail Management Association. Od początku roku diamentowy Polished Prices Index wzrósł o 0,8 proc.

Pocieszające jest to, że nawet w sytuacji drastycznego spadku popytu (doszło do tego w latach 2008 – 2009) ceny diamentów nie poszły równie mocno w dół, gdyż największe firmy wydobywcze – De Beers i Alrosa – zamknęły część swoich kopalń, ratując rentowność. To doprowadziło do spadku podaży kamieni.

Problem z wyceną i sprzedażą kamieni
Inwestycja w diamenty jest ryzykowna nie tylko ze względu na krążące po rynku sztuczne kamienie i nadchodzące spowolnienie gospodarcze. Dostęp do przedstawiającego aktualne ceny kamieni Rapaport Diamond Report jest płatny – czyli trzeba zapłacić, by nie przepłacić. Poza tym istnieje niestety duże prawdopodobieństwo, że osoba, która zainwestowała w kamień, będzie miała problem z jego sprzedażą w dobrej cenie. Jubilerzy czy firmy inwestycyjne przy odkupywaniu brylantów proponują duże dyskonto w stosunku do aktualnej wyceny rynkowej jednego karata. Trudno sobie wyobrazić sprzedaż tego rodzaju aktywa przez internetowy portal aukcyjny tylu Allegro czy e-Bay. Można więc porównać płynność brylantów do płynności nieruchomości: czasami trzeba czekać latami, by uzyskać od kupującego godziwą kwotę.