- Tę nieprzewidywalność znacząco obniżyłaby regulacja prawna, która wskazywałaby należną kwotę zadośćuczynienia za ból i cierpienie w danym wypadku - uważa Dorota Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.
Reklama
Dorota Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń / Dziennik Gazeta Prawna
Kilka tygodni temu DGP i Dziennik Ubezpieczeniowy napisały, że zasądzane zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w wypadku komunikacyjnym nie są wcale tak nieprzewidywalne, jak przez lata wskazywali ubezpieczyciele. Wiem, że pani się z tym stwierdzeniem nie zgadza. Dlaczego?
Po prostu jest niezgodne z prawdą. A wniosek wyciągnięty z nałożenia na siebie średniej i mediany jest zbyt daleko idący. Nie chcę zanudzać statystyką, ale trzeba tu obliczyć jeszcze odchylenie standardowe. Wtedy dopiero wiadomo, czy możemy mówić o przewidywalności wypłat, czy o dużym rozstrzale w zasądzanych kwotach. W przypadku zadośćuczynień zasądzanych przez sądy odchylenia standardowe są bardzo wysokie, a to świadczy o ogromnej nieprzewidywalności przyznawanych przez sądy zadośćuczynień.
Zostawmy statystykę. Dlaczego Polska Izba Ubezpieczeń po prostu nie pokaże na zbiorze, powiedzmy, 100 podobnych do siebie spraw, jak różne są wypłaty?
Tak, to dobry pomysł. Najprawdopodobniej niebawem powstanie takie opracowanie. Mamy bowiem pokaźną bazę wyroków, które przeanalizowaliśmy. Dotychczas uznawaliśmy, że przekazywanie tych analiz Komisji Nadzoru Finansowego jest wystarczające. Ale ma pan rację, że warto pokazać tę nieprzewidywalność.
W praktyce chodzi o to, aby przekonać ustawodawcę do wprowadzenia tabelaryzacji wypłat zadośćuczynień. By z góry było wiadomo, że krzywda za złamaną rękę wyceniana jest na, powiedzmy, 1000 zł, a śmierć dziecka na 75 tys. zł.
Tabela to pewne uproszczenie. Chodzi o regulację prawną, która wskazywałaby należną kwotę zadośćuczynienia za ból i cierpienie w danym wypadku. Taka regulacja znacząco obniżyłaby nieprzewidywalność dla zakładów ubezpieczeń oraz przede wszystkim samych poszkodowanych i ich najbliższych. A proszę mi wierzyć, że to naprawdę jest problem. Ubezpieczenie opiera się przecież na ocenie ryzyka. Ubezpieczyciel ustala wysokość składki na podstawie analizy tego, ile prawdopodobnie będzie musiał wypłacić. Jeśli natomiast nie jest w stanie w żaden sposób oszacować wypłat – trudno też ustalić wysokość składki. Dostrzeżono to zresztą w wielu państwach europejskich. I funkcjonują tam albo rozwiązania pokroju tabeli, o której rozmawiamy, albo są określone maksymalne wartości wypłat za ból i cierpienie. Pamiętajmy, że wypłata z tytułu OC zawiera poza zadośćuczynieniem odszkodowanie, czyli pokrycie wszystkich kosztów, które w związku z wypadkiem poniósł poszkodowany lub jego rodzina, a także renty pokrywające utracony dochód oraz zwiększone z powodu choroby czy kalectwa potrzeby.
Tabelaryzacja spowodowałaby zahamowanie wzrostu wysokości składek OC?
To zależy od tego, jak się umówimy jako społeczeństwo. Bo to przecież swego rodzaju umowa społeczna. Jeśli ustawodawca postanowi, że wypłacane kwoty zadośćuczynień za krzywdę muszą być duże, wyższa będzie musiała być też składka. Jeśli parlamentarzyści ustalą niższe wartości wypłat, wtedy każdy z wykupujących ubezpieczenie OC będzie mniej za nie płacił. Wartości, które znalazłyby się więc w takiej tabeli – wbrew temu, co niektórzy mówią – nie byłyby wcale kluczową kwestią dla ubezpieczycieli. Raczej dla samych ubezpieczonych.
Nadal wiele osób nie rozumie, że składka za ubezpieczenie OC stanowi obowiązkową opłatę, taki parapodatek płacony przez kierowców. Przy poruszaniu się samochodem jest obowiązkowa. Wielu z nas zapewne nigdy się nie przyda, ale chodzi o to, by zebrana kwota wystarczyła na wypłatę w imieniu tych, którzy powodując wypadek, są z mocy prawa zobowiązani pokryć koszty spowodowanej szkody. A tym samym naprawić np. samochód, pokryć rachunki za leczenie, zapewnić środki nie tylko poszkodowanemu lub jego bliskim w formie renty – i o wysokości tych wydatków nikt nie dyskutuje – oraz, dodatkowo, wypłacić zadośćuczynienie za ból i cierpienie.
Rzecz w tym, że zakłady ubezpieczeń w 2016 r. zarobiły ponad 4 mld zł. Wielu mówi, że wystarczyłoby z części tej kwoty zrezygnować i ani wypłaty nie musiałyby być niższe, ani składki wyższe.
W kwocie tej znajduje się 825 mln zł dywidendy wypłaconej przez PZU Życie, która została już uwzględniona w zysku branży z 2015 r. Dodatkowo należy zaznaczyć, że 75 proc. zysku wypracowała największa grupa na rynku. Ale wracając do rynku komunikacyjnych polis OC – polscy ubezpieczyciele wypłacają dużo. W zeszłym roku było to ok. 7,9 mld zł, o ponad 14 proc. więcej niż rok wcześniej. Na obowiązkowym ubezpieczeniu komunikacyjnym nadal daje to miliardowe straty. Mówiąc najprościej: zakłady ubezpieczeń dopłacają do tego, że oferują to ubezpieczenie. I to jest niedobra sytuacja, zwracają na to uwagę wszyscy eksperci, również Komisja Nadzoru Finansowego. Bo wysokość pobieranej składki musi się z wypłatami równoważyć. I nie ma to związku z ewentualnymi zyskami w innych rodzajach ubezpieczeń.
Jaki charakter miałaby mieć tabela z należnymi kwotami? Powinna stanowić jedynie wskazówkę dla sędziów czy też być obligatoryjnie stosowana?
Moim zdaniem powinna być czymś pośrodku. Powstanie regulacji ustawowej spowodowałoby ilościowe odciążenie wymiaru sprawiedliwości, być może stanowiło coś w rodzaju wskazówki dla sędziego, a tym samym skróciło czas trwania postępowań. Jestem zwolenniczką pozostawiania furtki. Rozumiem argumenty tych, którzy uważają, że rzeczywistość przynosi nam tyle zaskoczeń, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć każdej sytuacji. Dlatego powinna zostać zachowana droga sądowa dla takich wyjątkowych przypadków.
Ale wtedy każdy może uznać, że jego przypadek jest wyjątkowy. I będzie tabela z kwotami do wypłaty, a i tak każdy uprawniony będzie szturmował sąd, licząc, że dostanie więcej.
Wierzę, że by tak nie było. Po pierwsze dlatego, że uprawnieni i poszkodowani potrafiliby racjonalnie ocenić, czy ich sytuacja naprawdę jest wyjątkowa. I po drugie – bo sądy miałyby na względzie, że ta furtka dla przypadków szczególnych nie może się zamienić w drzwi otwarte bez progu na wstępie.
Polska Izba Ubezpieczeń chce także ustawowego określenia kręgu osób uprawnionych do wypłaty. Dlaczego?
Ramy wyznacza regulator, a nie ubezpieczyciele. Natomiast w ostatnim czasie orzecznictwo sądów znacząco poszerzyło ten krąg. Jak przeczytałam komentarz w jednym z waszych artykułów, niebawem o zadośćuczynienie mogliby występować nawet sąsiedzi poszkodowanego. A przypominam, że czym więcej sąsiadów je otrzyma, tym wyższa musi być składka dla ogółu.
Tylko jak określić krąg bliskich? Gdybym miał partnera płci męskiej, mógłby otrzymać zadośćuczynienie za moją śmierć?
Sądzę, że w przypadku związków nieformalnych furtka dla potencjalnie uprawnionych powinna być pozostawiona. Jednocześnie jednak myślę, że już stworzenie półotwartego katalogu wpłynęłoby na to, że o wypłaty ubiegaliby się ci naprawdę związani z poszkodowanym. A nie – jak widziałam w jednej sprawie – grupa 29 osób.