Chociaż Kongres zniósł zakaz eksportu czarnego złota z USA, to amerykański surowiec – przynajmniej teraz – najprawdopodobniej nie zaleje świata. Będzie za to kolejnym czynnikiem, który przyczyni się do niskich cen.
Amerykańscy politycy wysłali w świat bardzo ważny sygnał – jeśli zajdzie taka potrzeba, nasza branża może zacząć wysyłać ropę w dowolny zakątek świata. Problem polega jednak na tym, że Kongres podjął decyzję zbyt późno, aby miało to fundamentalne znaczenie zarówno dla światowych cen ropy, jak i dla kondycji samej branży – przynajmniej w krótkoterminowej perspektywie.
Nafciarze z USA lobbowali za zniesieniem zakazu już dwa lata temu, kiedy ropa kosztowała ponad 100 dol. za baryłkę. W takich warunkach wydobycie z formacji łupkowych było bardzo opłacalne. Dzisiaj jednak cena czarnego złota to mniej niż 40 dol. za baryłkę. Przyjmuje się, że jest to wartość graniczna, poniżej której sprzedaż ropy pozyskiwanej z formacji łupkowych odbywa się ze stratą. Nafciarze nie mają jednak innego wyjścia – muszą pompować surowiec, aby pokryć swoje zobowiązania finansowe zaciągnięte na poszukiwania ropy i rozruch instalacji wydobywczych. Nie będą jednak uruchamiać nowych odwiertów, a nierentowne zamkną. Amerykański Departament Energii przewiduje, że dzienna produkcja ropy w USA, sięgająca 9,5 mln baryłek, spadnie w styczniu o 116 tys. baryłek.