Wzrost cen w porównaniu do października 2020 r. / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
O trwających konsultacjach z sąsiednimi krajami, poprzedzających wydanie rekomendacji w sprawie certyfikacji dla bałtyckiego gazociągu, poinformował w piątek minister gospodarki Niemiec, chadek Peter Altmaier. Stanowisko rządu w Berlinie ma być przedstawione pod koniec tego lub na początku przyszłego tygodnia.
Oznacza to, że ekipa Angeli Merkel nie chce czekać z procedurami umożliwiającymi dopuszczenie do eksploatacji Nord Stream 2 na uformowanie się nowego gabinetu. Mają się w nim znaleźć sceptyczni wobec projektu Zieloni. Doniesienia z negocjacji koalicyjnych toczących się między SPD, Zielonymi i probiznesową FDP wskazują, że przyszły rząd dokona kolejnego zaostrzenia klimatycznego kursu. Projekt porozumienia trzech ugrupowań zakłada wygaszenie energetyki węglowej do 2030 r. - a nie, jak planowano do tej pory, najwcześniej w 2035 r. W odniesieniu do gazu radykalny zwrot rządowej strategii jest mało prawdopodobny, a elementem dotychczasowych ustaleń między partiami jest rozbudowa elastycznych mocy gazowych w energetyce. Jeśli jednak nowy rząd poważnie potraktuje cele klimatyczne, w grę wchodzi stosunkowo szybkie przestawianie infrastruktury gazowej na wodór.
Ograniczone dostawy gazu w obliczu rosnącego zapotrzebowania na surowce w odbudowujących się po pandemii gospodarkach UE i zbliżającego się sezonu grzewczego doprowadziły już do ponad 500-proc. wzrostu cen tego surowca w hurcie. Kryzys jest związany m.in. z polityką Gazpromu, który nie rezerwuje dodatkowych przepustowości na trasach przesyłowych do Europy, poprzestając na realizacji zobowiązań kontraktowych. Zdaniem części analityków Rosja z premedytacją manipuluje rynkiem gazu, aby wymusić szybsze dopuszczenie do eksploatacji NS2.
Według szacunków agencji ratingowej Fitch zyski dla rosyjskiego budżetu związane z wysokimi cenami węglowodorów sięgną w tym roku 50 mld dol. Dochody Rosji związane z eksportem gazu i ropy będą wyższe o prawie 70 proc. niż w roku poprzednim. Moskwa liczy również na to, że skok cen surowców zachęci europejskie stolice do powrotu do kontraktów długoterminowych z Rosją.
Odchodzący rząd Niemiec nie dopatruje się w działaniach Rosji znamion gazowego szantażu. Resort Petera Altmaiera utrzymuje, że bezpieczeństwo dostaw gazu jest zagwarantowane, a anomalie w zakresie przesyłu surowca ze wschodu czy zapasów na zimę w magazynach wynikają z czynników rynkowych. Ale pośpiech Berlina w sprawie uruchomienia NS2 może wynikać m.in. z tego, że niemiecki przemysł coraz dotkliwiej odczuwa skutki wysokich cen surowca. W najbardziej energochłonnych sektorach, takich jak hutnictwo, w grę wchodzą ograniczenia produkcji.
Europejskie rynki silnie reagują tymczasem na wszelkie sygnały dotyczące importu paliwa z Rosji.
W zeszłą środę rosyjski prezydent Władimir Putin zapewnił o gotowości dostarczenia dodatkowych objętości gazu ponad te zapisane w kontraktach. W kolejnych dniach wicepremier Aleksander Nowak nie ukrywał jednak, że priorytetem dla Moskwy jest zaspokojenie popytu wewnętrznego na gaz. - Powrót do pozakontraktowych dostaw może nastąpić wówczas, gdy Rosja sama zakończy uzupełnianie rezerw magazynowych - stwierdził. W obliczu braku wiarygodnych danych na temat stanu rosyjskich magazynów spowodowało to nową falę niepewności na rynkach i powrót cen surowca na ścieżkę wzrostową. Jeszcze dziś okaże się, czy Gazprom zarezerwuje dodatkowe przepustowości na listopad.
Mimo korzyści finansowych strategia Kremla wobec kryzysu nie jest wolna od ryzyka. Jak mówi DGP Agata Łoskot-Strachota z Ośrodka Studiów Wschodnich, wysokie ceny, niestabilność dostaw i polityczne rozgrywki z gazem w tle mogą sprawić, że surowiec ten stanie się mniej atrakcyjny dla dużej części europejskich odbiorców, którzy i tak w średniej lub dłuższej perspektywie mieli zmniejszać jego import. Zdaniem ekspertki wiele wskazuje jednak na to, że zapełnianie rosyjskich magazynów dobiega końca, a w konsekwencji możliwości Moskwy w zakresie zwiększania dostaw do Europy rosną. ©℗
Rynek magazynowy i jego meandry
W zeszłym tygodniu oficjalnie zakończono budowę drugiego klastra podziemnego magazynu gazu w Kosakowie k. Gdyni. W kawernach solnych budowanego przez kilkanaście lat konglomeratu można pomieścić ok. 300 mln m sześc. gazu. Według prezesa PGNiG Pawła Majewskiego rozbudowa zdolności magazynowych, obok własnego wydobycia i dywersyfikacji dostaw, stanowi podstawę strategii PGNiG. Spółka chwali się, że w ciągu 10 lat zdolności magazynowe Polski się podwoiły. Obecnie - jak mówił Majewski - toczą się analizy nad ich dalszą rozbudową. Zaznaczył, że powinny one rosnąć wraz ze spodziewanym przyrostem zużycia surowca.
Otwarte pozostaje pytanie o szanse na zewnętrzne finansowanie rozwoju polskich magazynów. Dotychczasowa rozbudowa cieszyła się wsparciem UE. Najważniejsze inwestycje - w Kosakowie, Strachocinie, Wierzchowicach i Mogilnie - uzyskały z Brukseli dotacje o wartości ponad 700 mln zł. Rozwój infrastruktury gazowej był wspierany jeszcze w poprzedniej perspektywie budżetowej UE. Od tego roku takie projekty będą mogły uzyskać finansowanie tylko w wyjątkowych przypadkach. Pieniędzy na nie jest mniej. Od przyszłego roku z finansowania gazu wycofuje się też Europejski Bank Inwestycyjny. Furtką umożliwiającą uzyskanie dotacji może okazać się dostęp do funduszy dla inwestycji, które zakładają możliwość wykorzystania wodoru lub jego mieszanki z gazem ziemnym. A kawerny solne nadają się także do magazynowania wodoru.
Jak podkreślają przedstawiciele rządu i spółek, Polska wkracza w sezon zimowy z niemal pełnymi magazynami. Jesteśmy pod tym względem liderem, w czasie gdy wiele państw zmaga się ze znacząco niższym niż w poprzednich latach stanem zapasów, co stanowi jeden z czynników napędzających wzrost cen błękitnego paliwa. Nasze możliwości składowania - szacowane na 3,2 mld m sześc. - pozostają jednak skromne na tle UE, która posiada łącznie ponad 100 mld m sześc. takich objętości. Zasoby te są niewielkie także biorąc pod uwagę to, że w zeszłym roku przeciętne zużycie gazu w sezonie grzewczym przekraczało u nas 2 mld m sześc. miesięcznie. Nawet całkowite wypełnienie polskich magazynów oznacza mniejsze zapasy niż uszczuplone zasoby Niemiec, które są w stanie zmagazynować ponad 20 mld m sześc. gazu.
Obecny kryzys uwypuklił kluczowy charakter kontroli nad magazynami. W Polsce należą one do spółek państwowych. Jak zauważa Paweł Majewski, najbardziej podatne na destabilizację rynku okazały się kraje, gdzie znaczącą rolę odgrywa Gazprom. Według danych PGNiG rosyjski koncern kontroluje jedną siódmą europejskich magazynów gazu, które zapełnione są zaledwie w 26 proc., wpływając walnie na obniżony stan zapasów w skali kontynentu. Podobne wnioski płyną z ostatniego raportu Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Gazu. Wskazano w nim, że nie infrastruktura, lecz polityka głównych graczy rynkowych stanowi „miękkie podbrzusze” bezpieczeństwa energetycznego UE. ©℗
Marceli Sommer