Reklama
Elektrociepłownie w kogeneracji, czyli działające w technologii jednoczesnego wytwarzania energii i ciepła, zasilają duże miasta. Wciąż jednak korzystają z węgla. Obecnie mieszczą się w kategoriach efektywnych systemów i wysokosprawnej kogeneracji. Jednak założenia zaprezentowanego przez Komisję Europejską i dyskutowanego obecnie pakietu Fit for 55, który podnosi wymagania klimatyczne, tę sytuację zmieniają. Zgodnie z Fit for 55 efektywne systemy ciepłownicze nie będą mogły korzystać z węgla. Nowe definicje miałyby obowiązywać od 1 stycznia 2026 r., czyli za ponad cztery lata.
Branża zaznacza, że największym wyzwaniem, oprócz środków potrzebnych na inwestycje, jest tempo zmian, które narzuca Komisja Europejska oraz ich nieprzewidywalność: zaskakujące cele, które pojawiają się w kolejnych projektach dyrektyw, w tym wypadku ogłoszonych założeniach pakietu Fit for 55.
– Istnieje pewna granica czasowa realizacji inwestycji – podkreślał Przemysław Kołodziejak, prezes PGE Energia Ciepła, podczas 25. Forum Ciepłowników Polskich, które w tym tygodniu odbyło się w Międzyzdrojach. – Termin jest niewykonalny. Same analizy techniczne i ekonomiczne, postępowanie przetargowe, uzyskiwanie zgód korporacyjnych zajmują w najlepszym przypadku rok, a czasami dłużej. Realizacja samej inwestycji w zależności od technologii to kilka lat – zaznacza.
– Staramy się w przetargach, które w tej chwili się toczą, dawać wykonawcom trzy lata, ale w każdej sytuacji słyszymy, że to zdecydowanie za krótko. Z ostatnich rozmów z Gaz Systemem wynika, że potrzebuje on na doprowadzenie gazu sześciu lat. Nawet jeśli dzisiaj podjęlibyśmy decyzję o zastąpieniu źródła węglowego kogeneracją gazową, to nie jesteśmy w stanie do 2026 r. tego zrealizować. Nawet jeśli byśmy wybudowali taki obiekt, to nie będziemy mieli paliwa – podkreśla Przemysław Kołodziejak.
Dlatego środowisko postuluje odłożenie w czasie wejścia w życie nowej definicji dla efektywnego systemu. Eksperci branży podkreślają, że propozycje Komisji Europejskiej coraz bardziej rozmijają się z realiami realizacji inwestycji.
Branża nie ma też wątpliwości, że zazielenienie energii cieplnej będzie kosztowne i przełoży się na opłaty ponoszone przez mieszkańców.
Bartosz Krysta, członek zarządu Veolia Energia Warszawa, wylicza, że gdyby spółka chciała osiągnąć pułap 30 proc. energii z OZE, to musiałaby zazielenić 117 GJ ciepła.
– Gdybyśmy chcieli to zrobić przez montaż pomp ciepła w sieci i na węzłach, to średnioroczny nakład inwestycyjny wyniesie 42 mln zł. Tylko z tych urządzeń cena ciepła musiałaby wynieść 87 zł za GJ, czyli prawie dwa razy więcej niż w naszym systemie ciepłowniczym. Średnioroczny koszt przenoszony na odbiorców to 14 mln zł, co koresponduje z 3-proc. podwyżką opłaty za dystrybucję ciepła – wyjaśnia.
Branża oczekuje więc mechanizmów wsparcia, subwencji, by transformacja nie była uciążliwa dla odbiorców. – Widzimy, że przy 50 proc. redukcji nakładów inwestycyjnych, cena ze źródeł OZE jest niższa o 20 zł na GJ – dodaje Bartosz Krysta.
Kolejne postulaty to uproszczona regulacja, w tym możliwość wyłączenia z koncesjonowania lub taryfowania małych rozporoszonych źródeł.
Eksperci branży ciepłowniczej podkreślają jednocześnie, że tanim rozwiązaniem, które koszty dla odbiorców ograniczy, jest termomodernizacja. Pozwala ona na zasadnicze ograniczenie energii zużywanej do ogrzewania budynków.
Absurdem jest – co podkreślają ciepłownicy – powtarzanie, że termomodernizacja nie służy sektorowi ciepłowniczemu, bo odbiorcy kupują mniej ciepła. Branża widzi swoją przyszłość m.in. w usłudze, jaką jest zarządzanie efektywnością energetyczną w budynkach.
– Termomodernizacja świetnie koresponduje z celami klimatycznymi, bo przez koncentrowanie się na efektywności energetycznej redukujemy emisje. To może być bufor dla wyższych kosztów ciepła – dodaje Bartosz Krysta.