Jeśli chodzi o partie opozycyjne, z decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ucieszyli się przedstawiciele Czeskiej Partii Piratów, których posłowie w parlamencie oraz radni kraju libereckiego uznają, że to właśnie oni zmusili czeski rząd, żeby po nieudanych negocjacjach zaskarżył Polskę. „W ten sposób otwiera się droga do uzyskania odszkodowań dla czeskich obywateli” – stwierdził poseł Tomáš Martínek. Zdaniem Piratów Polska powinna uznać roszczenia strony czeskiej i podjąć rozmowy o odszkodowaniach.
Poza tym na czeskiej scenie politycznej w kwestii kopalni Turów panuje cisza. Do piątkowej decyzji Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazującej Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów spór o powiększenie kopalni był nieistotnym tematem. Nie znaczy to jednak, że nie może zyskać na znaczeniu, ponieważ w moim przekonaniu jest to największy kryzys w relacjach czesko-polskich w ciągu ostatnich 20 lat, chociaż trzeba przyznać, że polska polityka żyje nim dużo bardziej niż czeska.
W Czechach toczy się już kampania przed wyborami do parlamentu, które odbędą się na początku października. Stosunki z Polską oraz ograniczenie dostępu do wody dla dziesiątków tysięcy mieszkańców regionu przygranicznego nie stanowią tematu, który odgrywałby w niej istotną rolę. Chociaż niektórzy przedstawiciele opozycji podejrzewają – jednak tylko w wypowiedziach nieoficjalnych – byłego ministra spraw zagranicznych Tomáša Petříčka, że ze skargi uczynił celowo temat kampanii wyborczej, żeby móc się prezentować jako obrońca czeskich interesów narodowych i jednocześnie jako obrońca środowiska. Czeska Partia Socjaldemokratyczna przez jakiś czas bowiem kokietowała, że pójdzie do wyborów w koalicji z Partią Zielonych. Jest to wprawdzie marginalna siła polityczna, niemiej tematy związane z ekologią przyciągają coraz większą liczbę młodych wyborców.
I chociaż Petříček nie jest już ministrem, nie należy do czasu wyborów spodziewać się zmiany czeskiego stanowiska. Skarga przyda się Socjaldemokracji, której przypadło ministerstwo spraw zagranicznych, jako przykład skutecznej ochrony czeskich interesów narodowych. Podobne stanowisko zajął również premier Andrej Babiš, którego stosunek do Polski jest skomplikowany. Z jednej strony jego prywatny fundusz inwestuje w Polsce, z drugiej strony jego firma Agrofert (nie jest wprawdzie jej oficjalnym właścicielem) uznaje polskich producentów żywności za głównych konkurentów.
Według sondaży największym poparciem cieszy się aktualnie koalicja Piratów oraz Burmistrzów i Niezależnych (STAN), na którą głosowałoby 27,5 proc. wyborców. Stworzyłaby ona najprawdopodobniej rząd z inną koalicją opozycyjną Razem (Spolu). O Piratach oraz Burmistrzach i Niezależnych można powiedzieć, że stanowią liberalny mainstream o proekologicznym odchyleniu. Razem to z kolei koalicja partii prawicowych i konserwatywnych: obywatelskich demokratów, chrześcijańskich demokratów oraz formacji TOP 09 (Tradycja Odpowiedzialność Dobrobyt 09). Razem według sondaży jest obecnie na trzecim miejscu z poparciem 17 proc. Między obiema koalicjami znajduje się ANO Andreja Babiša z poparciem 21 proc.
Nie będę wchodzić w szczegóły potencjalnych scenariuszy tworzenia rządu, ponieważ w tej kwestii wiele do powiedzenia ma nieprzewidywalny prezydent. Jeżeli jednak próbę stworzenia rządu podjęliby Piraci oraz Burmistrzowie i Niezależni wraz z koalicją Razem, trudno byłoby jednoznacznie przewidzieć, jakie stanowisko zajęliby w sprawie kopalni Turów. Piraci są właściwie tym, czym są w Niemczech Zieloni. Burmistrzowie i Niezależni stanowią natomiast najsilniejszą partię w kraju libereckim, więc ich stanowisko jest jasne – Polska ma natychmiast wstrzymać wydobycie, ponieważ szkodzi w ten sposób sąsiadom.
Z kolei koalicja Razem w kwestii kopalni milczy i można przypuszczać, że dominują w niej sympatie wobec polskich konserwatystów, jak też niechęć wobec zielonej polityki. Można się zatem spodziewać, że jej przedstawiciele byliby skłonni do pójścia na kompromis: wycofanie skargi w zamian za to, że Polska wypłaci Republice Czeskiej odszkodowanie za skutki kontynuacji i zwiększenia wydobycia.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia, z czeskiego punktu widzenia nie do końca jasna: stosunek polskiego rządu do europejskiego systemu prawnego. Przedstawiciele czeskiego rządu liczą na to, że Warszawa uszanuje decyzję TSUE. Jednakże mało kto w Czechach szczegółowo śledzi sytuację wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który w innej sprawie dotyczącej Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego ma rozstrzygnąć, czy Polska w ogóle zastosuje środki zapobiegawcze sądu europejskiego. Innymi słowy czeski rząd na razie udaje, że w Polsce nie dochodzi do naruszeń praworządności.
O ile dla Polski sprawa kopalni Turów stanowi zasadniczą kwestię polityczną i jest częścią szerszego sporu z Unią Europejską, to dla Czech jest to kwestia dobrych relacji sąsiedzkich i ochrony środowiska, dotycząca konkretnej grupy ludności. Czechy widzą tu dużo mniej polityki niż Polska. Czesi mieliby więcej zrozumienia dla społecznych i ekonomicznych skutków wstrzymania wydobycia w kopalni Turów, ponieważ sami borykają się z podobnymi problemami w przypadku czeskich spółek wydobywczych. Nie są jednak w odpowiedni sposób informowani.
Tak dochodzimy do sedna. Problemy regionów przygranicznych rozwiązywane są z odległego centrum przy użyciu narodowej, czy też wręcz nacjonalistycznej, optyki. Pomimo politycznych deklaracji bliskiej przyjaźni nie znamy się i nie jesteśmy odpowiednio poinformowani, a co za tym idzie, nie jesteśmy w stanie rozmawiać na różnych szczeblach o wspólnym rozwiązywaniu problemów. ©℗
Tłumaczenie Marcin Filipowicz