Wysokie ceny gazu na Starym Kontynencie przy taniejącym węglu i kosztów uprawnień do emisji CO2 negatywnie wpłynęły na opłacalność europejskich elektrowni gazowych – to konkluzja raportu European Energy Markets Observatory 2012 (EEMO) przygotowanego przez firmę doradczą Capgemini. Wykorzystanie masowo stawianych ostatnio siłowni napędzanych błękitnym paliwem w Hiszpanii wyniosło w 2011 r. zaledwie 23 proc. Czyli przez większość czasu bloki stoją bezczynnie, bo produkowany w nich prąd wypierany jest z rynku przez tańsze źródła, m.in. z węgla. Eksperci Capgemini wskazują, że produkcja energii z czarnego złota nadal będzie tanieć, o 8,5 proc. do 2016 r.

Z powodu ceny wykorzystanie mocy bloków gazowych jest niskie. Świadczy o tym choćby przykład, jaki na ostatnim spotkaniu z dziennikarzami podał Krzysztof Kilian, prezes PGE – niemiecka elektrownia gazowa z powodu braku popytu w ciągu roku przepracowała zaledwie... kilka godzin. Tymczasem w EEMO czytamy, że gazówki są opłacalne jedynie wtedy, gdy produkują energię przez 57 proc. czasu. W związku z tym jak szacuje szwajcarski bank UBS, w najbliższych dwóch latach zamknięte mogą zostać elektrownie o łącznej mocy 10 tys. MW.

Ale polscy inwestorzy idą pod prąd i do 2018 r. chcą wybudować nawet 4,5 tys. MW nowych mocy opartych na gazie. Dziś z tego paliwa powstaje niecałe 3 proc. wytwarzanej w Polsce energii. W poniedziałek rozpoczęła się budowa elektrowni gazowej w Stalowej Woli. Siłownię o mocy 450 MW za 1,6 mld zł budują wspólnie Tauron i PGNiG. Zapewniają, że to rentowny projekt.

Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes gazowego giganta, zapowiedziała, że partnerzy planują realizację kolejnego gazowego projektu w elektrowni Łagiszy w Będzinie. – Opłacalność tych projektów znacznie wzrosła po obniżce cen gazu – powiedziała reporterom podczas uroczystości w Stalowej Woli. Problem w tym, że ceny gazu dla Polski dopiero mają szansę na zrównanie z europejskimi stawkami.

Elektrownie na błękitne paliwo stawiają także inni polscy inwestorzy. Orlen podpisał wczoraj umowę na blok o mocy 460 MW, który do końca 2015 r. stanie we Włocławku. Planowane są kolejne, m.in. w Blachowni (Tauron i KGHM), Puławach (PGE i Azoty), Bydgoszczy (PGE) oraz kilka mniejszych.

W opłacalność wszystkich zaplanowanych bloków gazowych wątpi Paweł Skowroński, były wiceprezes PGE i Vattenfalla.

– Obronią się jedynie te inwestycje w bloki gazowe lub gazowo-parowe, w których obok energii wytwarzać się będzie także ciepło, i to tylko pod warunkiem, że będą nadal wspierane żółtymi certyfikatami lub w inny podobny sposób – mówi DGP ekspert z Politechniki Warszawskiej.

To oznacza, że finansowe kłopoty mogą dopaść projekty realizowane w Blachowni i Łagiszy (tylko energia elektryczna). Zdaniem ekspertów z powodu kryzysu i niewielkiego popytu na ciepło w okolicy problem z utrzymaniem rentowności może mieć nawet elektrociepłownia w Stalowej Woli.